Start » Polska » W poszukiwaniu nowej perspektywy

W poszukiwaniu nowej perspektywy

Często zachwycamy się egzotycznymi miejscami za granicą, nie zauważając, jakie skarby mamy pod nosem. Najbliższa okolica zwykle wydaje nam się nudna – nasze miasto, powiat czy nawet województwo pociąga nas mniej, niż tajskie wyspy, australijskie przestrzenie czy górskie ścieżki w Andach. Dlaczego tak jest?

Zastanawiam się często nad ludzką naturą. Czy to nie jest tak, że szybko nudzimy się tym, co na wyciągnięcie ręki i szukamy nowych bodźców? Szczególnie dziś, gdy żyjemy w pędzącym świecie, w którym jesteśmy bombardowani tysiącami informacji na godzinę.

Mieszkając od czerwca w Warszawie złapałem się na tym pędzie wielokrotnie. Ciężko mi się było z niego wyrwać. Nawet jeśli starałem się wrzucić na luz i tak po chwili kombinowałem, jak tu szybciej zrobić zakupy w zatłoczonym markecie lub jak wyprzedzić dwójkę rowerzystów jadących (oczywiście za wolno!) przede mną ścieżką rowerową. Szybciej, szybciej, szybciej…

Jeżdżę po Polsce naprawdę dużo (40 tys. km w 4 miesiące) i wyraźnie widzę, że warszawskie ulice charakteryzują się zupełnie inną dynamiką ruchu niż w innych miastach. Tutaj jeździ się szybciej i agresywniej, każde 3-4 metry przestrzeni między autami zaraz są zajmowane przez kogoś pędzącego sąsiednim pasem, który akurat mu się kończy, lub po prostu kierowca chce przeskoczyć ze skrajnego prawego na skrajny lewy! Bo będzie szybciej!

Gdy długo tkwimy w tym pędzie, przestajemy go zauważać. Przyzwyczajamy się do niego. Wtedy jednak zwykle podświadomie zaczynamy dostrzegać, że coś nam ucieka i przychodzi myśl, żeby choć na chwilę oderwać się od tej pędzącej rzeczywistości. Wtedy też zaczynają się marzenia o relaksie na białej rajskiej plaży na Mauritiusie, masażu stóp w Tajlandii, wariackim off-roadzie w Australii albo spacerze z ukochaną osobą paryskimi Polami Elizejskimi! Chcemy wyjechać, byle dalej! Byle zapomnieć o tym co wokół i złapać coś egzotycznego! Byle choć na chwilę wskoczyć w inne buty!


Przemęczenie

W sierpniu i wrześniu ledwo dawaliśmy radę ogarnąć ten ogrom pracy, jaki nas przytłoczył (pisałem o tym tutajw tym roku. Każdy deszczowy dzień oznaczał, że sesję zdjęciową można odwołać – bo przecież nie da się latać dronem gdy pada. Pojawiały się czasem 2-3 dniowe przerwy, ale wtedy zwykle odsypialiśmy zarwane noce albo dłuższe sesje wyjazdowe. Najczęściej jednak siadaliśmy wtedy do montażu czy wywoływania zdjęć. Niby chciałoby się gdzieś dalej wyskoczyć, odpocząć, ale rzeczywistość sprowadzała nas szybko na ziemię. W końcu przyszedł październik, który był luźniejszy. Daleko wyjechać nie mogliśmy, ale weekendowy wypad za miasto był już całkiem realną opcją. No i pojechaliśmy…


Załęczański Park Krajobrazowy

Co to w ogóle za nazwa i od czego pochodzi – zacząłem się zastanawiać, gdy oddalałem zoom Google Maps znad zakola Warty, na które przypadkiem trafiłem. Często przygotowując się do zleceń dronowych gdzieś w Polsce, przeglądam długo mapy satelitarne, żeby zobaczyć, czego mogę się spodziewać po okolicy. Szukam ciekawych kadrów i zwykle przypadkiem trafiam też na kształty, które ukazują mi się na mapie i coś przypominają lub mają ciekawą geometrię. Rzeki, jeziora, skały, a nawet pokręcone lub strzeliście proste drogi. Często są to miejsca, którym nie poświęciłbym uwagi, gdybym tak po prostu tamtędy przejeżdżał. Mając jednak pod ręką drona, mogę te miejsca zobaczyć z innej perspektywy, która nadaje im zupełnie innej dynamiki.

Największą atrakcją Załęczańskiego Parku Krajobrazowego jest szerokie zakole Warty. Wijąca się jak wąż, rzeka przypomniała mi od razu aborygeńskie legendy znad Murrey River. Rzeka na granicy stanów Wiktoria i Nowa Południowa Walia, wije się dokładnie tak samo. Co więcej, tamtejsi Aborygeni wierzą, że obecny kształt koryta rzeki, zawdzięczamy wężowi. Według legendy pełzający wąż zostawił na piasku kręty ślad, a gdy tylko spadły obfite deszcze, ślad wypełnił się wodą i tak powstała rzeka Murrey River.

Jak wąż wijąca się Murray River w Australii

Gdy przyjechaliśmy nocą nad Wartę, już po kilku minutach przywitały nas bobry. Tzn. słyszeliśmy, że są gdzieś w okolicy, ale przecież nie przyszły byśmy je sfotografowali. Gdy zasypialiśmy w namiocie co chwilę dochodził nas charakterystyczny plusk i odgłos podgryzania drzew. Rano znaleźliśmy dowody zbrodni, ale po bobrach śladu nie było.

Czekaliśmy długo, czailiśmy się na nie, ale mam wrażenie, że z nimi to jak z australijskimi dziobakami – trzeba mieć szczęście, żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, albo dobrze się zaczaić. Może następnym razem wybierzemy się tam kajakiem?

Gdy już objechaliśmy okolicę, włożyliśmy głowę do Modrzewiowej Kapliczki w Kamionie, sfilmowaliśmy malownicze wyspy na środku Warty i ruszyliśmy dalej przed siebie. W stronę zachodu słońca!

Stobrawski Park Krajobrazowy

Idealny na niedzielne przejażdżki samochodem i piesze wędrówki. W długich alejach dębowych o tej porze roku trwa ostra rywalizacja, który jesienny kolor jest intensywniejszy, a dzieje się to na tle zielonych borów sosnowych. Promienie słońca, które przeciskają się przez gałęzie przypominają, że lato już niestety za nami. Warto te ciepłe, jesienne  promienie złapać odpoczywając na schowanej w lesie wydmie. Żółty i drobny piasek pomaga wyobrazić sobie, że jesteśmy właśnie na plaży.


Natura kryje przed nami niespodzianki i Jeep Compass też 😀

No i te zielono-rdzawe stawy!

– Stawy? Zapytacie pewnie ze zdziwieniem. Co może być pięknego w stawach?⠀

Żeby dostrzec urok tego parku, trzeba wstać przed wschodem słońca. Wtedy jest jedyna okazja, aby zobaczyć subtelne mgły zawieszone nad mokradłami i okolicznymi łąkami. Magia jednak dzieje się, gdy pojawiają się pierwsze promienie słońca. Odcienie brązów, rudy, zieleń, refleksy wody w groblach i stawach no i przede wszystkim wschodzące słońce, które rzuca pierwsze promienie na żółte liście – miałem ciary na plecach, gdy zobaczyłem te stawy z drona!!

Stobrawskie stawy o wschodzi słońca

I tutaj znów odwołam się do Australii i do chwil, gdy jadąc przez jej zachodnią część natrafiliśmy zupełnie przypadkiem na jezioro solne. Z poziomu ziemi wiało nudą, ale zatrzymaliśmy się przy nim i tak, bo była to jakaś odmiana w stosunku do pustyni, przez którą jechaliśmy przez ostatnie 5 godzin. Jezioro było przedzielone drogą na dwa żółtawo-szare zbiorniki wody po obu stronach jezdni. Gdy tylko wzniosłem drona, byłem w stanie dostrzec niespodziewane kształty i kolory. Do tego jeszcze ruch chmur i cienie, które rzucały się na dwie części jeziora. Chciałem tylko lecieć wyżej i wyżej, aby objąć obiektywem całe solnisko.

Słone jezioro przedzielone drogą niedaleko Kalgoorlie, Australia Zachodnia

Tak samo było nad stobrawskimi stawami. Słońce i chmury, przez które przebijały się poranne promienie słońca zrobiły niezły spektakl! Spodziewałem się, że może być ładnie, ale te widoki wydały mi się wręcz nierealne!

 

Inna perspektywa

Bardzo bym chciał, aby jak najwięcej osób, które przeczytają ten tekst, choć przez jeden dzień, mogło na świat spojrzeć inaczej niż robi to na co dzień. Choć przez chwilę, choć na weekend postarajmy się wyrwać ze swojego codziennego schematu. Nie chodzi mi tylko o nową perspektywę z drona, choć jest ona pewnego rodzaju przenośnią w tym tekście. Chodzi mi o życie codzienne, pracę, politykę, nasze poglądy i zachowania, a nawet sposób jazdy samochodem!

Kilka dni temu na przykład, miałem ciekawą rozmowę z jedną z moich podopiecznych na wycieczce do Birmy, którą właśnie pilotuję. Powiedziała, że nie umie prosić. Tak po prostu. Jest bardzo zaradna, samowystarczalna i wszystko chce zrobić sama, włącznie z przeprowadzką!

Uśmiechnąłem się i wspomniałem siebie sprzed 10 lat. Dokładnie to rozumiem, bo byłem swego czasu taki sam. Wszystko chciałem załatwić sobie sam i przy jak najmniejszym udziale innych osób. No bo przecież mam być zaradny i sam sobie poradzę, nie? Tak zostałem wychowany. Tylko, że czasem są takie chwile, że pomocna dłoń drugiej osoby byłaby ogromnym odciążeniem, a słowa “czy możesz mi pomóc?”, tak ciężko nam przechodzą przez gardło, prawda?

Wtedy też zadałem mojej podopiecznej pytanie:  Czy jeśli ktoś Cię poprosi o pomoc, to nie zrobisz tego z przyjemnością (jeśli oczywiście będziesz mieć czas i umiejętności) i bez większego zastanowienia? Powinniście zobaczyć błysk w jej oku!

Sam chętnie pomagam, nawet rzucam często swoje mniej pilne obowiązki, bo pomaganie sprawia kupę frajdy, tylko… trzeba się przełamać i te magiczna słowa do drugiej osoby wypowiedzieć!

Czasem właśnie takie na pozór proste odwrócenie perspektywy, zmienia bardzo wiele.

 

Zmień swoją perspektywę i Ty

Do Załęczańskiego i Stobrawskiego Parku Krajobrazowego pewnie byśmy nie pojechali, gdybyśmy nie dostali na weekend samochodu od Jeep Polska. Dzięki nowiutkiemu Compassowi odkrywaliśmy zakamarki naszego kraju bez obawy zakopania się w jakimś błocie czy piasku. Akcja #CompassNaPolske wcale się nie skończyła na naszym wyjeździe. Dalej samochód przejęli inni blogerzy: Michał z Życie jest Piękne, Wędrowne Motyle i Ula z Adamant Wanderer, a teraz kolej na Ciebie! Teraz Ty możesz odkryć dla siebie jakiś fragment Polski i dać sobie czas na poszukanie nowej perspektywy jadąc na weekend Jeepem Compass.

Na stronie www.compassnapolske.pl znajdziesz szczegóły konkursu, w którym do wygrania są m.in. trzy weekendowe wyprawy Jeepem Compass, atrakcyjne zestawy akcesoriów outdoorowych o wartości 1000 zł oraz książki autorstwa Tony’ego Halika.

Spróbuj szczęścia i zmień perspektywę, choćby tylko na jeden dzień! 


PS: Gdy tylko wróciłem do Warszawy, zacząłem szukać jakichś legend o powstaniu Warty, bo myślałem, że są może też jakieś analogiczne do tych aborygeńskich. Niezawodne Google podrzuciło mi tylko info o legendach ale Warty Poznań. No cóż, najsłynniejsi piłkarze tego zespołu jednak nie mają raczej nic wspólnego z genezą powstania rzeki Warty 😀

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Przydrożna załamka

Rzadko ponoszą mnie emocje w social mediach, ale nie jestem w stanie przejść koło TEGO …

6 komentarzy

  1. Ciekawy wpis i bardzo ciekawa perspektywa 🙂

  2. My zachęcamy, aby odkrywać piękno Polski. Tak często przez nas niedoceniane. Szczególnie oczywiście rekomendujemy piękną Polskę Wschodnią z perspektywy roweru, jadąc Szlakiem Green Velo 😉

  3. Polskich ciekawych miejsc sfilmowanych z drona wciąż jest mało, pewnie przez kiepską pogodę.

  4. “Cudze chwalicie, swego nie znacie…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *