Start » Sprzęt podróżniczy » Jak się sprawdza ASUS T100 w podróży?

Jak się sprawdza ASUS T100 w podróży?

Odwieczne pytanie co zabrać ze sobą w kilkumiesięczną podróż: laptopa, tablet, a może wystarczy smartfon? Wiadomo na pewno, że takie urządzenie powinno być lekkie, małe, żeby móc wygodnie na nim pisać, łączyć się bez problemu z Internetem. Próbowaliśmy już różnych urządzeń i zawsze było jakieś „ale”. Dziś przyszedł czas na kolejną próbę.

Podróżowaliśmy z netbookiem, próbowaliśmy też ogarniać bloga z tabletu, sprawdzaliśmy na ile można sobie pozwolić tylko z samym smartfonem. Netbook w długiej, kilkuletniej podróży sprawdzał się całkiem nieźle, ale jego możliwości w stosunku do waga i gabarytów nie wypadają korzystnie przy krótkich podróżach, z resztą netbooki chyba powoli odchodzą do lamusa. Tablet… hmmm powiedzmy, że na 2 tygodniowy wyjazd wystarczy, ale już na dłuższą i dalszą podróż zupełnie się nie nadaje z wielu względów, chociażby dlatego, że trudno się na nim pisze i edytuje bardziej rozbudowane posty na blogu, nie mówiąc o obróbce zdjęć.

Szukaliśmy dalej jakie urządzenie moglibyśmy zabrać do Australii na ponad trzy miesiące. Nasze oczekiwania były dość precyzyjnie określone, choć nie było ich wiele. Przede wszystkim wygoda pisania postów na bloga, łatwa edycja i publikacja. Po drugie możliwość przeglądania na bieżąco zdjęć, selekcja, zgrywanie na dysk zewnętrzny i podstawowa obróbka. Ważna też kwestia nagrywanych po drodze filmików. Już tu cudów nie oczekiwaliśmy co do możliwości edycji i montażu, ale płynne przeglądanie materiału jest dla nas kluczowe. Nie mieliśmy złudzeń, że takie urządzenie zastąpiłoby komputer, zwłaszcza, że zależało nam na tym, żeby było lekkie, relatywnie małe i poręczne. No i bateria. Wiadomo, że w podróży na nadmiar prądu się nie cierpi, więc dobrze by było gdyby tej baterii na kilka godzin jednak wystarczało.

Na horyzoncie pojawiła się taka ciekawostka, zupełnie nowe dla nas urządzenie – połączenie tabletu z laptopem, czyli ASUS Transformer T100HA. Poczytaliśmy trochę opinii na zagranicznych forach, sprawdziliśmy parametry i uznaliśmy, że warto wypróbować tę nowość. Po miesiącu używania mamy już kilka uwag i przemyśleń, którymi chcemy się teraz podzielić.

Co to w ogóle jest ten ASUS Transformer?
Połączenie tabletu z laptopem to najbardziej trafna definicja. To urządzenie może być całkiem zgrabnym tabletem, ale po podpięciu klawiatury staje się już pełnoprawnym, choć małym laptopem. Jak na swoje rozmiary (265 x 175 x 8,45 mm, a 18,5 mm ze stacją), mieści sporo interesujących i potrzebnych rzeczy. W klawiaturze, czyli w stacji dokującej, jak to fachowo się nazywa, jest port USB, a w ekranie, czyli w tej części tabletowej, jest port USB typu C i microUSB, wyjście microHDMI, slot do kart microSD i jack audio.

Różne porty pozwalające łączyć komputer z innymi urządzeniami.
Różne porty pozwalające łączyć komputer z innymi urządzeniami.

Całe urządzonko waży zaledwie 1 kg, a sam ekran, czyli tablet 580 gram.
Już te parametry zainteresowały nas na tyle, aby sprawdzić jak ten sprzęt działa i czy sprosta naszym oczekiwaniom.

Jak to działa?
Zastanawiałam się długo, czy ASUS T100 nie będzie po prostu za słaby. Obawiałam się, że będzie się zawieszał i zamulał, a praca na nim będzie przykrym obowiązkiem i koszmarem. Cudów nie oczekiwałam. Po pierwszych kilkudziesięciu minutach używania i sprawdzania jego możliwości byłam mile zaskoczona. Windows 10 ładnie śmigał również w trybie tabletu, o ile nie robi się dziesięciu rzeczy naraz. Posprawdzałam od razu też wszystkie porty USB i microSD, bo to wydawało mi się ważne. Żadnych problemów, przymulania i tego typu rzeczy. Wszystko działało relatywnie sprawnie jak na taki mały sprzęt i 2GB RAM.

Wystarczy odłączyć klawiaturę i z laptopa robi się tablet.
Wystarczy odłączyć klawiaturę i z laptopa robi się tablet.

To się odłącza…
Ciekawe jest to rozwiązanie, że ekran można odczepić od klawiatury i korzystać z niego jak z tabletu. Ta funkcja szczególnie przypadła mi do gustu przy przeglądaniu zdjęć lub czytaniu. Gdy zapada zmrok, a my siedzimy w naszym australijskim autku, wtedy jest najlepszy moment, żeby na tablecie przejrzeć fotki i filmy, poczytać sobie książki w formie pdf albo wcześniej ściągnięte materiały o Australii. To bardzo wygodne, bo maziając palcem po ekranie szybko przerzucam kolejne strony książki lub usuwam zdjęcia, których nie chcę.

Ekran, który jest tabletem
To właśnie ekran jest „głową” Trnasformera. Tu się mieści dysk, wszystkie złącza oprócz portu USB, który jest w klawiaturze, głośniki i przycisk regulacji głośności.

Miło, że tylna ściana ekranu jest wykonana z aluminium, a nie z plastiku. Jakoś budzi to we mnie większe zaufanie i wiarę w wytrzymałość tego sprzętu. Zastanawiające jest to, że ekran jest cięższy niż klawiatura i mogłoby się wydawać, że przy maksymalnym otwarciu cały laptop wyląduje „na pleckach”. A tu niespodzianka, nic takiego się nie dzieje.

Sam ekran ma 10,1 cala, ale rozdzielczość tylko 1280×800. Może trochę mało, ale szczerze mówiąc do podróży całkowicie wystarczy zwłaszcza, że jest dość jasny i sprawdza się nawet w słoneczny dzień na plaży. Bardzo dobrze działa też matryca IPS, która daje szerokie kąty widzenia, co oznacza tyle, że to co widać na tablecie jest czytelne i wyraźne nawet jeśli na ekran patrzy się pod kątem. Dzięki temu możemy razem oglądać fotki, czytać Wasze wiadomości i komentarze na fejsie i przeglądać strony internetowe.


Ogarnianie bloga

Nie ukrywam, że tym razem, zależało nam na tym, żeby z tego urządzenia móc wrzucać posty na bloga. Pisanie na klawiaturze jest na pewno o niebo wygodniejsze niż na tablecie i tu Transformer spisuje się wzorowo. Może pierwsze wrażenie w zetknięciu z klawiaturą jest dziwne, bo i klawisze mniejsze niż w tradycyjnym laptopie i też „w dotyku” sprawiają wrażenie plastikowej zabawki. Po pierwszym tygodniu używania przestało mi to przeszkadzać i w ogóle nie zwracam już na to uwagi. Palce też dość szybko przyzwyczaiły się do małej klawiatury.

Mała, ale ciągle wygodna w użyciu klawiatura.
Mała, ale ciągle wygodna w użyciu klawiatura.

Taki detal. Mała niespodzianka spotkała mnie w nocy, gdy chciałam na Transformerze spisać kilka swoich myśli. Było już zupełnie ciemno. Włączyłam laptopa, i okazało się, że słabo widzę klawiaturę, bo nie jest podświetlana. Rozwiązaniem tego problemu jest mała latarka lub choćby czołówka, którą można sobie przyświecić klawiaturę.

Mimo tego detalu z brakiem podświetlenia klawiatury, pisanie na Transformerze jest wygodne. Odpalam Worda, spisuję swoje wrażenia i tyle. Obróbka tekstu w blogowym panelu zarządzania też nie różni się niczym gdyby to robić na zwykłym laptopie. No i pełna obsługa bloga jest bezproblemowa, co nie było do końca możliwe na zwykłym tablecie i często doprowadzało nas do szału.


Obróbka i zgrywanie zdjęć

Nie chodzi o jakieś wielkie zaawansowane retuszowanie i inne bajery, ale zwykłe wywoływanie RAWów w Lighroomie. Da się. Może prędkość nie jest zawrotna, ale zaskakująco i wystarczająco dobra na podstawowe korekty kolorów i kontrastów. Mówiąc szczerze nie spodziewałam się, że Lightroom CC będzie tak sprawnie działał. Jest to naprawdę duży plus i argument na korzyść dla ASUSa T100. Ciekawe jest też to, że w Lightroomie można pracować nawet w trybie tabletu, choć nie da się tak precyzyjnie edytować zdjęć.

Jeśli chodzi o fotografowanie to działam na kartach SD i tu niestety zonk, bo slot w Transformerze jest tylko na microSD. Zgrywanie zdjęć jest w tym wypadku nieco utrudnione i wymaga więcej czasu. Najpierw wkładam kartę SD do czytnika, który wpinam do portu USB i zgrywam zdjęcia na dysk twardy. Gdy wszystko jest już skopiowane odłączam czytnik z kartą SD i do portu USB podłączam dysk zewnętrzny. Zgrywam zdjęcia z dysku twardego na zewnętrzny i usuwam je z twardego. Przy takim systemie dwa razy muszę wykonać tę samą pracę, co przy dużej ilości zdjęć i filmów jest trochę irytujące, bo bywa tak, że cały materiał nie mieści mi się na dysku twardym. W takim przypadku muszę to robić w dwóch lub trzech porcjach.

Na pewno byłoby sprawniej gdybym w aparacie używała kart microSD, bo wtedy zapełnioną kartę mogłabym wkładać bezpośrednio do slotu w Transformerze, a dysk zewnętrzny podłączyć przez USB i zgrywać na niego materiał bezpośrednio.

Jest jeszcze inny sposób. Zwykłą kartę SD można włożyć do czytnika kart SD, który po drugiej stronie ma złącze microUSB, a do portu USB znów podłączyć dysk zewnętrzny. To jest możliwe i do zrobienia, ale nie wzięłam ze sobą w podróż właśnie tej przejściówki do microUSB. Jeszcze jeden sposób to zakupienie rozdzielacza USB i wtedy z jednego portu, robią się nam dwa. W obu sytuacjach jednak, potrzebujemy kolejny gadżet.

Na możliwość obróbki i montażu filmów nawet nie liczyłam, bo po pierwsze nie lubię tego robić na tak małym ekranie. Po drugie nie chcę dodatkowo zajmować pamięci Transformera programem do montażu. A po trzecie… odtwarzanie filmów w rozdzielczości FullHD przy nagraniach 50 klatek na sekundę nie jest do końca płynne.

Internet
Jeśli jest akurat dostęp do WiFi to problemu nie ma żadnego, wszystko sprawnie działa. Jeśli jednak chciałoby się skorzystać z Internetu mobilnego (3G/LTE), nie jest to możliwe. Niestety, Transformer T100HA nie ma slotu na simkartę GSM. Można ewentualnie zrobić sobie hotspot ze swojego telefonu lub dokupić specjalny modem na kartę sim, który podpina się przez port USB. Takie działanie trochę na okrętkę. Możliwe do zrobienia, ale nieco utrudniające życie, zwłaszcza przy takim urządzeniu jak Transformers, z którego można łatwo korzystać zawsze i wszędzie.

Gdyby ktoś z jakiegoś powodu musiał lub chciał korzystać z LAN musiałby zaopatrzyć się w przejściówkę o strasznej nazwie USB-RJ45. Wydaje mi się jednak, że taka sytuacja chyba jednak jest już dziś rzadka, choć warto pamiętać, że w razie czego taka konfiguracja też jest możliwa.

Nagrywanie, podglądanie
Transformer ma aparat i kamerkę 5Mpix na tylnej ściance i 2 Mpix na ekranie z przodu. Nigdy nie liczyłam na to, że tabletem czy też nawet laptopem będę fotografować, ale sprawdziłam tę funkcję na okazję pstryknięcia jakiejś szybkiej fotki, którą można wrzucić od razu na FB. Nie spodziewałam się cudów w tej kwestii i słusznie, bo jakość zdjęć nie jest dla mnie zadowalająca.

Tylnym aparatem można robić zdjęcia w formacie 16:9 lub 4:3. Przy pierwszej opcji dostaniemy fotki w rozdzielczości 2560×1440, a w drugiej opcji 2560×1920. Aparat z przodu ekranu zrobi zdjęcia oczywiście w mniejszej rozdzielczości, odpowiednio 1200×720 i 1600×1200.

Testowanie aparatu w ASUS Transformer i zdjęcie, które powstało.
Jak ASUS Transformer robi zdjęcia detali?

Jeśli chodzi o filmowanie, też rewelacji nie ma. Kamera 5Mp ma możliwość nagrywania maksymalnie w FullHD przy 30 klatkach na sekundę. Kamera z przodu ma mniejsze możliwości i przydaje się raczej do videorozmów na Skype lub Hangout niż do nagrywania filmów z podróży.

Rozrywka
W moim przypadku to głównie oglądanie filmów, choć w Australii szkoda mi na to czasu, bo akurat tutaj czuję się jakbym była w samym środku jednego wielkiego dokumentalnego filmu przyrodniczego.

Filmy dla zabicia czasu oglądaliśmy podczas lotu z Europy do Australii. Mieliśmy niestety miejsca blisko głośnych silników i w słuchawkach ledwie co było słychać. Ale poza tym wygoda oglądania na wysokim poziomie. Dokujemy tablet w klawiaturze i oglądamy film. Nikt nie musi trzymać w ręku tabletu, bo sam stoi, a film w małej rozdzielczości (720p) wyświetla się płynnie bez problemów.

Czytanie książek też wchodzi w grę jak najbardziej, ale tym razem opcja tabletowa jest o wiele lepsza, bo strony można przerzucać palcem na ekranie dotykowym.

Ile to popracuje?
Nie mam litości i eksploatuję Transformera w różnych warunkach. Najgorzej wypada przy ciągle włączonym WiFi i kiedy dodatkowo wpinam dysk zewnętrzny żeby zgrywać zdjęcia. Wtedy czas pracy znacznie się skraca, na przykład jeśli przewidywany czas pracy baterii to 7 godzin, po podłączeniu dysku skróci się do 3,5. Przy trybie ekonomicznym z 25% jasnością ekranu, gdy dysk zewnętrzny wpinam tylko na moment zgrywania zdjęć i gdy używam WiFi, żeby sprawdzić pocztę i wrzucić coś szybko na bloga,  wytrzymuje maksymalnie do 6 godzin. Przy minimalnym używaniu Internetu i mniej energożernych zadaniach niż obróbka zdjęć, bez podpinania innych urządzeń typu myszka, dysk zewnętrzny, czytnik kart, można popracować prawie 8 godzin. Zaskakująco długo bateria trzyma przy przeglądaniu zdjęć lub oglądaniu filmów.

Co mi się nie podoba?
Mimo niskich oczekiwań co do tak drobnego sprzętu, rzeczywistość okazała się dość optymistyczna, ale są też rzeczy, które lekko mnie denerwują, na przykład wspomniany wcześniej brak slotu do simkart GSM i kart SD.

Nie do końca odpowiada mi też gładzik… Może dlatego, że na początku ciągle się zawieszał. Wystarczyło jednak przeinstalować sterownik i teraz wszystko działa jak należy, ale mimo wszystko nie mogę się do niego przekonać. Może to akurat kwestia przyzwyczajenia. Mówiąc szczerze nie jestem w ogóle fanem gładzików i jak tylko mogę, podpinam przez port USB zwykłą myszkę. Tak… ale wtedy nieco szybciej rozładowuje się bateria. Poza tym port USB jest tylko jeden i gdy chcę podłączyć na przykład dysk zewnętrzny to muszę wtedy zrezygnować z myszki i korzystać z gładzika. Czasem pracę ułatwiam sobie używając dodatkowo ekranu dotykowego nawet jeśli nie jestem w trybie tabletu i przyznam, że to wygodne rozwiązanie.

To co mnie irytuje naprawdę to bardzo krótki kabel zasilania, który już nie raz zafundował mi lekcje chińskiej gimnastyki przy gniazdku. Gdyby był choć 20 cm dłuższy już byłoby lepiej. Niestety w przypadku gdy gniazdko jest przy podłodze nie mam możliwości usiąść na krześle przy stole, bo kabel jest za krótki. Sam zasilacz jest mały i lekki, ale taka długość kabla sprawia, że praca i jednoczesne ładowanie Transformera jest często niemożliwe.

Coś, co mnie zaskoczyło
Dla mnie to prawdziwy hit, bo tego się nie spodziewałam. Transformera T100HA można ładować z powerbanku! To jest rewelacja, bo to taka deska ratunkowa, gdy się rozładuje, a akurat trzeba wykonać jakąś pracę. Wystarczy wtedy podpiąć powerbank i działać dalej.

Podsumowując

ZALETY
– mały rozmiar i waga;
– długi czas pracy w trybie ekonomicznym bez ładowania baterii;
– możliwość ładowania z powerbanku;
– sprawna praca przy korzystaniu z programu Lightroom;
– jakość, kolory, kontrast obrazu i szerokie kąty widzenia ekranu;
– jakość wykonania części tabletowej (aluminiowy tył).

WADY
– za krótki kabel do zasilacza;
– brak slotu simkart GSM;
– słaba jakość zdjęć i filmów.

Kto będzie zadowolony z nowego ASUS Transformer T100HA?
Na pewno ktoś, kto wybiera się w podróż na kilka dni, tygodni lub miesięcy i ma zbliżone potrzeby i oczekiwania co do sprzętu do moich. Jeśli w grę wchodzi bardziej skomplikowana praca, która wymaga “cięższych” programów, obróbki i montażu filmów, projektowania czy rysowania, mogą być problemy.

Transformer sprawdzi się w dłuższej podróży do spisywania wrażeń, zgrywania i obróbki zdjęć, publikowania nowej treści na blogu lub w ogóle w Internecie, ogarniania social mediów i wszelkich innych działań internetowych łącznie z videorozmowami, a poza tym do oglądania filmów i czytania książek.

Wielką zaletą Transfromera jest jego waga i rozmiar. Już kilka razy zapomniałam, że mam go w plecaku i nieświadomie brałam go na piesze wycieczki. To tylko kolejny argument na korzyść tego tabletu. Jest na tyle poręczny, że można go zabrać naprawdę wszędzie i pracować tam, gdzie ma się na to ochotę. Może plaża przy wietrznej pogodzie to trochę słaby pomysł, bo jest ryzyko, że piach dostanie się do złącz, ale w zacisznej, bezwietrznej zatoce już można z niego korzystać bez obaw.

BTW, jeśli macie jakieś pytania lub chcielibyście dowiedzieć się czegoś, czego nie opisaliśmy, to proszę o info w komentarzach. Będziemy używać go co najmniej do końca lutego w tej podróży, więc trochę czasu jeszcze jest na dodatkowe testy.

Ten test powstał we współpracy z firmą ASUS Polska.

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła. Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem. Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć. Nie wierzy w zdanie "nie da się", zdecydowanie jest zwolennikiem myśli "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało."

Podobny tekst

Wodoodporne skarpety oddychające firmy Dexshell.

Czy istnieją wodoodporne skarpety?

A co myślisz o skarpetach wodoodpornych? – spytał mnie jakiś czas temu Andrzej. Cóż, nic …

48 komentarzy

  1. Jakie odwieczne pytanie, jak od 5 lat? ;p

  2. Sratytaty sie sprawdza. Napiszesz jak sie sprawdza po kilku miesiacach a nie dniach/tygodniach… o lata go nawet nie posadzam bo co teraz przetrzyma lata? 😛 🙂

  3. Ja teraz testowałem tablet, ale jednak do blogowania tablet nie wystarczy. Mały komputerek to chyba dobry pomysł.

  4. a ja mam Lenovo Yoga 3 pro 1370 i zamierzam go wytestować w trakcie 3 miesięcznej podróży:) m.in. Australia. Jedno czego komp nie ma to aparatu, ale też nie ma odczepianego monitora.

    • W takim razie czekamy na wieści jak się to Twoje urządzenie sprawuje. Akurat aparat w takim laptopie nie jest czymś absolutnie niezbędnym. Mi wystarczyłaby jedna kamerka do videorozmów. Zdjęć tabletem nie robię wcale, nie mówiąc już o filmach.
      Odczepiana klawiatura jest wygodnym patentem i choć początkowo nie bardzo wiedziałam w jakich sytuacjach mi się ta możliwość przyda, to teraz ją doceniam.
      Tak naprawdę wszystko zależy od tego jakie kto ma oczekiwania co do sprzętu. Moje w tym wypadku nie są zbyt wysokie i jest naprawdę przyzwoicie.

  5. Mam T200 i bardzo go sobie chwalę. Bateria długo trzyma, dobrze się sprawdza w podróży i jest poręczny 😉

  6. Aż z ciekawości sprawdziłam co to za cudo, bo jestem świeżo po wymianie sprzętu. Oczom nie wierzę. 2 GB RAM? Brak możliwości rozszerzenia? Intel Atom? Przecież wystarczy otwrzyć 10 zakładek w aktualnym Firefoxie żeby to cudo zajechać. Za niewiele wyższe pieniądze można dostać sprzęt o zdecydowanie wyższych parametrach. Zaskoczyliście mnie…

    • No ja miałem Toshibe z 2GB ramu i atomem i sobie chwaliłem. Na tego typu wyjazdy tylko dokupiłbym sobie klawiaturkę i można przestać używać innych sprzętów. Cenowo nie dostaniesz nic lepszego bo tablety z okienkami mają w większości Atomy, a wszelkie inne wariacje producentów zjadają baterię w kilka godzin.

    • Serio? Ale czym?
      Natalia, przeczytałaś tekst czy tylko spojrzałaś w specyfikacje sprzętową? To nie jest zwykły laptop i jak to bywa w tablecie nie ma opcji rozbudowy kompa. Podaj mi proszę nazwy urządzeń, które są niewiele droższe i wg Ciebie lepsze, bo nawet nie wiem z czym dyskutuje.

      • Andrzej, zaskoczyliście mnie tym, że podpisujecie się pod reklamą sprzętu z tak słabymi parametrami. Przeczytałam Waszą recenzję, po czym poszukałam parametrów technicznych, aby móc ocenić rzetelnie. Niezależnie od tego czy urządzenie jest laptopem, netbookiem, ultrabookiem czy hybrydą, obecnie 2 GB RAMu to mało. Bardzo mało. Stanowczo za mało. Kupujesz taki sprzęt, zachęcony reklamą, a po kilku miesiącach klniesz i chcesz się go pozbyć. Bo zmula, bo się wiesza, bo trzeba czekać, restartować, uważać na to co się instaluje… i przestaje mieć znaczenie, że zapłaciłeś za tę zabawkę 1400 zł. Myślisz “mogłem zapłacić 2000, a nawet 2400 zł i mieć coś lepszego, działającego jak należy”. Znam z autopsji. Z mojej strony tyle w tym temacie.

        • Andrzej Budnik

          Wiesz, ja to bym chciał moc podróżować z moim stacjonarnym kompem, którego sobie sam złożyłem, ma 32gb ramu i “system wstaje” w 10 sekund, problem w tym, ze go nie zmieszczę w plecaku.
          Ten, opisany tutaj Transformer nie jest do pracy w domu, tylko do podróży, w której chcesz miec lekkie i uniwersalne urządzenie i nie musisz instalować całego pakietu Adobe lub Office’a. Nie wiem czy to tak cieżko zrozumieć, ze nie ma idealnego komputera. do wszystkiego, tak samo jak nie ma idealnego smartfona, czy aparatu fotograficznego. Obawiam się, ze masz za duże wymagania i nazwijmy to brzydko, nie jesteś targetem. Serio w podróży potrzebujesz otwierać 15 zakładek w przeglądarce? Po co?
          I jeszcze uwaga techniczna, suche porównywanie parametrów komputerów w tzw. tabelce nie działa, bo wystarczy ze masz słaby dysk i Twoje 8GB RAMu i tak ma gardło i komp muli. To tak właśnie hejterstwo Appla porównuje ten sprzęt z parametrami kompów na Windowsie. No sorry, nie kupuje tych porównań.
          Nie wiem też dlaczego, uczepiłaś się tych 2GB skoro są też opcje z 4GB RAMu => http://www.asus.com/pl/2-in-1-PCs/ASUS_Transformer_Book_T100HA/specifications/

          Przez cztery lata ogarnialosmy wszystko w podróży na Samsungu N220, który jest sprzętem o niebo gorszym od tego tutaj opisanego. Dało sie, choć faktycznie, szlag mnie trafiał wiele razy, ale moje priorytety były takie, zeby miec maszynę do pisania i surfowania w necie oraz robienia selekcji zdjeć. Wszystko ponad to rodziło frustracje, które rekompensowały sie w wadze komputera taszczonego w 20kg plecaku, w którym każde 500g było czuć.

          Dodam na koniec jeszcze raz – to nie jest komp do pracy w domu, tylko do podstawowych rzeczy, które potrzebujesz ogarnąć w podróży i jest to w tym teście napisane. Wg mnie do tych zadań ten sprzęt sie nadaje i tak, podpisuje sie pod tym.

  7. Mój T100 kupiony dwa lata temu nadal doskonale by działał, gdyby nie to, że niezdara upuściłam go na podłogę… huk i smuteczek – myślałam, że już po komputerze ale nie, popękał ekran, nie działa funkcja dotykowa ale na szczęście nadal się da go używać. Maluszek towarzyszył mi we wszystkich prawie podróżach przez te dwa lata, zawsze sprawdzał się doskonale, najważniejsze dla mnie było to, że bateria trzymała długo (i do tej pory trzyma dobrych kilka godzin, po dwóch latach intensywnego użytkowania) i to, że jest leciutki. Brakuje slotu na karty sim, to fakt. Jedno zwykłe USB to też czasem mało ale rozwiązaniem jest rozgałęziacz. Teraz potrzebuję nowego, więc rozważę testowany przez Was model. Chociaż ze specyfikacji wynika, że nie ma dysku 500GB w stacji dokującej? Bo mimo, że mam też zewnętrzny, to i ten bardzo się przydaje…

  8. No to trzeba potestować 🙂

  9. Andrzej,
    mam jedno pytanie: pisałeś powyżej, że całkiem nieźle radzi sobie to urządzenie z Lightroomem. Co to znaczy? Import zdjęć trwa w miarę krótko? Jakie duże masz rawy? Można swobodnie przeglądać i robić proste wywołanie? Nic się nie zacina? A jak z exportem? Ile masz +/- zdjęć w repozytorium?
    2GB RAMu wydaje się mało, a wiadomo ze LR jest miłośnikiem każdej ilości RAM :).

    ogólne pytanko: czy jest różnica pomiędzy pracą na baterii a z podpiętym kablem? Czy on domyślnie sobie “optymalizuje” zużycie energii?

    pozdrawiam
    łukasz

    • Jeśli chodzi o wywoływanie zdjęć w Lightroomie, to Asus wypada naprawdę całkiem ok.
      Mam rawy, które mają od 15 do 16MB. Nie importuję wszystkich zdjęć do Lightrooma, bo nie ma to sensu na tym urządzeniu. Ogladam zdjęcia w zwykłej przeglądarce windowsowej. Do Lightrooma importuje, tylko zdjęcia które z jakiegos powodu chcę wywołać (głównie na bloga, FB, Instagram itp). Nie tworzę na tablecie lightroomowych katalogów, bo nie mam takiej potrzeby w czasie podróży. Nawet wolę importować tylko te, które mają być wywołane.
      Import jednego zdjęcia trwa ok 12 sekund, import 5 fotek ok 19 sek. Przy edycji “suwaki” działają bez opóźnienia, no może czasem z jedną sek. później jest reakcja.
      Eksport jednego zdjęcia, przy rawie 15MB trwa od 12 do 16 sekund.
      Dla mnie to są wyniki ok. Szybkość działania jest w porządku, ale wywoływanie zdjęć na tak małym ekranie jest kłopotliwe… Wiadomo.
      Nie widzę różnicy w szybkości działania tabletu z podpiętym kablem i bez. Nie wiem czy domyslnie optymalizuje zużycie energii, ale jeszcze to sprawdzę w nastepnej wolnej chwili jak to dokładnie jest, bo w sumie mnie tez to ciekawi.

  10. cześć,
    czy mieliście okazję sprawdzić jak działa podczas użytkowania programów do obróbki video? adobe premiere pro, bądź sony vegas? Interesuje mnie ta opcja, gdyz podczas wyjazdów bardzo dużo wrzucamy filmów na bieżąco.
    Dziekuje za odpowiedź!

    • Cześć,
      nie instalowałam ani Vegasa ani Premiere, bo te programy potrzebują troszkę większych parametrów. Poza tym montowanie filmów na tak małym ekranie jest przynajmniej dla mnie dość problematyczne.
      Nie próbowałam, ale nie sądzę, żeby ten tablet pracował płynnie w momencie pracy na tych programach. Tak jak pisałam w tekście Windows Movie Maker działał w porządku przy prostych filmikach, ale skoro montujesz w Vegasie lub Premiere to nie sądzę, że zadowolisz się WMM.

  11. Hej wszystkim

    szukam malego komputeraz ktorego moglabym uzywac w podrozy blogujac i obrabiac zdjecia/filmy ale ten sam komputer bylby tez moim domowym koputerem bo nie mam niczego stacjonarnie tzn. nie mam domu w ktorym moge zostawic wiekszy/lepszy komputer

    Ważne jest dla mnie
    – bateria (ok6 h bez potrzeby ladowania)
    – odporny na uszkodzenia mechaniczne
    – ekran … hmm 8-10 cali?
    – lekki.. 1 kg??
    – duza pamiec wewnetrzna
    – mocny procesor

    na kompach znam sie tyle co nic 🙂

    ktos pomoze ??

  12. I jakie są Wasze ostateczne wrażenia? Myślicie, że warto w niego zainwestować?:)

  13. Microsoft surface pro 4 z 512gb dysk chyba jest dobrym rozwiązaniem.

  14. Sławek Starosta

    Twardy dysk można podpiąć do Micro USB a czytnik kart pamięci do USB w klawiaturze. Ale wygodniej chyba kupic karty Micro SD i robić zdjęcia z adapterem full SD a potem wyjąć i samą kartę włożyć do slotu. Zostaje micro USB w tablecie i duże USB w klawiaturze. Poza tym nie napisaliście że wszystko chodzi pod Windowsem co jest bardzo wygodne. U mnie płynnie odtwarza również filmy w jakości 1080

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *