Start » Kambodża » Bułka z masłem po wietnamsku

Bułka z masłem po wietnamsku

Trzeciego dnia obchodów Chińskiego Nowego Roku kończy nam się wiza wietnamska. Przychodzi czas na kolejny kraj, trzeba przekroczyć kolejną granicę. Wietnamskie realia fundują nam po raz kolejny większą dawkę adrenaliny. Przecież z Wietnamu trzeba wyjechać „na wysokim C”. Czy mogło być w ogóle inaczej?

Wietnam od rana jest senny. Prawie wszystko jest pozamykane. Ruch uliczny nie istnieje. Wszyscy odsypiają nocne szaleństwa i pewnie szykują się do odwiedzin swoich bliskich. My zaś wsiadamy do autobusu relacji Ho Chi Minh City – Phnom Penh i cieszymy się już na nowy kraj, którego byliśmy bardzo ciekawi. Wcześniej zrobiliśmy rozeznanie cenowe i wybraliśmy firmę, która za 9$ przewiezie nas do stolicy Kambodży. Na pewno ciekawiej byłoby przejechać tę trasę sposobem kombinowanym transportem publicznym, ale ze względu na Tet, w grę wchodzą tylko prywatni przewoźnicy i to też nie wszyscy.

Pakujemy się zadowoleni do autobusu i czekamy chwili aż opuścimy Wietnam. Nie domyślaliśmy się jednak, że przygoda tuż przed nami. 10 minut po starcie w autobusie panuje jakiś dziwny ruch. Łypiemy okiem i widzimy pilota, który zbiera paszporty. Podchodzi i do nas – dajemy mu swoje paszporty bez słowa, a ten na nas dalej spogląda. Pytam więc o co chodzi. Odpowiedź wyjaśnia wszystko: „Poproszę 50$ na wizy” – odpowiada uśmiechnięty. Automatycznie sięgam do kieszeni, ale im głębiej moja ręka w niej się znajduje, tym trzeźwiej zaczynam myśleć. „Skąd taka kwota” – pytam pilota. W odpowiedzi dostaje uśmiech i wyjaśnienie, że wiza kosztuje 25$, a że nas jest dwoje to razem 50$. Patrzę na kupkę paszportów, którą już zgromadził i dość głośno mówię, że przecież wiza turystyczna do Kambodży kosztuje 20$, a nie 25$. W odpowiedzi  pilot spokojnie mówi, że tak było do tej pory, ale po Nowym Roku się zmieniło i od dziś wizy są po 25$. „Ale wkręt. Wietnamczyk co mistrzowie ściemy i kombinatorstwa. Spokojnie mogą konkurować z Hindusami” – pomyślałem i wziąłem od niego nasze paszporty dodając, że sami sobie zrobimy te wizy. Zbity z tropy pilot dodaje, że sami nie możemy tego zrobić. Rezygnuję z dalszej wymiany zdań, bo jest to zupełnie bez sensu. Jestem zbyt pewien swego, żeby z nim dyskutować i jeszcze bardziej napinać sytuację. Interesujące natomiast było zachowanie reszty białasów za nami, którzy grzeczni płacili po 25$ od osoby (mimo, iż na pewno słyszeli naszą dyskusję) nie pytając nawet o szczegóły i prawie bijąc pokłony z wdzięczności przed pilotem. Dziwić się potem, że pilot zachowuje się tak, a nie inaczej. To biały człowiek swoimi pieniędzmi go zepsuł.

Dojeżdżamy na granicę. Piernikiem lecimy do kolejki, żeby wyprzedzić naszego pilota i pozostałe autokary. Po drodze wypełniamy jakieś kwitki wyjazdowe. Przy okienku na naszych oczach pilot mówi coś do urzędnika, a ten przekłada nasze paszporty na drugą kupkę. Gul mi skacze, ale zewnętrznie prezentujemy pełen spokój. Oczywiście czekamy dwa razy dłużej, a przy tym i cały autokar – nie wiem, jaka w tym logika, bo sam pilot musiał na nasz czekać, ale to już jego biznes. Ciekawsza okazuje się jednak kambodżańska część granicy, która tuż przed nami…

Najpierw jakiś urzędnik kieruje nas bezpośrednio do kolejki odprawy paszportowej, ale po chwili orientujemy się, że wizy musimy załatwić gdzieś indziej. Szukamy więc jakiejś budy. Jest na zewnątrz budynku. Podajemy nasze paszporty. Nikt jednak nimi nie jest zainteresowany. Tak, jakby nas nie było. Czuję się tak, jakbym był przeźroczysty. Po chwili pojawia się nasz pilot, odbiera stertę paszportów i uśmiecha się do nas. Już rozumiem, że maczał w tym palce. Zaczynam więc jednoznacznie pokazywać urzędnikom, że stoimy przed nimi. W końcu jeden, z wyglądu najmłodszy, bierze od nas paszporty i prosi o 22$. Pokazuję mu palcem karteczkę przyklejoną na szybie, gdzie stoi jak wół, że wiza kosztuje 20$. W odpowiedzi słyszę: „Tak, ale pod warunkiem, że sami wypełnicie swoje formularze wizowe.” Acha, czyli 2$ to niby tak za wypełnianie formularzy? Dobry patent usprawiedliwiający lewą kasę. Wypełniamy formularze, podajemy paszporty, płacimy po 20$, odbieramy paszporty z wizami i pędzimy do odprawy paszportowej. Hmm… znaczy się to dość spore uproszczenie, bo kolejki były niby cztery, ale wszyscy byli zwarci w jednej kupie. Żadnej logi. Pełen chaos.

lolli_pop_w_kambodzy

Zdecydowaliśmy się bez pardonu przedrzeć się przez środek tego zgromadzenia i położyć nasze paszporty na szczycie górki paszportów, która stała przed jednym z urzędników. Urzędnik nawet nie zareagował. Po chwili pojawia się nasz pilot, odebrał swoje paszporty i bezczelnie przełożył nasze na inną kupkę. Urzędnik znów nie reaguje, tak jakby go tam nie było. Bierze kolejny paszport – oczywiście z tej kupki, na której były przed momentem nasze paszporty. Mija dobre 20 minut i w końcu przychodzi pora na nas. Krótka piłka, żadnych zbędnych pytań – jesteśmy w Kambodży. Tylko naszego autobusu już nie ma…

Rozglądamy się niespokojnie i dostrzegamy jakiegoś kolesia na motorku, który coś nam pokazuje. Chyba kierunek, w którym odjechał autobus. Spoko, czyli faktycznie nas zostawili. Właściciel motorka poklepuje jednoznacznie swoje siedzenie. Chwilę później gonimy już nasz autobus.

Ujechaliśmy około 5 km i nagle dostrzegamy nasz autobus po lewej stronie. Stoi na parkingu. Wskazuję więc kierowcy, żeby tam zjechał. Tak też czyni. Zatrzymali się na jedzenie, więc pewnie taki był plan: opóźnić nas na granicy, odjechać, zatrzymać się na żarcie i bawić się naszym niepokojem. Spoko, może być i tak, ale za motorek nie mamy zamiaru płacić. Wskazuję więc kierowcy motorka naszego pilota, który ze swoim sztucznym uśmiechem parzy na nas. My idziemy do sklepu i mało nas obchodzi, jak panowie rozwiążą ten problem między sobą. Kupujemy  coś do jedzenia, bo żarcie w „wybranej” przez pilota knajpie jest odpowiednio droższe. Na całym świecie działa to tak samo…

Wsiadając do autokaru pilot patrzy na mnie niepysznie, a ja spokojnie mówię mu, że my prości ludzie z Polski: „Następnym razem jak trafisz na moich rodaków, to graj od razu w otwarte karty i nie kantuj, bo nie zarobisz, a jeszcze na tym stracisz, jak teraz. My nie Amerykanie, Anglicy czy Niemcy, którzy płacą za wszystko.” Popatrzył zdziwiony, a jego wzrok dodał: „Nie rozumiem”.

Widząc taką tabliczkę można się ucieszyć :)
Widząc taką tabliczkę można się ucieszyć 🙂

Po kolejnych kilku godzinach w autobusie wysiadamy w stolicy Kambodży. Miasto jest dziwne, choć nie umiem opisać dlaczego. Przechodzimy jedną ulicę w kierunku, w którym powinny być jakieś hotele i z uśmiechem na twarzy spostrzegam, że jesteśmy na polskiej ulicy. Pół godziny później jesteśmy już zakwaterowani, a kolejne pół godziny później też i po pierwszym posiłku w Kambodży. Wszystko to za 10$, które zaoszczędziliśmy na wizie do Kambodży.

Jutro zaczynamy od „pamiątek” po reżimie Pol Pota… to chyba najlepsze wprowadzenie do najnowszej historii narodu khmerskiego.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Gdyby nie było pieniędzy, czyli zakupy w Afganistanie

Scenariusz jest prosty: idziesz do sklepu, wkładasz do koszyka wybrane produkty, idziesz do kasy, wyjmujesz …

16 komentarzy

  1. jesteście bezbłędni! dzięki za to!
    AA

  2. Nie wiem co gorsze: białasy płacące za wszystko, co im się powie czy ci krętacze wredni! Aż mi się ciśnienie podniosło po tym poście!!! My z Czarkiem po 6 miesiącach w biedniejszych krajach Azji uciekliśmy do drogiej Japonii – żyjemy jak bidaki, ale przynajmniej jest spokój i nikt cię nie rąbie na każdym kroku. Niedługo nasze chwile w tym kraju dobiegną końca i kierujemy się do Chin, Wietnamu i Kambodży (tak właśnie trafiłam na Waszego posta). Przypomniało mi się jak tam jest, krętactwo i naciąganie, ciągła walka o sprawiedliwość i do tego te białasay patrzące na ciebie miażdżącym wzrokiem kiedy próbujesz walczyć o swoje. Szczerze, to odechciało mi się tam jechać. Sprawdzę loty na Filipiny. Pozdro.

  3. Nie wiem na kogo trafiliscie. Mi panowie w agencji, w ktorej kupowalem bilet dali wybor “30$ i zalatwiasz wize sam, albo 35$ i ogarniemy balagan za Ciebie”. Znajac SEA zdecydowalem sie pospac w czasie kiedy Pan bedzie stal w kolejce. Nie dziwie sie, ze za swoja prace oczekuje pieniedzy.

    • Nie chodzi o oczekiwanie pieniędzy za swoją pracę, tylko o to, że :
      a) nie dał nam wyboru i jak zaoponowaliśmy to powiedział, zę smai nie możemy
      b) uciekli nam autobusem spod granicy tylko po to, aby zatrzymać się kilka kilometrów dalej na jedzenie
      Dla mnie wtedy 5 usd to było dużo, razy dwie osoby to już mamy na nocleg z kasy, którą mielibyśmy wydać na załatwienie tej wizy.

      • Z Wietnamczykami wiadomo, nie ma dyskusji, bo po angielsku nie rozmawiaja. Nie napisalem, ze w stosunku do Was zachowali sie fair. Trafiliscie na ch%#ka, ale z reguly Wietnamczycy sa uczciwi. Zaznaczylem po prostu, ze to normalna praktyka w Wietnamie i ze sa turysci, ktorzy sa sklonni te 5 dolcow zaplacic. Czy to czyni ich gorszymi podroznikami, albo rzeczywiscie psuje turystyke? Nie wiem. Napatrzylem sie na biede w Wietnamie i serio niech temu facetowi na zdrowie idzie te 5 dolcow.

        • Nie ma znaczenia, czy ktoś się czuje lepszym czy gorszym podróżnikiem – co to ma w ogóle wspólnego z 5 dolarami prowizji? Chodzi o fakt bycia robionym w bambuko. Nie akceptuje tego w tak samo w Wietnamie, Hiszpanii czy w Polsce i jak tylko czuję, że ktoś chce wykorzystać swoją pozycję, to go kontruję. Taki już mam charakter.
          Bieda to jedna, cwaniactwo to drugie – rozróżniajmy te kwestie.

          • My niedawno wjechalismy do Kambodży od strony Tajlandii i nie było tak źle. Oczywiście panowie w okienku również oczekują 2-3 dolarów ekstra, ale jak się im ich nie da, to i tak idzie sprawnie. Wydaje się więc, że problem jest w wietnamskich pogranicznikach.

            Co do przeplacania – moim zdaniem nie powinno się tego robić. Wiza kosztuje 30 dolarów i tyle powinno się płacić. Jeśli komuś żal biednych, niech te 5 dolarów da bezpośrednio ubogim, a nie płaci je przygranicznej mafii za pozorne czynności.

            My zjechalismy praktycznie cała Amertyke Południowa i tam często formalności wizowe załatwiał kierowca autobusu, nigdy nikt nie chciał od nas za to pieniędzy.

  4. Witam. Chcę w październiku wybrać się na 2 tygodnie do Sajgonu. Mam pytanie ile kieszonkowego ze sobą zabrać (hotel i przelot opłacony już wcześniej) ? będe wdzięczny za odpowiedź.

  5. Dzięki za odpowiedź. Wyjeżdżam indywidualnie – hotel i przelot już opłacony. Proszę o konkretną liczbę w $$ ile powinienem mieć na te 2 tygodnie, aby nie biedować 🙂

  6. Z Twoich opisow Wietnamu bije wyzszosc w stosunku do Wietnamczykow. “biali”, “bialasy” szkoda, ze u “podroznika”, “globtrottera” czytam takie okreslenia. Czy Azjatow nazwiesz “zoltkami”? pewnie tak, ale tego nie piszesz, na bloga nie wroce, nie widze tu zamilowania do podrozowania, tylko wieczne przygody i walke o 2 dolary….

    • Spoko. Twój wybór. Blog był pisany w emocjach i do tej pory nie jest wyedytowany. Nie ma u nas miejsca na poprawnośc polityczną 0 jak coś nas wkurza, to tak pokazujemy, że coś na wkurza. Tak, Azjatów nazywa “zółtymi”, Afrykańczyków “czarnymi”, Europejczyków “białymi”? Co w tym złego? Czy tak nie jest?

  7. Cześć. Jestem aktualnie w Wietnamie i świetnie rozumiem autora bloga. Skubańcy tylko patrzą jak człowieka oszukać i mimo tego, że to piękny kraj odechciewa się zwiedzania i kupowania tu czegokolwiek. Poza tym jeśli nie jesteś wietnamczykiem to stoisz grzecznie w kolejce i tylko patrzysz jak oni się wpychają i są obsługiwani. Ty nie jesteś u siebie więc sobie stój i czekaj. Biały człowiek jest człowiekiem drugiej kategorii i mile widziany jest kiedy kupuje wszystko bez zadawania pytań, godzi się na podaną wielokrotnie wyższą niż normalnie cenę. Ciężkie życie turysty w Wietnamie. Pozdrawiam 😉

  8. Straszna cebula. Zlituj się człowieku i za parę marnych dolarów nie rób nam wstydu na świecie albo nie przyznawaj się że jesteś z Polski.

    • Ale co? Przeczytałeś dyskusję na grupie Autostopowej? 😀
      To jest tekst pisane 10 lat temu. Słownie DZIESIĘĆ LAT temu. Dużo się od tamtego czasu zmieniło, szczególnie w mojej głowie, ale nie wstydzę się, że nie było mnie kiedyś stać na podróże za bardzo i oszczędzanie było normą. A jak mnie ktoś próbował orżnąć to reagowałem jak powyżej. Ot tyle i aż tyle. A Tobie luzu życzę 🙂

  9. Hej 🙂 gdyby ktoś był zainteresowany przejściami granicznymi w Laosie to zapraszam 🙂
    Razem z narzeczonym w 2017 roku motorem próbowaliśmy się dostać z Wietnamu do Tajlandii przez Laos :)https://www.tropematiego.pl/2018/11/granice-laosu.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *