Start » Iran » Persepolis, czyli Śladami Aleksandra Wielkiego

Persepolis, czyli Śladami Aleksandra Wielkiego

Nasze skojarzenie z Persepolis przed przyjazdem do Iranu było jedno – masakra i demolka jaką zafundował Aleksander Macedoński Persom po zdobyciu tego miasta. Czy może inaczej kojarzyć się Persepolis?


Początkowy plan był taki, aby z Yazd pojechać do Shiraz, jednak los chciał trochę inaczej i po pewnych nieporozumieniach okazało się, że nasi gospodarze z HC mieszkają prawie przy samym Persepolis. Nie staraliśmy się tego zmieniać. Zamieszkaliśmy więc na trzy dni w małym prowincjonalnym miasteczku u szalenie sympatycznej irańskiej rodziny.
Rodzina nie była duża… tzn. na pierwszy rzut oka. Dwaj bracia, siostra i mama. Tata nie żyje. Jednak potem szybko się okazało, że to tylko część rodziny – doszli jeszcze brat, dwie siostry, ich mężowie, dzieci i oczywiście kuzynostwo wszelkiej maści i pochodzenia. Jak ja lubię te ogromne irańskie rodziny, które na pozór wyglądają skromnie, jednak jak jest jakaś okazja, to zjawia się cały tłum. Okazja była – przyjechali goście. Goście natomiast to święto i zaszczyt dla domowników. Ach ta irańska gościnność

Persepolis - miasto zniszczone przez Aleksandra Wielkiego.
Persepolis – miasto zniszczone przez Aleksandra Wielkiego.

Pierwszego dnia z jednym z chłopaków poszliśmy zwiedzać Persepolis. Jak się okazało ma on dusze bardzo artystyczną i jest niesamowicie wrażliwym człowiekiem. Do tego ma sporą wiedzę wyczytaną i wyuczoną o Persji i samym Persepolis, więc tak na prawdę mogliśmy go zapytać o każdy szczegół tego zniszczonego prawie do cna miasta, a ten poprzez słowa uruchamiał naszą wyobraźnię i oto naszym oczom ukazywał się obraz miasta, które tętni życiem. Było to niesamowite. Prawie jak zaczarowani przechadzaliśmy się uliczkami Persepolis między ruinami mogliśmy bardzo sprawnie zwizualizować sobie, jak to wszystko wyglądało setki lat temu. Keyvan od razu dostał ksywkę „tour guide” i w mailach do nas do tej pory tak się podpisuje. Spodobała mu się widać ta ksywka…

Co smutne obecny reżim w Iranie, jak się dowiedzieliśmy, zupełnie nie przywiązuje wagi do Persepolis. Alicja od razu wyobraziła sobie tam, jak na wolnym powietrzu „dzieję się” teatr. Władze jednak na to nie pozwalają. Ponoć obawiają się, aby w ludziach nie obudził się duch dawnej Persji. Ten jak się nie raz okazało w rozmowach z Irańczykami, ciągle się w nich tli, choć jest umiejętnie skrywany od czasów rewolucji islamskiej.

Faktycznie Persepolis jest prawie całkowicie zrównane z ziemią. Ostały się nieliczne fragmentu pałaców, ogromne kolumny czy reliefy. Jest tylko jeden pałac, który był haremem i dziś znajduje się tam muzeum. Budynek ten jest jednak w 99% rekonstrukcją, pomagającą tylko wyobrazić sobie pozostałe pałace. Osobiście dla mnie Persepolis byłoby tylko stertą większych lub mniejszych kamieni, jednak dzięki naszemu znakomitemu przewodnikowi irańskiemu Keyvanowi, mogłem poczuć dawną Persję.

Jak się później okazało Keyvan to podróżnik pełną gębą. Udało mu się nawet bez paszportu przez przypadek przedostać się do Azerbejdżanu. Jak to niewinnie tłumaczy, pomylił szlaki w lesie na północy Iranu i „ocknął się” z błogiego spaceru widząc przed sobą lufę karabinu wycelowanego w niego przez azerskiego pogranicznika. Cóż… trzeba było go nagrać, jak opowiada tę historię, bo na prawdę jest przednia.

Ruiny miasta Persepolis
Ruiny miasta Persepolis

Tak czy siak, rozmawiając coraz dłużej, mieliśmy coraz więcej tematów. Wieczorem zjechała się rodzina przez duże „R” i było bardzo wesoło. Najstarszy brat chłopaków jest taksówkarzem, więc za punkt honoru wziął sobie pokazanie nam jaskiń nieopodal Marvdasht, które co prawda wieczorem były już niedostępne do zwiedzania, ale przecież nic trudnego dla chcącego. Prawda? ;) Mama i młodsza siostra przygotowały pyszną, irańską kolację. Rety, jakie to było dobre. Kurczak, ryż, duk, jogurt, kilka rodzaj sałatek i do tego wszystkiego pyszny chlebek. Na deser przesłodkie winogrona… pełni wrażeń zaczęliśmy myśleć o noclegu. Tak jednak dziwnie się stało, że wszyscy się dość sprawnie i szybko pomyli, a ja zostałem na koniec…

Nasze legowisko pod chmurką
Nasze legowisko pod chmurką

Poszedłem więc pod prysznic i jak skończyłem dom był zupełnie pusty. Zmyszkowałem wszystkie pomieszczenia w celu znalezienia Alicji, Michała i domowników, zadanie jednak okazało się awykonalne. Wyszedłem więc na zewnątrz (użyłbym tu zwrotu „na pole” tak po małopolsku), bo pomyślałem, że może poszli się gdzieś przejść. Moim oczom ukazały się jednak leżące „zwłoki” całej rodzinki i moich współtowarzyszy podróży. Jak się okazało, dziś śpimy pod chmurką. Każdy dostał matkę, poduszkę i koc tak na wszelki wypadek. Noce w sierpniu w środkowym Iranie jednak są tak ciepłe, że śpi się głównie na zewnątrz. Fajna sprawa. Bardzo nam się to podobało, a spało się wyśmienicie. Wyspać musieliśmy się dobrze, bo przed nami, a głownie przed Alicją, był chyba najtrudniejszy dzień w Iranie – warsztaty teatralne, które zgodziła się poprowadzić dla jednej z irańskich fundacji pomagającej afgańskim sierotom. O tym jednak w następnym odcinku…

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Austriackie miasteczko Made in China!

Gdy po raz pierwszy dowiedziałem się o jego istnieniu, to pomyślałem, że albo jakiś dziennikarz się pomylił, albo to żart na prima aprilis. Problem …

2 komentarze

  1. Cudowny kraj. Strasznie za nim tęsknię! Wspaniali ludzie i ich gościnność. Miałam oazję być tam trzy razy z rodziną (mężem i dziećmi) i chętnie wszyscy tam wrócilibyśmy byśmy jeszcze raz. Ta relacja tylko obudziła wspomnienia i mażenia aby jeszcze raz pojechać do Iranu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *