Start » Australia » Przesunięta skala
Pentacost Crossing w Kimberley

Przesunięta skala

Pisałem wczoraj maila do swoich rodziców. Takie tam różne rzeczy o tym, co u nas się dzieje, co robimy w Darwin, jak przygotowania do rejsu itd. Sami wiecie. Skończyłem go i jeszcze raz szybko przeleciałem wzrokiem po treści. Moją uwagę przykuł jeden szczegół, który poważnie mnie zastanowił. Ciekaw jestem co o tym sądzicie? Macie podobnie jak wracacie do Polski?


Wspomniany fragment maila:

Na 3 dni pojechaliśmy z koleżanką do pobliskiego (280km od Darwin) parku narodowego.” Wszystko jest relatywne czyż, nie? W polskich warunkach 280 km to 1/3 drogi ze wschodu na zachód kraju. W Australii zaś to weekendowy wypad za miasto szczególnie, jeśli tym miastem jest odizolowane od reszty kraju Darwin.

Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tak mi się przesunęła skala. Jak wrócimy do Polski to chyba nie pozostanie nic innego, jak tylko w piątkowe popołudnie „wyskoczyć” z Krakowa na piwko do Wrocławia. Problem tylko w pokonaniu tej odległości. Tutaj 280 km robi się w dwie godziny i to całkiem legalnie.

Zastanawiam się też, gdzie mi się jeszcze przesunęła skala i czy np. słowo zakorkowana Warszawa dalej ma sens po tym, jak było się np. w Dżakarcie lub czy zalana deszczem droga „pod Zamkiem” w Suchej Beskidzkiej dalej będzie tą samą zalaną drogą skoro taplałem samochód w takich brudach:

Chyba już nic nie będzie takie samo i to jest w tym najfajniejsze. Zastanawiam się tylko ile będzie z tego powodu śmiesznych nieporozumień, a ile frustracji?

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Buzkaszi, czyli dlaczego oni gonią za zdechłą kozą?

Czy Wy też tak czasem macie, że jedziecie gdzieś przez kilkanaście godzin, albo kilka dni i jesteście rozczarowani tym, co po drodze? …

15 komentarzy

  1. Czy nie po to właśnie cała ta Wasza podróż?

  2. akurat z Krakowa do Wroclawia calkiem legalnie przejedziesz w rowne dwie godziny – co nie jest mozliwe w Australii – chyba ze podniesli ograniczenia 🙂

  3. Po takiej podóży skala przesuwa się na pewno, ale po powrocie wszystko powoli wraca do normy… To tylko kwestia czasu i przyzwyczajenia się znowu do “starego”. Chociaż prawdę powiedziawszy już nic nie jest wówczas do końca takie samo…

  4. Zwłaszcza, że w Australii wszyscy jak jeden mąż jeżdżą zadziwiająco grzecznie te 100 km na godzinę i ani 6 kilometrów więcej. Choć też ani 6 kilometrów mniej.

  5. Paulina, pozwolę sobie zupełnie się z Tobą nie zgodzić 🙂 Być może jest tak jak mówisz w Victorii, NSW, po których dużo nie jeździłem, ale już Qeensland i SA są bardziej zrelaksowane, a w szczególności w NT limit jest, bo być musi. Już kilka razy mi się zdarzyło, że lokalsi mówili, gdzie trzeba zwolnić, bo są kamery, a dalej siwy dym 🙂

    Mariusz, no dobra, mówicie o wschodnim wybrzeżu, WA i SA. Ja mówię o Northern Teritory gdzie ograniczenie to 130 km/h + 10% marginesu błędu i jak ulał z Darwin do Katherine wychodzi dwie godziny. Po drodze są 2 albo 3 road hous’y, gdzie trzeba zwolnić do 60, ale tak to długa prosta 🙂
    Ok, to może Kraków – Warszawa? Lepszy przykład? 😛 Chyba tu się nic nie zmieniło czy też się mylę?

    • Albo Warszawa- Gdańsk, tu nic się nie zmieniło, sprawdzone w ten weekend- bite 6 godzin. Faktycznie, ja mowie o NSW i Queensland, w SA, czy Northern Territory nie byłam:(

  6. My w Norwegii czesto latamy samolotami nawe na zwykly weekend i okazuje sie, ze to tutaj jeden z najtanszych srodkow transportu. Jazda autobusem czy posiadanie wlasnego samochodu to drozyzna…
    http://ourvoyages.wordpress.com/

    • Oj, to czuję, że my byśmy sobie po Norwegii nie pojeździli 😉
      BTW, bardzo przyjemny blog! Dzięki za link! 🙂

      • tzn. jesli przyjechalibyscie wlasnym samochodem z Polski do Norwegii np. w 4 osoby + jedzenie z Polski + spanie w namiocie w czasie lata to taki wyjazd jest calkiem niedrogi na osobe. Duzo gorzej kiedy tu mieszaksz i kupujac samochod musisz zaplacic podatki ekologiczne itp. to masakra…
        A blog z Norwegii zaczelismy pisac 10 dni temu, fajnie ze sie Wam podoba:
        http://ourvoyages.wordpress.com/

  7. Mam tak samo odkad mieszkam w Holandii. Dla moich rodzicow 300 km do rodzinki w PL to mala wyprawa, dla mnie tylko 2-3 godzinki jazdy, ale to zalezy przede wszystkim od jakosci drog – w PL 300 km moze trwac 5 godzin nawet autostrada czy droga szybkiego ruchu, jak sie jedzie autostrada w NL czy DE to 2,5 godz maksymalnie.

    Pozdrawiam 🙂

  8. dawno mnie tu nie bylo a to wszystko przez wakacje i studia ciagle cos, jednak sledzilam wasz konkurs i takie male pytanie, nie ciagnie was do nowej Zelandii, gwinei czy Polinezji jak juz tak blisko jestescie? pozdrawiam goraca:)

  9. Ja się zastanawiałam nad tym samym:) Wiem, że z Boliwii macie swoje nienajlepsze wspomnienia, ale w tamte strony, tzn. do Am. Pł. powrócicie w trakcie tej podróży?

  10. Monika, Paulina – ciągnie, ciągnie, ale ustawiliśmy sobie priorytety. Teraz skupiamy się na żeglowaniu, a potem wspomniane miejsca będą stały otworem… wszystko w swoim czasie 🙂

  11. A ja jeżdżę sobie na motocyklu i takie weekendowe przeloty, to normalka i sama przyjemność już w czasie dojazdu. Liczy się droga. Pozdrawiam wszystkich podróżników, tych co jeżdżą bliżej i dalej, na dłużej i na krócej. Ważne, by przekroczyć próg swojego mieszkania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *