Start » Podróże rowerowe » Podlasie wszystkimi zmysłami

Podlasie wszystkimi zmysłami

Kiedyś ktoś zadał mi pytanie dokąd pojechać, ale tak żeby było: egzotycznie, zielono, bezpiecznie, dobre jedzenie, mało ludzi no i oczywiście… tanio. Wiecie co przyszło mi do głowy? Podlasie. Spełnia wszystkie te kryteria bez żadnego naciągania i koloryzowania. Zwykle nie lubię doradzać dokąd warto lub lepiej nie jechać, ale Podlasie to jest to miejsce, o którym zawsze opowiadam z jakimś rozedrganiem. Dlaczego akurat ten region w Polsce tak na mnie działa? Cały czas sama szukam odpowiedzi.

W Białymstoku studiowałam, ale zajęcia na uczelni szczelnie wypełniły mi kilka lat życia. Nie było jakoś czasu, woli ani pomysłu, żeby zobaczyć co jest dookoła i odkrywać te wszystkie niespodzianki, które chowają się w pobliskich puszczach, bagnach, wsiach i w ludziach. Bardzo tego żałuję i teraz gdy czasu mam jeszcze mniej próbuję to wszystko trochę nadrobić.

Chcę poznać i odkryć Podlasie dla siebie, bo coś mnie tam cały czas przyciąga. Nie jestem w stanie precyzyjnie powiedzieć co to jest, choć z każdą wizytą ten region odsłania przede mną kawałek swojej tajemnicy, o której z palącym policzki rumieńcem chcę Wam opowiedzieć.

Natura Podlasia – egzotycznie, zielono, bezpiecznie

Przyroda na pewno jest tym elementem, który sprawia, że ciągle chcę tu wracać. Miło jest zagubić się w gąszczu Puszczy Knyszyńskiej, tropić żubra w Białowieskim Parku Narodowym, albo obserwować ptaki na biebrzańskich bagnach. Spłynąć kajakiem po Narwi, Bugu lub Supraśli. Kontakt z przyrodą jest tu obowiązkowy, a wszystko takie soczyste, pełne i bogate, że można czerpać stąd energię, inspirację i chęci do wszystkiego. Właśnie takiej ogromnej chęci nabrałam, aby wziąć aktywny udział choć w małej cząstce życia tej natury.

Jak to zrobić? Na pomysł wpadłam bardzo szybko. Wolontariat. W ubiegłym roku „w trosce o bagna” pomagałam w Biebrzańskim Parku Narodowym, tym razem pojechałam stanąć oko w oko z królem Puszczy Białowieskiej – żubrem. Jako wolontariusz pracujący w terenie, każdego dnia spędzałam kilka godzin w lesie.

loswiaheros_podlasie_kraina_zubra_DSC06909

Można było się tego spodziewać, ale jednak zaskoczyła mnie ilość rozmaitych gatunków drzew i mniejszych roślin. Znam nazwy może dziesięciu procent tego, co widziałam. Świadczy to oczywiście przede wszystkim o mojej ubogiej wiedzy w tym temacie, ale też o bogactwie gatunków jakie tam występują.

Nigdy nie było nudno. Każdego dnia puszcza pokazywała mi swoje zielone komnaty. Raz przedzierałam się przez gęste zarośla jak przez zagracony strych babci, chwilę później skakałam po kępach podmokłego lasu olchowego zupełnie jak bym chciała przemknąć przez mocno zalaną łazienkę, żeby tylko dotrzeć na suchy grunt gdzie pną się do nieba sosnowe kolumny i poczuć się jak na prawdziwej sali balowej. Taneczny krok jednak spowalniał i robił się mniej zgrabny na mięciutkich poduchach mchu porastającego brzezinę. Puszcza ogromna jak pałac urządzony na bogato i ja pałętająca się po nim z entuzjazmem małego pieska, który gdy merda ogonem to cały się aż kiwa na lewo i prawo.

loswiaheros_polska_podlasie_laka_DSC06878

Jadalnia była prawie wszędzie, ale nie dla mnie. Zielone krzaczki uginały się pod ciężarem pękatych jagód i kusiło bardzo, żeby się zatrzymać i objeść aż do fioletowości języka, ale to jednak park narodowy i runo leśne pozostawiamy tym, którym należy się ono najbardziej, czyli mieszkańcom puszczy.

To tylko jeden fragment Podlasia. Są przecież jeszcze biebrzańskie bagna, nad którymi toczą się codziennie wielogodzinne spektakle urządzane przez ptaki, a szansa spotkania z łosiem powoduje gęsią skórkę na plecach. Śniadanie można zjeść w towarzystwie nieśmiałego dudka, a przy kolacji docenić, że wszystko jest na talerzu i nie trzeba wraz z chmarą bocianów szukać jedzenia na świeżo skoszonej łące.

Łąka… ech ta podlaska łąka. W pogodny dzień nie da się spokojnie obok takiej przejechać. Kusi zapachem, kolorami i miękką trawką. Jeśli się na niej położysz – przepadniesz. Ja przepadłam. Straciłam poczucie czasu. Schowałam się pod wysokimi trawami a zadziorne chabry mówiły wszystkim, że mnie nie ma. Miały rację. Byłam na prywatnym spotkaniu z zapracowanymi o tej porze roku pszczołami i motylami.

loswiaheros_polska_podlasie_chabry_DSC06586

I tak leżałam sobie błogo w tej poetyckiej scenerii, a jak już przyszedł czas, że trzeba się było zbierać do drogi, okazało się, że cała szyja, dekolt i ramiona pokryte były czerwonymi plamkami. Pewnie uczulenie na jakieś zielsko… Nie ma się co zrażać, wszystko znikło po kilku godzinach i może nawet wyszło mi to na zdrowie.

Smaki Podlasia – dobre jedzenie, bezpiecznie

Babka i kiszka ziemniaczana, kartacze, chłodnik, czyli to wszystko, czego trzeba tu spróbować na pewno. Fanem kiszki nie jestem, ale babka ziemniaczana z zestawem surówek już bardziej do mnie przemawia. Za dobre, świeże kartacze oddam wszystko. Co prawda nie pochodzą akurat z Podlasia, tylko z Litwy, ale właśnie piękno tego regionu to mozaika kultur i kuchni.

Od kilku lat prawdziwy renesans przeżywa kuchnia tatarska. Dzięki konsekwentnej pracy Dżennety Bogdanowicz w „Tatarskiej Jurcie” w Kruszynianach można dziś spróbować dań o tajemniczych nazwach: pierekaczewnik, czebureki, kibiny… Sami na miejscu zapytajcie co oznaczają, albo nie pytajcie, tylko po prostu spróbujcie tych potraw.

Największa niespodzianka ostatniej mojej wizyty na Podlasiu to lody w Sokółce, które wysyłają w kosmos. Kręci je Łukasz Dutkowski – młody, ambitny człowiek o promiennym (miało być magnetyzującym, ale może nie wypada) uśmiechu. Myślę, że gdy miksuje te lody, jego uśmiech wpada między składniki i gładko rozprowadza się w lodowej masie. Nie ważne, który smak wybierzesz, orzechy włoskie, laskowe, pistacja, czekolada z chili, bananowe, mango, tiramisu, słony karmel, malina, wszystkie są jednakowo pyszne, pełne aromatu i przyjemnie kremowe. Sukces lodów tkwi na pewno w dobieranych składnikach, na przykład pistacje przyjeżdżają do Sokółki spod samego wulkanu Etna, ale duże znaczenie ma tu pasja Łukasza i dbałość o szczegóły.

sokolka_stara_szkola_lody
Łukasz Dutkowski, jego lody i lawenda z Dworzyska

Jest jednak jeden smak, który zaskoczył mnie najbardziej, to lawenda. Łukasz kupuje lawendę z małej plantacji w pobliskiej wsi Dworzysk i sam robi ekstrakt do lodów. Smak naprawdę niecodzienny, delikatny i świeży, ale nie za słodki, taki w sam raz.

Nie chciałabym tu umniejszać uroku samej miejscowości Sokółka, ale lody w „Starej Szkole” są teraz dobrym argumentem, żeby wpadać tam częściej. Jeśli nie jesteście fanami lodów może zainteresuje Was chociaż świeża, aromatyczna kawa palona na miejscu…

Ludzie Podlasia – egzotycznie, bezpiecznie

Poza miastami i większymi wsiami nie ma ich tu wielu. Gdy przejeżdżałam przez wsie poutykane gdzieś w lesie niedaleko granicy z Białorusią, czasem nie spotykałam na drodze nikogo. W drewnianych domach mieszkali najczęściej starsi ludzie. Młodzi powyjeżdżali do Białegostoku, potem nawet dalej do Warszawy, za pracą, za lepszymi zarobkami, za łatwiejszym życiem. Tu pracy nie ma. Z lasu się wyżyć nie da, a ziemie orne mają najniższe kategorie: słabe i najsłabsze. Nie opłaca się nic uprawiać.

Młodzi przyjeżdżają tylko w odwiedziny. Drewniane domy, które kiedyś były ich całym światem, dziś są miejscem na weekend lub wakacje. Starsi, którzy tu zostali, wieczorami próbują podtrzymać tradycję siedzenia na ławeczce przed domem. Rozmawiają z sąsiadami, jeśli ich mają, albo wsparci o laskę patrzą niemo w dal, zadumani.

loswiaheros_polska_podlasie_domy_kolaz

Gdy podróżuję sama, moim towarzyszem w drodze staje się intuicja. Słucham jej podpowiedzi, żeby uniknąć problemów i wiem, że warto jej zaufać, bo gwarantuje sporo niespodzianek i ciekawych spotkań. Tym razem bardzo chciała i robiła wszystko, żeby mnie zaprowadzić do domu w miejscowości Czechy Orlańskie, w którym mieszka rodzina Poleszuków. Nie to nie jest nazwisko, Poleszucy to grupa etniczna, wywodząca się z Polesia, a która zamieszkuje dziś głównie Białoruś i Ukrainę, ale też wschodnie tereny Podlasia, tuż przy granicy.

Pierwszy raz w życiu usłyszałam gwarę poleską. Jest miła, trochę brzmi ukraińsko, trochę białorusko i lekko polsko. Z małymi wyjątkami możliwa do zrozumienia, jeśli się uruchomi system skojarzeń.

Gospodyni, starsza pani, która na miejscu nie może usiedzieć, cały czas się krzątała, coś robiła, przygotowywała i opowiadała jak działa wielki kaflowy piec w jej kuchni. Pieca w tak dobrym stanie już dawno nie widziałam, ale tutaj musiał być sprawny, bo używany przez cały rok. Miał też specjalną komorę do pieczenia bułek, chleba, ciasta i czego tam kto chce, ale trzeba wiedzieć jak w niej palić. Temperatura musi być odpowiednia w zależności od tego co chce się piec, na chleb gorąco, na bułki nie za gorąco – słuchałam instrukcji pieczenia po polesku. Brzmiało to wszystko tak melodyjnie i gładko, jak pieśń. Mogłabym słuchać jeszcze długo i długo.

W takich momentach zastanawiam się po co ja w ogóle jeżdżę gdzieś daleko w kraje, których języka i kultury nie rozumiem, a tu pod nosem mam tak ciekawe miejsca, historie i ludzi o otwartych sercach, którzy są gotowi przyjąć nieznajomego włóczykija rowerowego pod swój dach.

Wcale nie chodzi o kąt do spania i kromkę chleba, bo to jestem w stanie zapewnić sobie sama (choć jestem ogromnie wdzięczna za prawdziwe poleskie śniadanie), ale o wymianę myśli, przeżyć, wiedzy i przekroczenie własnej bariery nieśmiałości i wrytych w głowie konwenansów, które skutecznie potrafią zabić spontaniczność.

Każdy kto choćby krótko gdzieś podróżował do znudzenia powtarza, że największą wartością są kontakty z ludźmi, a nie pocztówkowe pejzaże  (akurat uważam, że kontakt z naturą też jest ważny). Banalna prawda odkrywana przez kolejne osoby wyruszające w świat, ale tak właśnie jest. A na Podlasiu ciekawych ludzi i historii jest w bród, ale do tego potrzebny jest czas, otwarta głowa, trochę wiedzy o regionie i najlepiej rower, ale nie koniecznie, choć polecam.

W miłym poleskim gospodarstwie spędziłam późny wieczór, noc i poranek. Wyjeżdżać mi się nie chciało. Rozmowa z gospodynią i jej córką płynęła gładko i miło, jak ich poleski język. Opłacało się wzbudzić uśmiech na twarzy starszej gospodyni, bo nos jej się lekko marszczył i unosił do góry, oczy rozświetlały i płynęła z nich radość i ciepło.

Nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Żadniusieńkiego. Trochę żałuję, ale nie chciało mi się wyciągać aparatu, szkoda było mi każdej minuty, bo czasu miałam mało a wolałam jak najwięcej dowiedzieć się o Poleszukach i o tym jak się kiedyś tu żyło. Poza tym czasem w niektórych sytuacjach mam poczucie, że wyciągnięcie aparatu jest jakieś takie… nie pasujące do sytuacji.

loswiaheros_polska_podlasie_laka-06924

Czy Podlasie według Ciebie może być egzotyczne? Na pewno jest zielone, bezpieczne, nie ma tam jeszcze tak wielu turystów i można spróbować nowych, nieznanych dotąd smaków. Ile razy zastanawialiście się nad ciekawym miejscem za granicą, w którym można spędzić czas? A ile razy pomyśleliście o Podlasiu? Fakt, że pogoda latem może nas rozczarować, ale wtedy podlaskie pejzaże są jeszcze bardziej interesujące. Trudno jest mi wszystko opisać w jednym poście na blogu. O Podlasiu mogę opowiadać długo, a zwłaszcza o tajemniczych historiach i licznych w tym regionie cudach. Cuda… Ha! Następny temat, którego nie da się wyczerpać, ale to już w kolejnym wpisie…

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła.
Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem.
Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć.
Nie wierzy w zdanie “nie da się”, zdecydowanie jest zwolennikiem myśli “lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało.”

Podobny tekst

Rowerem przez Szwecję, czyli jak dotrzeć do nieśmiałych Szwedów?

Wyjeżdżając z Forsmark miałem potworny niedosyt. Niby wiedziałem, że nie będzie łatwo w Szwecji. Niby czułem, …

167 komentarzy

  1. W moich żyłach płynie Podlasie 🙂 Szczególnie pod postacią babki ziemniaczanej, na której byłam chowana. Przecudne tereny, zgadzam się!

  2. Właśnie wróciłam z Podlasia, polecam wszystkim !

  3. Alicja, znakomity artykuł popełniłeś Przemyślenia warte uwagi, prawdziwe Masz duszę Podlasianki!

  4. My się właśnie wybieramy tam na urlop na rowerach, więc na pewno polecane miejsca odwiedzimy, skorzystamy z porad 😉

  5. Aż wstyd się przyznać – jeszcze nigdy nie byłam na Podlasiu :O

  6. Dzięki za dobry tekst! Z przyjemnością wracam myślami do Podlasia. Moja babcia pochodziła z Tykocina. Te okolice są przepiękne, polecam 🙂

  7. Jekieżżesz piekna renoirowskie zdjecie (selfi?)… ach!

  8. Jadziem tam! Z podobnym nastawieniem i dronełem pod pachą 🙂

  9. Jakoś tak się dzieje, że im dłużej nas w kraju nie ma, tym bardziej sobie obiecujemy solidną podróż po Polsce, zaraz po powrocie 🙂 Dzięki za inspirację!

  10. Moje rodzinne Podlasie jest bardzo magiczne i jest jak zaczarowany swiat. Babka Ziemniaczana moja ukochana. Gdy ja pieke to przenosze się w inny wymiar. Super Wpis! 🙂

  11. Ha, a u nas od Podlasia zaczęła się prawdziwa fascynacja Polską (to w przypadku Victora) i rowerowaniem (w przypadku obojga). Wspaniale jeździ się po podlaskich dróżkach i ścieżkach. Ludzie cudni, klimat magiczny, a widoki… miodzio… I absolutnie się zgadzam, że Polskę coraz bardziej doceniamy będąc na obczyźnie. Ile rzeczy do zobaczenia po powrocie!!!!! 😀 😀

  12. Jak tam byłam to, wstyd przyznać, trochę nie doceniłam tego miejsca, więc teraz za nim tęsknię i chcę wrócić za jakiś czas <3

  13. Jak pięknie piszesz o tym Podlasiu… Jak o krainie pełnej magii:)

  14. Dzięki za tak interesujący wpis 🙂

  15. Dzięki za inspirację 🙂 Na początek października zaplanowaliśmy właśnie zwiedzanie Puszczy Knyszyńskiej 🙂 Rowerem i kajakiem. Pozdrawiam serdecznie!

  16. “A ile razy pomyśleliście o Podlasiu?”
    Wiele razy 🙂 a w tym roku ciągle przemyka mi myśl, żeby tam spędzić urlop. I proszę najpierw Twój post, potem wpisy Motyli. Jeśli we wrześniu dopisze pogoda to tydzień spędzam na Podlasiu, a jeśli będzie deszczowo to jednak Słowenia. Także trzymaj kciuki za pogodę 🙂

  17. Ala, ale fota cudna!!! Jeny!!!! 🙂 🙂 🙂 Modelka rewelacja!

  18. Jak bardzo korzystałaś ze szlaku Green Velo, a jak bardzo skręciłaś w stronę swoich pomysłów?

    • Jeśli chodzi o Green Velo, to co jakiś czas wpadałam na ten szlak, ale nie planowałam trasy wg niego. Mam taką mapę rowerowa Podlasia sprzed kilku lat i to ona była mi pomocna, plus znajomi z Podlasia, którzy polecają mi konkretne miejsca 🙂

  19. A ja zaraz do Drohiczyna… Lubię!!!

  20. Ja mam podobnie z “tym” Podlasiem. Cos tu przyciaga…

  21. Gdzie Waszym zdaniem jest ładniej? Na Podlasiu , czy w Australii ? 🙂 🙂

    • Haha, mimo, że zauważyłam pewną analogię między Podlasiem a Australią to raczej nie dotyczy ona krajobrazu 🙂 Są piękne tak samo, mimo, że tak bardzo się różnią. I tu i tu są miejsca niesamowite, przepełnione tajemnicami, piękną przyrodą, ciekawymi ludźmi.

      • A do którego miejsca masz większy sentyment, lub gdzie byś chciała wracać jak najczęściej ?

        • Pewnie gdybym dostała bilet za 1 zł do Australii to nie wahałabym się ani sekundy, nawet jeśli miałabym zrezygnować z zaplanowanej podróży po Podlasiu, ale to raczej dlatego, że jest ono blisko i mogę tam pojechać kiedy tylko chcę/mogę. Australia jest jednak na drugim końcu świata i wykorzystałabym każda dobrą okazję żeby tam pojechać.
          Sentyment mam większy do Podlasia, ze względu na to, że kultura, tradycje język są mi bliskie, w dodatku pełno tam historii o cudach, które mnie bardzo ostatnio interesują.
          Australię pokochałam ze względu na jej niesamowitą przyrodę, zwierzęta, pustkę wielkich przestrzeni, legendy aborygeńskie i ich sposób widzenia świata. Miasta i współczesny styl życia podoba mi się tam najmniej.

  22. no mnie też torturowała detalami 🙂

  23. to jeśli zawędrujecie to Wro to koniecznie musicie zajść pod Polish Lody <3

  24. muszą być pyszne, bo miny zadowolone i oczy się śmieją – a we Wrocławiu jest kilka miejsc, gdzie można popróbować nietuzinkowych smaków 🙂 – ja uwielbiam “figę z makiem” oraz “czarny sezam”. Pozdrawiam

  25. Lenkiewicz w Toruniu. No ale Alicja to wie 😀

  26. Koniecznie spróbujcie w Nowym Sączu 🙂 Cukiernia Argasińscy 🙂

  27. Zapraszam na lody w rynku nowotarskim te od Żarneckich dla mnie naj…naj od najmłodszych lat!!!!Jak tylko będziecie w okolicy zaprasza ja stawiam:)z moim synkiem oczywiście

  28. Koleżanka mieszkająca 50 km od lodziarni potwierdza-najlepsze lody od czasów dzieciństwa! 😀

  29. Andrzejku, nie szukaj daleko 😉 Wadowice – lodziarnia Caterina 😉 pozdrawiam Was serdecznie…to co z tą kawą u mnie?..podać adres? 😉 – naaajpyszniejsza w Stryszawie ;-))

  30. A gęsi z drona gdzie, bom bardzo ciekawa.

  31. Kolorowa w Poznaniu! Nieustanna kolejka o czymś świadczy 🙂

  32. Skoro jestescie na podlasiu to zdecydowanie polecam lody w Lody Tradycyjne z Brańska, domowy wyrób, moim zdaniem najlepsze

  33. Zapraszamy do Gliwic obydwie są w okolicach Rynku.

  34. Lody na ulicy Saadowej w Kazimierzu Dolnym, nie maja sobie rownych w intensywnosci owocowego smaku 🙂

  35. We Wrocku dużo takich miejsc, a ja polecam niedaleko Wrocławia bo w Trzebnicy niedawno otwarta Lodówka https://www.facebook.co/lodowkalodynaturalne/

  36. Oborniki Wielkopolskie- Lodziarnia Kalinowa

  37. Andrzej, jak zwykle równiutko 😉 Pewnie biedne czekały na Ciebie godzinę. P.S. Super wyglądacie.

    • Byłam ostatnio na lodach u Lenkiewicza wiosną i nie smakowały mi jakoś szczególnie. Są dobre, ale rewelacji nie ma. Poza tym trochę drogie się zrobiły.

    • Kiedy mieszkalem w Toruniu cztery lata temu to było coś wbić na naturalne lody o smaku snickersa lub whisky.Teraz w Polsce to juz nic szczegolnego,w samym Wroclawiu jest kilkanascie takich miejsc. Niemniej jednak mi Lenkiewicz wciaz smakuje;) milego Ala

  38. A może sporządzić jakąś lodową mapę Polski? Patrząc na Wasze komentarze byłoby z czego 🙂

  39. Polecam lody z Ostrzeszowa przy ul Zamkowej, te same lody są w Kawiarnia Baszta. Najlepsze są te z sezonowych owoców, lub… właściwie wszystkie są pyszne 😉 https://www.google.pl/maps/@51.4265087,17.9331847,3a,39.3y,105.66h,86.94t/data=!3m6!1e1!3m4!1sIkVh99L8voa2RH1bFFJBlA!2e0!7i13312!8i6656

  40. ja mogepolecic dobra knajpę z lokalnym i nie tylko jedzeniem w Suwałkach, ale bez lodów

  41. Dąbrowa Górnicza – lodziarnia Vera Vita, smak mojego dzieciństwa :-), może przyjedziecie na Pustynie Błędowską.

  42. Świetny post. Uwielbiam podlasie, to miejsce pełne uroku i magii! Pozdrowiam 😀

  43. Szabelski w Pieckach na Mazurach – stara szkoła, tajna receptura z dziada-pradziada, prawdziwie tłuste lody śmietankowe – najlepsze

  44. Niesamowity post. Doskonale opisuje wszystkie zakątki Podlasia.

  45. Alicjo, cieszę się, że promujesz również rowerowe wypady po Polsce. Podlasie to przepiękne miejsce, sama tam często zapuszczam się na rowerze. Aha duży + za piękne zdjęcia!

  46. Jestem z Podlasia (Siemiatycze), a mieszkam na pograniczu lubelszczyzny i mazowieckiego 🙂 Kiszka, babka ziemniaczana, sękacz, bimber, disco polo – to nasze dziedzictwo 🙂
    Ludzie dobrzy, szczerzy, ze swojskim akcentem to coś co zawsze będę mieć w sercu.
    Miejsc do obejrzenia zbyt wiele. Ta tematyka zasługuje jeszcze na wiele wpisów 🙂
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *