Start » Prywatnie » Podróż po powrocie do domu

Podróż po powrocie do domu

Pamiętam dobrze, jak wielką trudność sprawiało mi kilka lat temu przyjeżdżanie do nieznajomych ludzi i spanie u nich. Z jednej strony czułem, że się komuś narzucam i przeszkadzam, a z drugiej strony nasza kultura samowystarczalnych ludzików Zachodu wpaja nam przecież, że prosić to tak jakby pokazać, że jesteśmy słabsi, gorsi… nie do końca zaradni, ale czy na pewno?

Podróż uczy otwartości – to częsty frazes powtarzany przez ludzi, którzy podróżują. Frazes, jak najbardziej słuszny, jeśli tylko sami jesteśmy wystarczająco otwarci i umiemy zainteresować się też tym, co naprawdę wokół nas się dzieje, co przeżywają ludzie, którzy gdzieś tam daleko mieszkają. Takie podejście jest trudne i wymaga czasu – zarówno naszego, poświęconego im, jak i czasu spędzonego w podróży, żeby tego podejścia się nauczyć.

Po naszej podróży jesteśmy mega- (choć to już podobno niemodne słowo), no dobrze… turbo-wkręceni w internetowe społeczności podróżnicze. Kiedyś już o tym wspominaliśmy, ale zupełnie zmienia się punkt widzenia, jeśli staniemy po drugiej stronie progu i to my będziemy gościć ludzi u siebie.

Nie mieszkamy w dużym mieście, ani przy jakimś bardzo popularnym trakcie komunikacyjnym w południowej Polsce, dlatego z tym większą chęcią zapraszamy wszystkich, którzy się z nami skontaktują i poproszą o nocleg. Ja to się wręcz dziwię, że ktoś chce tu przyjeżdżać, bo to kompletnie na końcu świata i nie-po-dro-dze, ale za to pięknie – to niezaprzeczalne!

Z racji naszego miejsca pobytu, odzywają się do nas głównie rowerzyści, którzy tym samym potwierdzają teorię, że mają lepsze możliwości, aby zboczyć z trasy i “zanurzyć się w kraju”, po którym podróżują. Rower daje wolność, to już dawno zostało ustalone, ale nie o tym dziś chciałem…

Pewnego dnia dostaliśmy SMSa:
– Cześć. Jesteśmy parą Szwedów, która jedzie rowerami z Krakowa do Sztokholmu. Akurat będziemy przejeżdżać przez waszą okolicę, więc jeśli jesteście, to chętnie wpadniemy na dzień lub dwa. Co prawda nie mamy rekomendacji na Warmshowers.org, ale jeśli chcecie to możecie sprawdzić kim jesteśmy na Couchsurfingu. Z pozdrowieniami Elin i Chris!

Haa! Nawet nie wiecie, jaka była nasza radość, gdy odczytaliśmy tego SMSa! Rowerzyści? W Stryszawie? Ze Szwecji? Ktoś do nas chce przyjechać! Nic nie chcemy sprawdzać – wpadajcie na jak długo chcecie! No i przyjechali. Pogadaliśmy o Chinach, Kazachstanie, Szwecji i Polsce. Np. Elin nie mogła zrozumieć, dlaczego tutaj na południu Polski jest tyle przydrożnych kapliczek i do czego one służą? Faktycznie jest ich tutaj szczególnie dużo, ale super miło było tłumaczyć komuś z zagranicy naszą rzeczywistość. Rewelacyjne było to, że dzięki ich odwiedzinom mogliśmy przenieść się z powrotem w podróż i właśnie wtedy zrozumiałem coś, czego nie dostrzegłem nigdy wcześniej w podróży – nie każda z osób, które nas gościła mogła podróżować w danej chwili, ale TO MY przynosiliśmy podróż do jej domu.

Pożegnanie z Elin i Chrisem ze Szwecji - przywieźli nam miły powiew podróży!
Pożegnanie z Elin i Chrisem ze Szwecji – przywieźli nam miły powiew podróży!

To oczywiście wiązało się z umiejętnością jak największego otwierania się na nich, a nie tylko traktować jako darmowy nocleg, bo to od razu można odczuć. O Chińczykach słyszeliśmy często sporo złych i stereotypowych opinii, a oni zdają sobie z tego sprawę. Robili więc wszystko, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Często też wyjeżdżaliśmy od nich obdarowani prezentami aż po uszy. Do dziś nie zapomnę, gdy pewna rowerzystka z Donguan ugościła nas z całych swoich sił i my czuliśmy się tą gościną wręcz skrępowani, ale tak czuła, tak chciała zrobić. My z kolei, mieliśmy poczucie, że warto by było choć troszeczkę się odwdzięczyć, więc podarowaliśmy jej pocztówkę z Krakowa z zaproszeniem: “Jesteś mile widziana kiedykolwiek!” Na to ona złapała się za głowę i zaczęła nas… przepraszać, że nic dla nas nie ma! Co za akcja – ona nas przeprasza, że nic dla nas nie ma, a to my jej jesteśmy wdzięczni… no i tak się to koło nieporozumień kulturowych toczyło… w końcu jej dom opuściliśmy z dwukilogramowym zapasem chińskiej herbaty!

To piękna chwila pokazująca ludzką życzliwość i bezinteresowność w całej krasie. Jechaliśmy tak przez świat i spotykanie nieznanych ludzi sprawiało nam coraz większą  frajdę. Tylko to spotykanie było już inne – jego głównym celem nie było zaoszczędzenie na noclegu, a skupienie się na gospodarzu, jego rodzinie oraz miejscu, w którym mieszka i jeszcze na czymś, czego wtedy zupełnie nie rozumieliśmy…

W czerwcu gościliśmy rowerzystów z Austrii. Linda i Manuel wysłali maila z zapytaniem, czy mogą się u nas zatrzymać i od razu dodali, że postarają się jak najmniej przeszkadzać… że dopiero zaczynają swoją rowerową podróż z Wiednia do… Bangkoku! Och! Jakże moglibyśmy odmówić? I w ogóle zacząłem się zastanawiać, skąd u nich to skrępowanie, to dopowiedzenie, że postarają się nie przeszkadzać?  Właśnie wtedy przypomniałem sobie samego siebie ładnych kilka lat temu – mi też trudno przychodziło proszenie o pomoc, o nocleg, o cokolwiek. Nauczony zostałem tak, aby być samodzielnym. Macie tak? Czujecie czasem lęk przed proszeniem o pomoc, o przysługę, bo nie wypada? Bo przecież poradzę sobie samemu?

Alicja, Manuel i Linda w klasycznej kolejce po lody na Starowiślnej.
Alicja, Manuel i Linda w klasycznej kolejce po lody na Starowiślnej.

Kilka dni po tym, jak wyjechali od nas z domu, spotkaliśmy się jeszcze raz w Krakowie. Przyszli na naszą prezentację z Pamiru podczas Święta Cyklicznego, a potem zabraliśmy ich w nasze najsmakowitsze miejsce w Krakowie – lody na Starowiślnej! Żebyście widzieli ich minę, gdy zobaczyli kolejkę! – Czy tutaj jest dzisiaj jakaś promocja – zapytali prawie równocześnie. – Nie, nie. Dziś jest mało ludzi, będziemy czekać nie więcej niż pół godziny – dodałem szybko uprzedzając kolejne pytanie. Widziałem w ich oczach taką dziecięcą radość, która pojawiała się zawsze wtedy, gdy coś nas bardzo intryguje i ciekawi. No i ten uśmiech na twarzy, gdy w końcu wafelek zaczął się wypełniać zimną masą lodową. Nawet nie zgadniecie, ile frajdy sprawiało mi przyglądanie się ich radości. A to przecież były tylko lody…

Dziś możemy powiedzieć, że wręcz za Lindą i Manuelem trochę tęsknimy. Śledziłem ich trasę rowerową przez Polskę i Białoruś, teraz śledzę przez Rosję odświeżając sobie przy tym zakurzony niemiecki i czuję, że z nimi podróżuję w stronę Bangkoku. Jestem tak samo podekscytowany na myśl tego, co opiszą w  następnym poście, jakbym to właśnie ja jechał teraz na rowerze do Tajlandii… To wszystko dzięki temu, że oni poprosili nas o przysługę, o nocleg… nawet nie zdając sobie sprawy, ile nam dają radości i przy okazji pozwalają spłacić choć cząstkę tego ogromnego długu wdzięczności, który zaciągnęliśmy podczas naszej podróży…

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. III

Ta część wycieczki miała słodki aromat czekolady, kusiła zapachem świeżo upieczonego chleba i piwa ważonego w lokalnym …

28 komentarzy

  1. Tę blokadę przed proszeniem o nocleg (czy ogólniej – pomoc) też miałam (i nadal trochę mam), ale im więcej CS, tym ‘lepiej’. Choć najbardziej chyba przełamałam się mieszkając kilka miesięcy w Rosji, gdzie po prostu trzeba się nauczyć prosić o pomoc, której Rosjanie udzielą z wielką chęcią, ale – no właśnie – trzeba zrobić ten krok. A potem jest najlepiej na świecie :)

  2. tak, to jest najlepszy sposób na to, żeby poczuć się znów choć trochę “w podróży”

  3. Uwaga, kolejni obcy ludzie w drodze do Was :) juz niedlugo :)

  4. A nie chcecie w sierpniu do Wawy w niańki zwierzęce? Wyjeżdżam na tydzień i chętni e komuś dam klucze i przywilej wychodzenia z Lolą ;-)

  5. Dokładnie tak to działa. Ja uwielbiam spać u różnych ludzi w różnych częściach Świata, podobnie jak uwielbiam ich gościć u siebie. Nie raz tworzą się z tego przyjażnie na całe zycie.

  6. Wczesniej tez odczuwalam strach przed proszeniem innych o pomoc(tez uwazam ze wynika to z wychowania) jednak pewne okolicznosci ktore zmienily moje postrzeganie siebie sprawily ze sie przelamalam. Myslac teraz o tym widze jak wiele nowych drog i mozliwosci daje bycie otwarty i nieskrepowanym wobec innych ludzi.

  7. Ja bym baaardzo chetnie u Was przenocowala, ale nie dla samego noclegu, a dla mozliwosci poznania Was. Jestescie moimi absolutnymi idolami – spelniliscie marzenie, ktore od lat kielkuje w mojej glowie, a ktorego, poki co, nie udalo mi sie spelnic. Podrozuje, bo nie moglabym zyc bez podrozy, ale na “pol gwizdka” – miesiac tam, 2 tygodnie gdzie indziej.. niestety bedac kobiata boje sie wyruszac w podroz rowerowa “na koniec swiata” sama.. wciaz czekam na odpowiedni moment i odpowiedniego partnera do takiej podrozy!

    • Andrzej Budnik

      Sylwia, wsiadaj na rowerek i przyjeżdżaj. Łatwo znajdziesz nas na Warmshowers’ie czy CSie. Zapraszamy :)

      • Musialabym z Wloch przyjechac bo tu mieszkam, wiec bylaby to dluzsza podroz. niemniej jednak kiedy tylko pojawie sie w Polsce i bede miala taka mozliwosc bardzo bardzo chetnie Was odwiedze!

    • Sylwia w książce Piotrka Strzeżysza “Campa w sakwach” jest taka dedykacja: “Podobno są na świecie ludzie, którzy przypominają wędrowne ptaki. Są szczęśliwe i osiągają wewnętrzny spokój tylko wtedy, kiedy są w ruchu.”
      To odnośnie nałogu zwanego podróżowanie:) ruszaj w drogę, bo liczy się droga, nie cel. A po drodze na pewno spotkasz dobrych ludzi.

      • Zgadzam sie, ze liczy sie droga, nie cel, ale zeby moc w drodze spedzic miesiace, czy lata trzeba miec niestety jakies zabezpieczenie finansowe – nie jestem na tyle odwazna zeby ruszac w podroz dookola swiata ze 100 euro w portfelu. Tak czy inaczej mam nadzieje, ze wczesniej czy pozniej uda mi sie moje marzenie spelnic i jestem pewna, ze bedzie to najpiekniejsza rzecz jaka sama sobie podaruje!

  8. Już raz napisałam komentarz, ale coś Wasza strona mojego komentowania nie chce ;)
    Ja też miałam na początku taki problem. Bałam się że komuś wadzę, że przeszkadzam, nie bardzo czasami wiedziałam jak się zachować. Potem zaczęłam myśleć, że skoro ktoś się godzi gościć mnie lub mnie zaprasza, to po prostu tego chce. Wiele osób też mi mówiło, że np. couchsurfing jest dla nich takim rodzajem podróży, powrotem do niej, kiedy wyjechać nie mogą. Muszę kupić w końcu kanapę do dodatkowego pokoju =D

    • Andrzej Budnik

      Anita, przepraszam – faktycznie wpadło do spamu, ale już nie będzie!
      No dokładnie, jeśli ktoś się zgadza, to chyba nie robi tego z litości, tylko jest ciekaw drugiej osoby, chce pomóc, wymienić się spostrzeżeniami. Faktem jest, że od czasu gdy CS wpadł do mainstream’a sporo się zmieniło, ale na szczęście Warmshowers jest dalej genialny!
      Aaa… i łóżko macie bardzo wygodne! Dzięki :)

  9. Niedawno odezwal sie do mnie znajomy, z ktorym podrozowalem kilka lat temu po Indonezji.
    Podrozowal z rodzina, mial kilkunastogodzinny stop-over w Doha (gdzie mieszkam) i prosil o nocleg.
    Przywiozl na pysznych polskich konfitur i powidel i wspominalismy…
    I mial jeszcze “czelnosc” kilkakrotnie dziekowac nam za te kilkanascie godzin – czulismy sie mega zazenowani :)

  10. Hehe, przypomniało mi się, że gdy szukałam hostów na CS, to za każdym razem pisałam, że nie chcemy robić kłopotu, że jesteśmy samodzielni, itp. Wychodziłam z założenia, że dwa rowery i komplet sakw to jednak robi różnicę i faktycznie kłopot z tym może być. A w praniu okazywało się, że i tak zawsze było z nami trochę zamieszania :) Cóż, takie ryzyko przyjmowania ludzi pod swój dach :)

  11. Kurcze, ja dalej czuję się skrępowana, kiedy pukamy do czyichś CSowych drzwi… Ale jak napisała Ewa – im więcej takich doświadczeń, tym łatwiej każdym kolejnym razem.
    Też bym chętnie u Was (lub Was u nas) przenocowała dla przyjemności poznania Was.
    Pozdrawiam.

  12. Jedno ze wspomnień. Północna Rumunia. U popa.
    Cudowny wieczór na opowieściach przy mamałydze, potem noc w łóżku wraz z jego córką (we 3), chłopaki – w łóżku popa.

    Cała rodzina popa się cieszyła i była taka wdzięczna za spędzony czas.
    A pytaliśmy się jedynie gdzie we wsi możnaby rozbić namiot…

  13. To prawda. Im więcej podróżujemy, tym bardziej otwarci się stajemy. Z natury jestem bardzo nieśmiała. Nie miałam zbyt wielu znajomych dopóki nie zaczęłam podróżować. Większość podróży organizuje sama. Wiem, gdzie zarezerwować nocleg, wiem, że “zaparkować” auto, wiem, jak zaoszczędzić na podróżowaniu…

  14. Tak, ja też tak mam :) Czuję się skrępowana, kiedy muszę prosić kogoś o pomoc. Dlatego fajne w podróżach jest pokonywanie swoich granic, czy to pytając kogoś o drogę, czy udowadniając sobie, że mogę podróżować sama, czy też, jak piszesz, nocując u obcej osoby. I generalnie w życiu chodzi m.in o ludzi. Bo to ludzie nas inspirują, motywują, zachwycają :) Życzę Wam więc wspaniałych ludzi na Waszej drodze i zawsze pozytywnej aury wokół Was. I trzymajcie kciuki za naszą trójkę, bo lada dzień wybieramy się na Bałkany (o czym już wspominaliśmy Alicji) i to dopiero będzie dla nas lekcja otwartości na ludzi :) pozdrawiam serdecznie!

  15. Świetny tekst! Jak ja Was dobrze rozumiem :D
    Jeśli jesteś otwarty na ludzi, poszerzasz swoje horyzonty. Pamiętam moich pierwszych gości z CS – Hiszpanów. Dla obu stron był to pierwszy raz i mimo, że zatrzymali się na kilka godzin tylko, bardzo miło ich wspominam. Chociaż muszę przyznać, że pierwszy raz był trudny, nie spałam pół nocy, bo mój umysł kreował jakieś dziwne historie :p na szczęście następnym razem było już lepiej :D Później były dziewczyny z Niemiec, w ramach podziękowania za gościnę dostałam przepiękną pocztówkę z Kolonii. Musze powiedzieć, że w trakcie ich wizyt, znów byłam w podróży :D teraz czekam na dziewczynę z Algierii i potwierdzenie od innej z RPA :D już się nie mogę doczekać! Miałam też wiele innych zapytań, ale nie byłam w stanie ich zrealizować.
    Jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że powinnam częściej wsiadać na rower:D
    Kurczę, że ja w trakcie mojej ostatniej podróży po Polsce nie pomyślałam, że mogłam Was odwiedzić w Stryszawie :D może następnym razem :D

  16. Pozdrowienia dla Elin i Christa

  17. Poznawanie nowych ludzi, to fajny element podróży. Podziwiam Was, że tak nie baliście się kogoś wpuścić do siebie do domu. Ja nie wiem, czy miałabym aż tyle zaufania dla nieznanych mi ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *