Start » Chiny » Rowerem przez Yunnan
Tarasy ryżowe w prowincji Junan, Chiny.

Rowerem przez Yunnan

Rozstaliśmy się z naszymi rowerami. Są pewnie teraz jakieś dwa tysiące kilometrów od nas, a my najnormalniej w świecie za nimi tęsknimy. Góry prowincji Yunnan pozostaną nam na długo w pamięci, jako jedne z piękniejszych rejonów świata, jakie było nam do tej pory zobaczyć.

Gdy dłużej przebywam w Chinach, zwykle dopada mnie dziwne zmęczenie i przytłoczenie. Objawia się to podrażnieniem i skrajnie negatywną reakcją na to, co wokół mnie się dzieje. Zastanawiałem się zawsze, skąd się to bierze? Czy to Chińczycy mnie tak denerwują, czy skrajnie odmienna kultura, wobec której nie da się przejść obojętnie?

Dziś wiem, że przytłaczają mnie miasta. Podróżując po Chinach, jakimś trafem zwykle wpadałem w duże siedliska ludzi i to właśnie one mnie wykańczały. Zauważyłem to dopiero na rowerze, gdy po dwóch dniach pobytu w jakimś zadymionym i zaśmieconym mieście, mogłem wsiąść na rower i po niespełna pół godziny jazdy wyrwać się z niego i zacząć oddychać normalnym powietrzem.

jiang_cheng_lezy_zdala_od_turystycznego_szlaku_20120416_1003342812

Wszechotaczający mnie beton zamieniał się w soczystą zieleń. No dobrze – są fragmenty, spore fragmenty Yunnanu, które zamienione są w plantacje wszystkiego, co można uprawiać. Lasy są powycinane, a w ich miejsce rośnie albo herbata, albo banany, albo ryż, albo kauczukowce lub wszelkiej maści warzywa. Zagospodarowany jest prawie każdy skrawek ziemi. Było nie było, lepsze to niż nagrzany i zakurzony beton i setki ludzi na chodnikach, których ciągle trzeba wymijać lub omijać.

Muszę przyznać, że były fragmenty kiedy mieliśmy serdecznie dość jazdy na rowerze. Nie, wcale nie przez góry. Najgorsze były ciężarówki, które jadąc pod górkę zwykle redukowały bieg właśnie wtedy, gdy nas mijały. Okopceni i porządnie “zaciągnięci” spalinami szczerze ich nienawidziliśmy. Sytuację pogarszali jeszcze bardziej ci sami kierowcy ciężarówek, którzy żyłując swoje cudeńka pod górę musieli na nas co chwilę trąbić, tak jakby ich nie było słychać i czuć z odległości kilkuset metrów. Były momenty, że nerwy puszczały, i aż miało się ochotę takiego delikwenta wyciągnąć z szoferki i zaciągnąć pod piszczący klakson i trzymać tak minutę, dwie, albo dłużej.

Po trzech tygodniach w chińskich górach wiemy już, jak wybierać drogi, gdzie ruch jest mniejszy. Regułą wcale nie jest – mniejsza droga = mniejszy ruch. Tutaj nic nie może być proste i logiczne – wszystkiego trzeba się nauczyć na własnych błędach. Umiemy też czytać topografię regionu tylko z tego, jak narysowane są drogi. No i jeszcze raz musimy podkreślić, że nie każdy Chińczyk, to zły Chińczyk, który pluje, charczy i nas chce oskubać.

Ja wiem, że brzmieć to może, jak sztuczne lub naciągane składanie laurek ludziom, których spotyka się w podróży. Wręcz nie mogę już czytać takich opowieści na blogach czy w gazetach, bo przecież każdy chce pisać, że tylko najlepszych ludzi spotykał i tylko pomocnych. Że wszyscy obdarowywali i częstowali jedzeniem. Cóż, w naszym przypadku w 98% kontaktów z ludźmi tak właśnie było. Dwa incydenty chęci naciągnięcia potwierdzają tylko regułę. Najmniej sympatyczny element ludzki spotykaliśmy w miastach raczej małych, takich zapyziałych, bez perspektyw, gdzie każda szansa na pieniądz jest dobrą okazją na to, aby zarobić w łatwy sposób, więcej niż się należy. Najlepszą rzeczą, jaką jednak zaczęliśmy w Chinach stosować przy zamawianiu jedzenia, to nie pytanie o cenę. Szacowaliśmy sami i dawaliśmy wyliczone zawsze trochę więcej niż należeć się powinno i mocno patrzyliśmy w oczy czekając na resztę. Zadziałało na 100% i to jest nasz hit podczas tej wizyty w Chinach.

Cóż, nasza przygoda z górami Yunnanu dobiegła końca. Było przednio mimo, że góry dały nam się mocno we znaki. Niecodziennie przecież przez bite 10 godzin wjeżdża się pod górę, robiąc zaledwie 50 km. Następnego dnia jeszcze kilka kilometrów w górę, a potem 30 km w dół prawie do poziomu morza, żeby znów przez kolejne kilkanaście godzin wspinać się na prawie 2000m n.p.m. I tak ciągle, góra dól, góra dół. Słowo płaska w odniesieniu do drogi, w tym regionie prawie w ogóle nie występuje. Ale ileż nabiera się szacunku do góry, gdy wjeżdża się na nią przez półtora dnia? Jakże wolno potem się z niej zjeżdża i prawie z namaszczeniem traktuje się każdy zakręt i nowy widok, jaki możemy podziwiać. To też nowe uczucia dla nas.

Niestety próba przedłużenia wizy chińskiej zupełnie nie wypaliła. Zażądano od nas kosmicznych pieniędzy w sumie 100USD za dzień przedłużenia za osobę, których po prostu nie mamy, więc uskuteczniać będziemy plan B lub plan C. Rowery są już w drodze wysłane wczoraj pociągiem, a my w podobnym kierunku udamy się jutro. Dziś zaś wszystkim Wam jeszcze raz powtórzymy – podróż rowerem po Yunannie (szczególnie południowym) to niezapomniane wspomnienia.

Na koniec wideo, które udało nam się sklecić podczas pobytu w Junanie.

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. III

Ta część wycieczki miała słodki aromat czekolady, kusiła zapachem świeżo upieczonego chleba i piwa ważonego w lokalnym …

21 komentarzy

  1.  Znakomita relacja :)

  2. Fatalna relacja :)

  3. Haszczyc Natalia

    Jak to jest z tymi rowerami? Wysyłacie i ktoś je na miejscu odbiera i je dla was przytrzymuje?

    • Natalia, rowery nadaliśmy towarowym pociągiem dwa dni wcześniej przed naszym pociągiem w tym samym kierunku. Właśnie je odebraliśmy i wygląda na to, że wszystko w poszło sprawnie. Kosztowało nas to 20 zł na trasie ponad 2000 km. Podejrzewam, że cena zależy od dystansu.

  4. witam,
    szczerze to wasz tekst mnie zmusił do sprawdzenie gdzie dokładnie leży ten Yunnan, bo jakoś kompletnie nie kojarzyłem lokalizacji. Nie jestem typem “rowerowego” włóczęgi, lecz na pewno będę chciał odwiedzić to miejsce w przyszłości. Brzmi na prawdę zachęcająco.
    pozdrawiam

  5. taak cos mi zsie zdaje ,ze LP powinno sie przemianowac na CP…..Crowded Planet…..;-D
     

    • LP w Chinach nie ma aż tak wielkiego wpływu na turystyczność i komercjalizację pewnych miejsc. Chińska turystyka wewnątrzkrajowa jest potężna i to “dzięki niej” wszystko dorżeje i jest zabetonowywane w ekspresowym tempie. Niestety LP poleca te same miejsca, które i chińscy turyści odwiedzają, więc siłą rzeczy na brak tłumów liczyć w tych miejscach nie można.

      Ale tak, ogólnie zgadzam się z tą teorią. Założyciele LP chyba nie zdawali sobie, że odniosą taki sukces i będą wpływać na wiele regionów szczególnie w słabo rozwiniętych państwach.

  6. Hej, gdzie teraz uderzacie? Mongolia, czy Kirgistan?

    • Raczej Azja Centralna, Nawet na pewno, tylko wcześniej trzeba będzie powalczyć z tamtejszymi wiza, co słyszałem w wielu źródeł jest największym horrorem wizowym z całej Azji. Będzie ciekawie… :)

  7. Cudnie. Wróciłam z Yunnanu jakiś miesiąc temu i potwierdzam, to jedna z najpiękniejszych prowincji Chin. Odkryłam jeszcze inną perełkę – Guizhou. Liczba dużych miasta – 0, liczba dróg z ciężarówkami – 0, liczba chińskich turystów, zagranicznych z resztą też – prawie 0 :)
    Za to pola pełne kwitnącego rzepaki i kwiatów wiśni. Szkoda, że tym razem Chiny nie były dla Was zbyt gościnne. Przed Wami jednak na pewno inne piękne miejsca. Szerokiej drogi.

  8. Swoja droga Andrzej… no spojrz na siebie. Jak ja bym Cie zobaczyl to pierw bym cie spytal ile miesiecy temu jadles ostatni raz, a potem dopiero ile masz na koncie? :)

    Nie wiem jak bylo z wami ale pamietam z doswiadczenia, ze sprawdza sie jedna zasada tez (nie wiem czy jej urzywacie): jak idziesz po wize odwal sie jakbys sral pieniedzmi (przepraszam za slownictwo)

    • Tomek, a myślisz że po co mi ten rower był potrzebny? Po tajskich kluskach i smażonych rybach poodkładały mi się jakieś fały i kręgosłup nie mógł tego udźwignąć ;) Sam pamiętasz jak było, nie?

      Ej, patent z przedni! Sprawdzę w kazachskiej ambasadzie! Zapamiętuję i dam znać jak wyszło. 

  9. szkoda ze wam nie chcieli przedluzyc wizy, zapowiadalo sie ciekawie:) ciekawe gdzie jeszcze byscie zapedalowali:) a tak swoja droga kiedy macie opuscic Chiny?

    • Spróbowaliśmy jeszcze raz w innej prowincji i udalo się, wiec niebawem cdn relacji rowerowych z Chin. Tu jest na prawdę przyjemnie na rowerze i wcale nie chce nam sie stad wyjezdzac… :)

  10. www.tayble.blox.pl

    Swoja droga, pytaliscie w innych PSB-kach o to przedluzenie?  W Chinach maja tak posrana biurokracje ze czesto pojedziesz 5km dalej, albo przejdziesz do innego pokoju( w urzedzie) i swiat wyglada inaczej… Jesli zalezy Wam na Chinach to ja bym probowal. Prowincje tu jak osobne kraje sa, tez pod wzgledem przestrzegania/egzekwowania prawa
    pzdr

    • Zrobilismy jak piszesz. Jak bylsmy w Kunmingu to akurat mieli dlugi weekend, wiec wszystko bylo pozamykane, ale udalo nam sie zlozyc wnioski w Guilin. Niestety czas oczekiwania na paszporty to 7 dni, wiec musimy sie jakos zagospodarowac w poblizu, ale tras rowerowych to tutaj jak pamietam bylo sporo. 

      Dzięki za rady! :)

  11. relacja akurat całkiem do d…, a gdzie ceny. Takie info nic nie daje plecakowcom.
    Jurek

  12. około 23 lutego wybieram się do Kumning do szpitala na leczenie. Nie znam dobrze angielskiego.
    Może znacie jakiegoś Polaka, który pomógłby w tłumaczeniu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *