Start » Azerbejdżan » Sprawdzian cierpliwości, czyli prom Aktau – Baku
Prom (AKtau-Baku) przez Morze Kaspijskie.

Sprawdzian cierpliwości, czyli prom Aktau – Baku

Azjatycka klasyka, ale taka rasowa. Nie wiadomo kiedy przypłynie. Nie wiadomo, kiedy odpływa. Nie wiadomo, czy nas zabierze. Prom z Aktau do Baku to jedna wielka niewiadoma. Tajemnica. Zagadka. I takie akcje lubimy najbardziej. Dla tych mniej cierpliwych serwujemy kilka konkretnych informacji.

Nie istnieje żadna rozpiska, ani plan według którego z Aktau odpływają promy do Baku. W dodatku są to promy stricte towarowe i przewóz pasażerów odbywa się na dość dziwnych zasadach – nazwijmy je: „jakoś się dogadamy”. W biurze u pośrednika, który sprzedaje bilety na prom zostawia się numer telefonu lub adres e-mail i czeka się na wieści. Adres biura pośrednika jak i jego nazwa też się co jakiś czas zmienia, więc najpierw trzeba się dowiedzieć, gdzie owe biuro się znajduje. W sierpniu 2013 biuro znajdowało się w centrum miasta, niedaleko Hotelu Aktau. Dla zainteresowanych pełny adres:

Balaba Julia
“Ferry Management” LLP
Aktau, district 2, Building 33, Office 1
tel / fax: 8 (7292) 500-34
e-mail: y.balaba@ferry.kz

Można też wybrać się do samego portu, ale z góry ostrzegam, że niewiele tam się dowiecie, poza adresem pośrednika – przerabialiśmy, strata czasu.

Gdy zostawi się już adres i nr telefonu, pozostaje czekać. I tu pojawia się problem, bo ceny hoteli w Aktau nie są przyjazne niskobudżetowcom. Jeśli podróżuje się z namiotem, to sprawa rozwiązuje się sama, bo w okolicy Akatu są plaże, które świetnie się nadają na biwak. Woda w Morzu Kaspijskim po tej stronie jest naprawdę czysta i można się kapać bez obaw.

My pojechaliśmy rowerami na plażę oddaloną od Aktau o jakieś 60km. Trzeba wyjechać na północ od miasta, w stronę Portu Szewczenko i na 43 kilometrze skręcić na zachód. Stąd jeszcze niecałe20 km drogą i jesteśmy w uroczym miejscu (mimo, że jest tam mnóstwo śmieci), świetnym do biwakowania. Trzeba jednak pamiętać, żeby zabrać ze sobą zapas wody pitnej i jedzenie. Jest tu zasięg komórkowy (Beeline i K-Cell tylko), więc bez obaw można czekać na wiadomość o promie.

Inną opcją są kwatery prywatne. Może nie należą do najtańszych (20-30 usd za pokój), ale są jakąś alternatywą dla hoteli, w których ceny zaczynają się od 75 usd za pokój dwuosobowy. Jak je znaleźć? Można po prostu popytać ludzi, o tanie kwatery. Aktau nie jest wielkim miastem i zawsze znajdzie się ktoś, kto ma brata, którego kolega zna pewną panią, której kuzynka ma właśnie pokój do wynajęcia.

Gdy już otrzymujemy sygnał, że prom zbliża się do Aktau, trzeba jak najszybciej udać się do biura i kupić bilet. Uwaga, godzina podana na bilecie to orientacyjny czas przybycia promu do portu w Aktau, a nie wypłynięcia! Nie wiedzieliśmy o tym i w porcie byliśmy o wiele za wcześnie. Na szczęście jest tam poczekalnia, w której można spokojnie się przespać.

W poczekalni spędziliśmy całą noc i pół następnego dnia… bo wejście na pokład jest możliwe dopiero wtedy, gdy zakończy się rozładunek i odprawa celna. Czas oczekiwania na naszą odprawę paszportowo-celną umilał nam nowopoznany kolega – Brytyjczyk. A mieliśmy o czym pogadać, bo okazało się, że mamy wspólnych znajomych w naszym ukochanym chińskim mieście Urumczi

Przy kontroli paszportowej natomiast okazało się, że nasz nowy kolega nie dopełnił obowiązku rejestracji  na policji imigracyjnej i jest problem. Zaczęli go wysyłać do miasta, żeby tę rejestrację sobie załatwił, ale była sobota, grubo po godzinie piętnastej i urzędy były już zamknięte. Celnik w efekcie odmówił wpuszczenia go na pokład dopóki nie zdobędzie tej pieczątki na imigracyjnym świstku. Łapówka nie wchodziła w grę. W drodze długich negocjacji urzędnik postanowił, że pomoże naszemu koledze deportując go z Kazachstanu.

Proces deportacji trwał ładnych kilka godzin, bo wszystkie papiery trzeba było tłumaczyć na angielski. Nic przyjemnego. Piszę o tym po to, żeby rozwiać wątpliwości, czy w Kazachstanie trzeba się rejestrować czy nie. Wygląda na to, że lepiej to zrobić, bo nigdy nie wiadomo na jakiego urzędnika trafimy przy okienku paszportowym przy wyjeździe z kraju.

Gdy weszliśmy wreszcie na pokład promu, okazało się, że nie ma na nim przydzielonych miejsc. Można właściwie spać gdzie bądź, np. w stołówce (o ile nie przeszkadza nam dym papierosowy i wiecznie rozgadani kierowcy tureckich tirów). Można też za dodatkową opłatą wynająć kajutę – cena  (15-20 usd kajuta z 3-4 łóżkami) zależy od indywidualnych umiejętności negocjacyjnych i trzeźwości marynarza, który nam tę kajutę wynajmuje.

Cena biletu nie obejmuje wyżywienia na promie. Można sobie coś zamówić w promowej restauracji, ale jest dość drogo. Najlepiej zabrać zapas jedzenia ze sobą. Wrzątek jest dostępny bez ograniczeń, więc można sobie zrobić herbatę, kawę itd.

Rejs trwał 24 godziny, ale po przybiciu do portu w Baku czekaliśmy jeszcze jakąś godzinę na odprawę paszportową.

Tyle jeśli chodzi o praktyczne info o tym tajemniczym rejsie. Dużo tu czekania, ale nie ma się co denerwować. My, od momentu przybycia na terminal w Aktau do faktycznego wypłynięcia promu czekaliśmy 28 godzin. Tak już po prostu jest i tyle.

Piszę to wszystko trochę drżącą ręką, bo może się okazać, że za rok sytuacja się zupełnie zmieniła i te informacje nie będą już aktualne…

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem i pieszo przez Szwajcarię Saksońską

Na urlop do naszych zachodnich sąsiadów? W zasięgu paru godzin samochodem od Warszawy, Krakowa czy Poznania, a rzut beretem od Wrocławia, Gorzowa …

17 komentarzy

  1. cześć Wiaherosi,
    ciekawi jesteśmy jak załatwiacie temat roweru na takim promie, nie ma z tym problemu? kasują Was dodatkowo za jednoślady?
    aaaa!!! chcieliśmy Wam podziękować za cynk odnośnie odwiedzenia Ijen na motorze, wypożyczonym na Bali. zrobiliśmy to dokładnie w ten sposób i było niesamowicie. niebawem wsadzimy na yt film-relację z odwiedzin wulkanu.

    pozdrawiamy Was gorąco,
    MariOlka

    • Cześć,
      za rowery nie ma żadnych opłat na szczęście. Rowery płyną promem za darmo. I to mogę już potwierdzić, że tak właśnie jest na trasie Aktau – Baku i Poti – Odessa.
      Co do Ijen, to fajnie, że udało Wam się go zobaczyć, to bardzo specyficzne miejsce… Dajcie znać jak relacja będzie gotowa, jesteśmy ciekawi Waszych wrażeń ;)

  2. :)) super czyta się Wasze relacje :))

    a powiedzcie jak w takim razie sprawa wyglądała u Was z wizą? Teraz podbno dużo się pozmieniało i dość drogo to wychodzi?? A w Grudniu będę w Gruzjii i myślałem co by zajżeć też do Baku…

    • Jeśli chodzi o wizę, to faktycznie Azerbejdżan jest trochę drogawy. Poza tym wprowadzili też e-visy, ale nie znam nikogo kto taką wyrabiał.
      My nie mogliśmy sobie pozwolić na “normalną” wizę i wyrobiliśmy sobie tranzytową w Konsulacie w Aktau. Tranzytowa kosztuje 20 usd i w kraju można być 5 dni. Czekaliśmy na jej wyrobienie 4 dni. Nasza nie była na sztywne daty, miała miesiąc ważności, ale słyszeliśmy, że niektóre konsulaty wydają wizy na konkretnie podane daty.
      Jeśli planujesz tylko Baku (a warto) to myslę, że 5 dni, które daje tranzytówka wystarczy.

    • Marcinie życzę Ci, by się udało. Ja np. spasowałem, bo wielu przebojach.

      http://gdziewyjechac.pl/21815/wizy-do-azerbejdzanu-to-udreka-procedury-i-potwierdzeni.html

      Za rok podobno planują znieść wizy, ale możliwe że był to element kampanii wyborczej, która miała teraz miejsce

  3. Jak sie milo czyta takie historie…nasza byla podobra, zajelo nam 4 dni aby dostac sie na prom z Baku. Zero informacji, nikt nic nie wie i nie bedzie wiedzial, a czlowiek lata jak glupi od portu do portu, od budki do biura, szukajac tej jedynej osoby ktora a noz bedzie cos wiedziec. Czwrtego dnia udalo nam sie dostac na prom, 30 godz. pozniej bylismy w porcie Aktau. Kajute dwuosobowa dostalismy za darmo na nowym promie wyprodukowany w Pula w Chorwacji. Kazachstan jakies 6 godz. zalatwiania roboty papierkowej w co najmniej 5 budynkach i czlowiek wolny…

    P.S Jak sie macie wogule, jakies plany, nowa praca, moze wypad do NL?…

    • ile kosztowal sam rejs z Aktau do Baku ?

      • Kosztuje około 110 usd/osoba, ale zależy to trochę od tego, czy znasz rosyjski czy nie. Napisz na adres do Julii, który jest podany wyżej w poście – wszystko Ci na pewno wytłumaczy. Pozdrawiam.

        • Andrzej,

          zastanawiam sie nad dotarciem do Nepalu inaczej niz samolotem.
          zakladam start w Gruzji.
          i dalej 2 warianty:
          1 Azerbejdzan > Kazachstan> i dalej ???
          2. Armenia>Iran>Pakistan>Indie>Nepal
          Patrze tylko na koszty podrozy, bez kosztow wizowych(mam tez paszport gruzinski wiec bezwizowy wjazd w calej Azji centralnej poza Turkmenistanem)
          Czy masz jakas sugestie i jakis szacunek co do czasu i kosztow takiej podrozy na bazie wlasnych doswiadczen?

          • Oba są dość trudne logistycznie, aczkolwiek niemożliwe. Skupię się na ograniczeniach:
            Ad 1) Z Kazachstanu zostają Ci tylko Chiny i dalej musisz przez Tybet, ale tutaj łączy się to z wykupieniem permitu i wycieczki, który tani nie jest.
            Ad 2) O ile dostaniesz wizę turystyczną do Pakistanu, bo z nią są największe problemy od około 3-4 lat. Poza tym to luz blues.

            W Twoim wypadku wybrałbym jednak przejazd przez Tybet z 4-5 dniową wycieczką. Będzie to mniej kłopotliwe i kosztowne w efekcie końcowym niż staranie się n razy o wizę pakistańską.

          • najlepiej byloby wjechac jedna trasa a wrocic druga

            teraz z uwagi na pogode korzystniejsza bylaby droga poludniowa przez Iran, Pakistan

            Z tego co piszesz jedynym problemem z Pakistanem to wiza,
            o bezpieczenstwo sie nie ma co obawiac. (?)

            poniewaz mam tez paszport gruzinski
            planuje na niego wjechac do Iranu ( bez wizy)
            moze tez latwiej bedzie zalatwic wize pakistanska niz na polskim paszporcie (?)

            bralem tez pod uwage przeskoczenie Pakistanu samolotem z wschodniego Iranu do Indii ( ale bardziej z obawy o bezpieczenstwo)

            patrzac na mape wyglada jakby drogi laczyly Pakistan z indiami dopiero w Pendzabie, czyli wjezdzajac “dolem” od Iranu i tak trzebaby caly pakistan w kierunku Lahore przejechac ?

    • Cześć!! Tak, wypad do NL bardzo chętnie! końcem lutego będziemy w Berlinie, a to już całkiem blisko :) Czy Wy już też dotarliście do domu?

  4. Witajcie. W 2014 w czerwcu to info jest już nieaktualne ;)
    Ale system oczekiwania jest taki sam, zmienił się tylko agent i chyba ceny.

  5. Wizy do AZ wyrabiałem w Tibilisi. Normalna turystyczna, dzień czekania. W agencji turystycznej na przeciwko ambasady.

  6. Cześć,

    Czy macie możliwość zrobienia jakiegoś update danych kontaktowych do biura z biletami?
    Zdaje się, że już nieaktualne :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *