Start » Polska » Dolina Dolnej Wisły i wszystko gra!

Dolina Dolnej Wisły i wszystko gra!

Nie spodziewałam się. Ten region nigdy wcześniej nie przyciągał mojej uwagi. Okazało się, że znalazłam skrawek Polski mało odwiedzany, a jednak kryjący wiele miejsc działających jak balsam na poranioną duszę i zamieszkany przez ludzi z historiami, które są gotowym materiałem na książkę. Chodź ze mną, popatrzymy razem na kawałek szczęścia…

Zakole Wisły wciśnięte między skraj Borów Tucholskich a autostradę Amber One, jest często pomijane w planach wycieczkowych. Gdybym była samolubem to powiedziałabym, że to dobrze, bo więcej tej enkalwy spokoju byłoby dla mnie. To jest właśnie jedno z tych miejsc, co do których mam wątpliwość czy je opisywać, bo w głębi duszy chciałabym, aby pozostało takie, jakim jest teraz. Z drugiej strony lubię pisać właśnie o takich zakątkach w Polsce, żeby pokazać ich różnorodną przyrodę i historie ludzi, których słucha się z szeroko otwartymi oczami i szybko bijącym sercem.

Od bydgoskiego Fordonu, po miasto Nowe leżące tuż przy północnej granicy województwa, możesz jechać wzdłuż Wisły autem, motorem, rowerem lub przejść pieszo, bo poprowadzi Cię dobrze oznaczony szlak. Ha! Możesz nawet polecieć paralotnią! Zabierz rodzinę, zrób wypad w gronie przyjaciół, przeżyj to z ukochaną osobą lub samotnie kontempluj zakamarki Doliny Dolnej Wisły. Nakarmisz oczy, nakarmisz duszę, ale przede wszystkim nakarmisz ciało zdrowym, lokalnym, smacznym jedzeniem. Slow life i slow food? Jesteś pod dobrym adresem!

https://www.loswiaheros.pl/?p=16487&preview=1&_ppp=78c384a4ae
Piknik, Podpiwek Kujawski, radio PiK pik 😉

Zanim jednak pójdziemy gdziekolwiek, zapraszam Cię do wehikułu czasu. Jeśli chcesz zrozumieć tę krainę i poczuć jej ducha, ramieniem wyobraźni musisz dotknąć czasów dawnych. Wyobraź sobie rzekę, szeroką, dziką. Brzegi porośnięte wysokimi trawami i gęstymi krzakami zamieszkują gatunki kolorowego ptactwa. O, patrz tam, przed siebie – to złote… to bażant?

Ze wzgórza, na którym stoisz widać zamek. Zwarta bryła z czerwonej cegły góruje nad wijącą się wstęgą rzeki. Zamek krzyżacki. W jego kierunku pędzi czarnobiały punkt ciągnąc za sobą smugę pyłu. To posłaniec, jedzie konno do zamku, żeby zdążyć przed zmrokiem. Krzyżacka reguła jasno mówi, że podróżujący rycerze nie mogą spędzać nocy poza murami. Zamki są rozlokowane po dwóch stronach Wisły w taki sposób, aby z jednego do drugiego dało się przejechać konno w ciągu dnia. Dzięki temu można też przekazywać znaki ostrzegawcze, gdy zbliża się niebezpieczeństwo. Ogniska rozpalane w kolejnych zamkach mogą przenieść ważną informację z Torunia do samego Gdańska. Widać, że Krzyżakom tu dobrze. Wokół lasy z dziką zwierzyną i …winnice!

Ciekawe, jak wyglądały krzyżackie winnice…

Chodź, wracamy do teraźniejszości. Pytasz co z winnicami? Odeszły w niepamięć wraz z końcem państwa krzyżackiego, ale… gdy Ty spokojnie śpisz i śnisz o kolejnych wakacjach w egzotycznym miejscu, ktoś inny ma sen o własnej winnicy, tu w Polsce, w kujawsko-pomorskim, w Bydgoszczy. Pan Wiesław budzi się, otwiera oczy i ukochanej żonie Annie, opowiada o tym, co przed chwilą zobaczył we śnie. Takich wskazówek się nie ignoruje…

Pan Wiesław miał sen…
Winnica Przy Talerzyku – uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić!

Dziś w Topolnie, tuż w sąsiedztwie dawnego grodziska „Talerzyk”, na idealnie półokrągłym wzgórzu, rośnie żywy sen “Winnica Przy Talerzyku”. Państwo Janasińscy przeprowadzili się na wieś i przez kilka lat pracowali z pasją, która dziś płynie z kraników beczek w kameralnej, ceglanej piwniczce pachnącej historią ziemi. Trzeba tu uważać na głowę, nie tylko dlatego, że sufit jest dość niski, ale też dlatego, że wino ma przyjemny, świeży smak i łatwo poddać się nieumiarkowaniu. To dopiero czwarty rocznik wina, a efekt jest imponujący. Nie dziwi mnie to, bo gospodarze opowiadają swoją historię z błyskiem w oku i szerokim, szczerym uśmiechem. Ten entuzjazm wyraźnie paruje z kieliszka białego wina, które miałam przyjemność degustować.

Z „Winnicy Przy Talerzyku” wyjeżdżać się nie chce. Widoki stąd na dolinę Wisły szerokie jak horyzonty samych gospodarzy. Tu mieszka dobra energia i harmonia. Nie zdziwiła mnie też zgodna odpowiedź małżeństwa Janasińskich na moje pytanie, które zadaję odwiedzanym mieszkańcom Doliny Dolnej Wisły:
– Kiedy czujecie się szczęśliwi?
– Cały czas!

Tutaj inaczej nie można 🙂

Ja również czuję się tu szczęśliwa i wdzięczna za tak miłe przyjęcie. Jeśli też chcesz dotknąć trochę tego szczęścia i zwilżyć nim gardło, to bierz za telefon i umów się na degustację w winnicy. Spróbujesz nie tylko wina, ale też świeżych serów, które wysyłają w podróż…

…prosto do gospodarstwa Państwa Adamczyków w Kosowie. Chcesz odwiedzić ich od razu po wizycie w winnicy, bo chcesz tych serów kupić więcej, żeby swoim bliskim dać skosztować trochę smaku miłości. To miłość do ziemi – ojcowizny, zrównoważonego i uczciwego rolnictwa, do zwierząt, do swojej pracy i do ludzi. W kontrze do szybkiego życia, wszechobecnej bylejakości i braku szacunku, Adamczykowie pracują bez ustanku nad jakością i smakiem serów podpuszczkowych. Do ich produkcji używają mleka krów, które hodują sami.

Nagrody, podziękowania i oficjalne gratulacje zdobiące długą półkę świadczą o sukcesie rodzinnej inicjatywy, ale to ser mówi nam już wszystko, a sami milkniemy rozkoszując się jego świeżym smakiem. Może być klasyczny „Pielgrzym” bez dodatków, może być ser doprawiony kompozycjami ziół (aromatyczna bazylia z czosnkiem, albo na ostro z chili), jest Gouda, jest Cheddar i nawet ogromniasty Parmezan.

Podpuszczkowe Sery Adamczyk
…jeszcze nie wolno kroić! Musi poleżeć…

Opowieść pani Barbary o rodzinnym gospodarstwie i jego prawie stuletniej tradycji, miejscami wywołuje ciarki na plecach. Wrażliwszej osobie zakręcić się może w oku łza. Serdeczność i pozytywne nastawienie gospodyni potrafi jednak od razu wprowadzić w dobry humor. Szyja może rozboleć od ciągłego potwierdzającego ruchu głową, bo pani Barbara często podkreśla to, jak ważne jest powracanie do tradycyjnych, lokalnych produktów, traktowanie serio ich jakości i wzajemna pomoc mieszkańców w promowaniu swoich wyrobów. No trudno się nie zgodzić, a to wszystko o czym mówi, jest też bliskie mojemu sercu.

Adamczykowie to przede wszystkim rolnicy, którzy rozmiłowali się w serowarstwie, są więc ludźmi aktywnymi i zajętymi. Jeśli chcesz się upewnić, że ktoś w gospodarstwie przyjmie Cię i sprzeda sery, to najlepiej wcześniej zadzwoń i już. Jeśli przyjmie Cię sama Pani Barbara, pozdrów ją serdecznie ode mnie, hmmm właściwie to pozdrawiaj wszystkich. Dobrą energię trzeba mnożyć!

A co gospodyni odpowiedziała na moje pytanie?
– Kiedy czuje się Pani szczęśliwa?
– Zawsze!

Gdybym miała możliwość jeść takie sery codziennie, też bym tak odpowiedziała!

Tego gospodarstwa, serów, winnicy nie byłoby, gdyby dawno temu do Doliny Dolnej Wisły nie przybyli ciekawi goście. Mennonici, olendrzy, amisze… różnie się ich nazywa. Przybyli tu w połowie XVI wieku z Niderlandów. Prześladowani w swoim kraju, szukali lepszego miejsca, w którym mogliby żyć zgodnie ze swoją religią. Mennonici znani z pracowitości, cierpliwie, metodycznie i z poszanowaniem dla ziemi zmieniali dziki, nadwiślański krajobraz w tereny rolnicze. Ich spokojne życie w dolinie zostało przerwane, gdy Dolna Wisła trafiła pod zabór pruski. Mennoniccy mężczyźni, tak jak nakazywała im religia, odmawiali trzymania broni i składania przysięgi armii. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem była ucieczka. Nie został nikt.

Mennonicka Chata w Chrystkowie była kiedyś częścią dużego gospodarstwa

Dziś po ich działalności, oprócz tradycji rolniczych, pozostały drewniane chaty i cmentarze. W Chrystkowie stoi jedna z lepiej zachowanych chat z końca XVIII wieku. O jej historii opowiada Pan Czesław Kwiatkowski, który się tu urodził. To podróż w czasie okraszona gawędami i anegdotami. Jeśli chcesz wczuć się bardziej w mennonicką atmosferę, możesz zostać tu na noc, bo Państwo Kwiatkowscy prowadzą kameralną agroturystykę. Miejsce idealne do odpoczynku w ciszy. Pospaceruj między polami poprzecinanymi alejami wierzbowymi. Zrelaksuj się w cieniu drzew w sadzie.

Sad w Chrystkowie… Niezwykły sad! Miejsce ważne, bo znajduje się tu kolekcja starych odmian jabłoni. Dzięki tej inicjatywie od wyginięcia uchroniło się kilka ważnych odmian, a w całej kolekcji jest ich ponad 60. Do sadu można wejść, ale ostrzegam, że teraz latem, aromat dojrzewających w słońcu jabłek uruchamia wszystkie zmysły i trudno zdecydować się na wyjście…

Nad sadem i w sadzie - policz drzewka!

Jadąc drogami wzdłuż Doliny Dolnej Wisły, między polami i łąkami zobaczysz często stare drzewka owocowe, głównie jabłonie i śliwy. To pozostałości po sadach, które na tym terenie miały kiedyś duże znaczenie. Dziś się do nich wraca.

Szczególnie śliwka wróciła do łask. Aromatyczne powidła z Doliny Dolnej Wisły, długo smażone w miedzianych (kuprowych) kotłach wg tradycyjnych receptur z XVI wieku, zostały wpisane na listę produktów tradycyjnych. Okazji by ich spróbować jest wiele. Możesz to zrobić na “Święcie Śliwki” – dużej imprezie w Strzelcach Dolnych, możesz wkręcić się w środowisko amatorów śliwek w Nowem, którzy każdego roku, w ostatnią sobotę września, organizują „Śliwkowe Spotkania”. Możesz wtedy z bliska popatrzeć na tradycyjny sposób smażenia powideł, popytać, popróbować. To inicjatywa oddolna ludzi, którzy tu mieszkają i interesują się tradycją regionu, działając jako Nadwiślańskie Stowarzyszenie „Aktywni”. Zdziwisz się jak długo można rozmawiać o śliwkach!

O powidłach i innych lokalnych przetworach możesz też porozmawiać z „Pierwszym Uśmiechem Luszkowa”, czyli Panem Zdzisławem Brzykcy, który w swojej pomennonickiej „Nadwiślańskiej Chacie”, jak w pracowni alchemika, gotuje, przelewa, smaży, piecze i systematycznie uzupełnia zapasy w spiżarni. Specjalnością, która przywiodła tutaj mój nos, są robione na miejscu krówki i pierniki.

Hobbiton? Nie. Luszkowo!

Oh, pierniki! Temat, który mogę zgłębiać teoretycznie, ale chętniej praktycznie. Pochodzę z Torunia i mam w rodzinnej tradycji pieczenie pierników i oczywiście związane z tym wspomnienia. Pan Zdzisław też ma kilka piernikowych historii z dzieciństwa. Musisz wiedzieć, że pierniki na Święta Bożego Narodzenia przygotowuje się zawsze kilka tygodni wcześniej. U mnie przechowuje się je w metalowej puszce, a Pan Zdzisław wspomina jak rodzice pakowali pierniki do worka, który był wieszany na sufitowej belce i tak miał doczekać szczęśliwie do Świąt. Korzenny i miodowy aromat przyjemnie drażnił nos i trudno było obok takiego worka przejść obojętnie… W tajemniczy sposób na dole worka pojawiała się dziurka, a pierniki jakoś tak same z niej wychodziły… Do Świąt ostało się pół worka pierników. Znam to!

Wygląda na to, że podjadanie pierników jako dziecko wyszło tylko na dobre, bo pan Zdzisław swoją recepturę doprowadził do ideału i korzenny smak jego pierników jest trudny do podrobienia. W zestawie z ręcznie robionymi krówkami o lekkim, śmietankowym posmaku wysyłają w krainy bajkowe! Oby nie do domku Baby Jagi…

Ciekawych historii pan Zdzisław ma więcej, bo od wielu lat gromadzi stare sprzęty domowego użytku i o każdym może coś opowiedzieć. To jest miejsce, w którym zapominasz, że ktoś wymyślił kiedyś mierzenie czasu. Stary, drewniany dom otoczony kwiatami wszystkich kolorów świata, działa na wyobraźnię, a w pobliskim lesie przypominającym tajemniczy ogród, możesz pozwolić myślom płynąć daleko, w dowolnym kierunku. Nikt Cię tu nie znajdzie, nie przyłapie i z niczego nie rozliczy. Jeśli chcesz się schować przed światem, to tu jest właśnie to miejsce.

Strażniczka spokoju w “Nadwiślańskiej Chacie”

Pan Zdzisław może Cię zakwaterować w jednym z pokoi gościnnych w “Nadwiślańskiej Chacie”, możesz przyjechać tu rowerem i rozbić namiot i możesz też przyjechać kamperem. Tutaj miejsce znajdzie się dla każdego. Możesz przed przyjazdem zadzwonić i upewnić się, czy pan Zdzisław jest na miejscu, ale możesz też przyjechać bez zapowiedzi, a na pewno ktoś przywita Cię z uśmiechem i świeżo upieczoną szarlotką. Możesz!

I jeszcze to:
– Panie Zdzisławie, kiedy czuje się pan szczęśliwy?
– Przez 99% czasu!

Specjały ze spiżarni “Nadwiślańskiej Chaty” i innych osób z okolicy, które robią przetwory ze swoich owoców, znajdziesz też na “Festiwalu Smaku” w Grucznie. Raz w roku w jeden sierpniowy weekend, to senne miasteczko ożywa i staje się stolicą lokalnych smaków w regionie. To już duża impreza, na której swoje wyroby prezentują regionalni producenci serów i swojskich wędlin, specjaliści od wypieków, przetworów, znajdą się i wytwórcy miodów, nalewek i wina. Do Gruczna przyjeżdżają też smakosze z całej Polski, żeby skosztować nieznanych potraw i  podpytać o tradycyjne receptury. Skarbnicą wiedzy kulinarnej są często panie z Kół Gospodyń Wiejskich. Na przykład panie z Jeżewa – Kociewianki, których danie popisowe ma dość intrygującą nazwę. Trudno to opisać, więc przygotowałam dla Ciebie krótkie wideo, które wyjaśnia co to są ruchanki z fjutem, ale musisz się uśmiechnąć 😉

Mam dla tych pań ogromny szacunek za ich pasję do tradycyjnych smaków, regionalnych strojów i sposobu w jaki o tym opowiadają. Ruchanki z fjutem budzą uśmieszek, ale jest to jednak regionalny przysmak i warto tych placuszków spróbować. Co do samego fjuta, okazuje się, że są ich dwa. Może to być miód z maślanki, jak u Kociewianek, a może to być tzw. cyrop z buraka cukrowego – konsystencja gęsta, kolor miodu gryczanego, smak lekko kwaskowy i karmelowy. Znany bardziej w Borach Tucholskich.

Warto śledzić Koła Gospodyń Wiejskich i inicjatywy lokalne, bo ludzie, którzy kochają swój region i lokalne tradycje, potrafią włożyć mnóstwo serca, żeby pokazać to, co u nich jest najlepsze. Tak jak panie z Janiej Góry, które od lat zgodnie współpracują tworząc tematyczną „Wioskę Chlebową”. To taki trochę skok w bok od naszej Doliny Dolnej Wisły, ale jeśli interesują Cię tematy chlebowe, możesz sobie na to pozwolić.

Chleb jeszcze ciepły. Czujesz ten zapach?

Każdego roku od maja do września panie mają tu ręce pełne roboty, a raczej chlebowego ciasta i uczą grupy dzieci jak się robi prawdziwy chleb na zakwasie. Patrzysz na dzieciaki, które mają radochę, bo lepią chlebek, który potem trafia do wielgaśnego, opalanego drewnem pieca i zastanawiasz się, dlaczego tak się narzeka na „dzisiejszą młodzież”? Okazuje się, że można utrzymać ich zaangażowanie przez prawie 3 godziny, jeśli mówi się do nich z pasją i miłością jak robią to panie z Janiej Góry. W dodatku jest konkretny efekt – świeży, pachnący, rumiany chlebek, który można zabrać do domu. Wiecie jak smakuje taki chleb zrobiony z sercem i uśmiechem? To lekarstwo na całe zło!

Warsztaty w „Wiosce Chlebowej” są prowadzone dla grup zorganizowanych, ale w sezonie (maj-wrzesień), w każdą sobotę o 9 rano możesz załapać się na warsztaty pieczenia chleba. Daj tylko znać choć dzień wcześniej (nr tel. 723 416 975). Możesz też zajrzeć tu we wrześniu na “Festiwal Chleba”. Sama nigdy na nim nie byłam, więc jak się zdecydujesz to daj znać i opowiedz jak było 😉

Uff… A teraz… Zostawiłam to na koniec, bo to będzie dość osobista historia.

W czasie odkrywania smaków i uroków Doliny Dolnej Wisły, ktoś wspomniał, że na końcu powinnam zboczyć trochę z trasy w stronę Borów Tucholskich i odwiedzić „Przystanek Tleń” położony tuż nad rzeką Wdą. Dlaczego? Bo prowadzą go młodzi ludzie, małżeństwo. Jeździli kiedyś po świecie, kilka lat temu wrócili, przejęli od mamy pensjonat i do dziś go prowadzą. Zaraz, zaraz… myślę. Jeździli? Kilka lat temu wrócili? A jak się nazywają? Ania i Michał Semrau. W głowie zapaliła się lampka, coś tam cyknęło i wysunęła się szufladka z napisem „Tour The Globe” – takiego prowadzili bloga! Podróżowaliśmy mniej więcej w tym samym czasie i nawet korespondowaliśmy. Mieliśmy się spotkać gdzieś na drugim końcu świata, ale nie udało się i spotkaliśmy się teraz, w Tleniu…

“Przystanek Tleń” – wszytko czego potrzebujesz jest tutaj

“Przytanek Tleń” to dawna “Samotnia na Wdą”, budynek ma ciekawą historię sięgającą lat 20 ubiegłego stulecia. Położony tuż nad rzeką i opatulony gęstymi borami sosnowymi jest dobrą bazą wypadową na szlaki kajakowe, piesze i rowerowe we Wdeckim Parku Krajobrazowym.

Ania i Michał bardzo angażują się w swoją pracę i chcą, aby „Przystanek Tleń” był miejscem przyjaznym, do którego goście będą mieli ochotę wracać. I wracają. W letnim sezonie w pensjonacie trzeba miejsca rezerwować wcześniej, ale zawsze można wpaść do restauracji, gdzie serwowane są dania przyrządzone w oparciu o lokalne produkty. Ania bardzo o to dba. Zdaje sobie sprawę z jakości i wartości tego co produkowane jest lokalnie. Inspirując się lokalnymi targami, które widziała w Azji i w australijskim Darwin, rozkręciła sezonowy „Zielony Targ” w Tleniu. Od maja do końca września w każdą niedzielę można tu kupić produkty tradycyjne z okolicznych gospodarstw i lokalne rękodzieło.

Michał z kolei warzy piwo. W „Przytanku Tleń” założył mały browar i produkuje piwo na potrzeby restauracji i gości przyjeżdżających na odpoczynek do pensjonatu.

Wygląda jak spotkanie po latach, a widzieliśmy się pierwszy raz!

Mówi się, że miejsca tworzą ludzie. Ania i Michał tworzą ciepłą, domową atmosferę, bo jako obieżyświaty z doświadczeniem dobrze wiedzą, czego potrzebuje zmęczony wędrowiec… dobrego przystanku, smacznego jedzenia, a i zimne piwko wprost z browaru w upalny dzień, potrafi poprawić nastrój.

Pytam: kiedy czujecie się szczęśliwi?
Michał: Gdy po całym dniu pracy mogę siąść z butelką zimnego piwa w ręku i popatrzeć na las, który jest przed domem.
Ania: Gdy mam zakupione bilety lotnicze na dwie podróże w przód!

Ech… pięknie! Dusza włóczykija wiecznie żywa! Mam podobnie 🙂

Piękna przyroda, ciekawa historia, smaczne i zdrowe jedzenie, szczęśliwi ludzie, nie tylko w Dolinie Dolnej Wisły, ale w całym województwie kujawsko-pomorskim tworzą miejsca, w które chce się wracać. To dobre miejsca. Pozornie ze sobą niezwiązane, każde ma swój niepowtarzalny charakter, ale jak spojrzysz na to z szerszej perspektywy to zobaczysz, że te miejsca łączy pasja i miłość. Te miejsca możesz łączyć dowolnie, jak Ci się podoba i tworzyć własne drogi i konstelacje. Konstelacje dobrych miejsc! To właśnie hasło turystyczne naszego województwa. Jedno z najlepszych jakie słyszałam!

Żeby ułatwić tworzenie Twoich konstelacji, stworzyłam mapkę odwiedzonych miejsc, ale to Ty teraz decydujesz gdzie i w jakiej kolejności chcesz się wybrać. Są tu oznaczone miejsca nie tylko te opisane w tekście. Baw się dobrze!

PS. Chcesz zapytać kiedy ja czuję się szczęśliwa?

Gdy spotykam na swojej drodze mądrych ludzi, którzy kochają przyrodę i mają ciekawe pasje. Jestem szczęśliwa, gdy jestem w dobrym miejscu, a w naszym województwie są ich całe konstelacje!

A Ty? Kiedy czujesz się szczęśliwa/y?


Wpis powstał w ramach konkursu Turystyczne Mistrzostwa Blogerów organizowanego przez Polską Organizację Turystyczną.   Jeśli uważasz, że tekst jest w porządku, podaj go proszę dalej klikając w niebieski przycisk pod mapką. Najbardziej będę wdzięczna za oddanie na mnie głosu na stronie konkursowej mistrzostwablogerow.polska.travel/#konkurs  – pod moim zdjęciem kliknij “zagłosuj”. Dzięki!!!

Ze szczerą radością dodam, że przy tworzeniu koncepcji tego wpisu pomogły mi konstelacje dobrych ludzi i Kujawsko – Pomorska Organizacja Turystyczna

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła. Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem. Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć. Nie wierzy w zdanie "nie da się", zdecydowanie jest zwolennikiem myśli "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało."

Podobny tekst

Pomóż Alicji i zagłosuj w konkursie!

Kończy się właśnie drugi etap Turystycznych Mistrzostw Blogerów i marzy mi się, aby zakwalifikować się …

15 komentarzy

  1. Dorota Niewiadomska

    Alicja, pisz więcej! Przeczytałam na jednym wdechu!
    Czuję się szczęśliwa, gdy czuję przestrzeń, zapach kwiatów, a wokół mnie śpiewają ptaki. Nie ważne, czy pieszo w górach, rowerem przez pola – w naturze jestem szczęśliwa!

  2. Weszłam, żeby przeglądnąć zdjęcia. Zaczęłam czytać wstęp, potem pierwszy akapit, drugi i trzeci. Połknęłam Twój tekst, ale apetyt mam jeszcze większy, bo teraz chcę spróbować sera od Adamczyków i wina i chleba wypiekanego! Zrobiłaś mi ogromny apetyt na podróż w Twój region! Dziękuję!!!!!!!

  3. Alicja, pięknie to opisałaś. Aż się wierzyć nie chce, że nasz kraj jest tak piękny i żyje w nim tak wiele wspaniałych ludzi kochających to co robią i chętnie dzielą się tym co mają i robią to z pasją. A co ważniejsze w harmonii z przyrodą i tradycją. Pisz dalej bo czytać się chce. Pozdrawiamy.

  4. Pięknie napisane. Mam ochotę popodróżować po Polsce razem z Panią.

  5. Dziękuję za kawałek mocnego kopa energii 🙂
    Ja mam to wszystko w zasięgu wzroku gdy wyjadę rowerem z końca Fordonu w Bydgoszczy na taras widokowy w Strzelcach Górnych skąd można planować kolejne wypady. Rzeczywiście jest cisza i spokój 🙂
    Zimą tez jest tam super:
    https://imgur.com/a/BflEdDH

  6. Alicja, kawał życia spędziłem w dawnym województwie toruńskim i wciąż mnie zaskakują piękne miejsca w tej okolicy. Super teksty, ciekawostki no i foty sztos 🙂

  7. Naprawdę śliczna okolica, bajkowo!

  8. Niesamowity zmysł obserwacyjny, umiłowanie przyrody, perfekcyjne zdjęcia i sugestywne teksty na pograniczu poezji pozwalają oceniać Autorkę jako nierozerwalną część natury całkowicie zespoloną z otaczającą nas przyrodą, której walory i uroki nie zawsze są dostrzegalne dla nas ludzi zaabsorbowanych rozwiązywaniem prozaicznych problemów codziennego życia. Ponadto sposób opisywania różnych ciekawych, a ciągle mało znanych miejsc powoduje to, że siedząc przed komputerem
    w trochę dusznym pokoiku czytasz tekst, wpatrujesz się w zamieszczone zdjęcie i wyobraźnia przenosi cię do tych miejsc , w których może nigdy nie będziesz, ale dobitnie i całkiem realnie czujesz zapach sosnowych igiełek, smak wody z przezroczystego jeziora, słyszysz szelest listków delikatnie przeczesywanych przez lekki wiaterek i co chwila zaskakiwany jesteś nowymi doznaniami w ukazujących się przed oczami nie zdewastowanymi jeszcze przez człowieka zakątkach naszej ziemi.
    Droga Alicjo! Twoje relacje z podróży to nie tylko zachęta do uprawiania turystyki, ale wręcz recepta na uzdrawianie umęczonych ciał i rozkołatanych dusz i jednocześnie podpowiedź: Człowieku, zatrzymaj choć na moment rozpędzoną karuzelę twojego życia, oderwij się od szarości i uciążliwości otaczającej cię rzeczywistości, daj się ponieść fantazji, marzeniom ,które przeniosą cię w wyobraźni, a może i na jawie q ten cudowny świat tak pięknie przedstawiany przez Alicję

  9. Pięknie napisany reportaż i prze piękne okolice, potwierdzam bo sam często tam bywam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *