Start » Chiny » Wracamy na drogę
Jednostka chińskich służb do zwalczania przestępczości zorganizowanej odnajduje rower Andrzeja.

Wracamy na drogę

W Urumqi planowaliśmy zostać trzy dni. Haha, trochę się zasiedzieliśmy i w efekcie spędziliśmy tutaj trzy dni i trzy tygodnie! Koniec końców to najgorsze miejsce do życia na świecie (wg. kilku rankingów) stało się dla nas dość przyjazne i zostawiamy tutaj sporo ludzi, których możemy nazwać co najmniej dobrymi znajomymi.

Urumqi to miasto, na samo wspomnienie którego, większość Chińczyków aż się wzdryga. Wielu z nich też dodaje – ale tam jest niebezpiecznie. My zwykle na te ich grymasy i ostrzeżenia kiwaliśmy posłusznie głowami i myśleliśmy sobie: “Ujgurzy, to ich tak bardzo nie lubicie”. My jednak Ujgurów po ostatniej wizycie w 2009 roku, bardzo polubiliśmy i do Urumqi przybyliśmy z wielką chęcią.

Cóż, stało się jak się stało. Trzech Ujgurów podpierniczyło nam rowery i przez pierwszy tydzień, jak widziałem tę nację na ulicy, to mi się nóż w kieszeni otwierał. Dobrze, że szybko miasta nie opuściliśmy, bo miałbym tylko złe wspomnienia, a tak kiblując tutaj przez ponad trzy tygodnie, przekonałem się do nich po raz drugi. Kradzieże i rozboje biorą się zwykle z ubóstwa i gorszej sytuacji społecznej i to ewidentnie w Urumqi widać. Kłopoty = Ujgur. Taki przykry stereotyp.

Nie wspominaliśmy Wam wcześniej, ale mieliśmy też drugie niemiłe zdarzenie na ulicy w Urumqi. Alicja w ostatniej chwili zorientowała się i poczuła, że ktoś grzebie jej w plecaku, gdy szła ulicą. Szybko podniosła larum, chłopak się wycofał, a gdy do niego podbiegłem nawet nie zareagował. Przeszedł na drugą stronę ulicy i próbował tym razem okraść Chinkę, której odpinał zamek w torebce. Krzyknąłem, ta się odwróciła i go odepchnęła. Wiecie co było w tym najśmieszniejsze – ze stoickim spokojem całe to zdarzenie obserwował policjant, też Ujgur.

Hmm… i co ja mam tutaj dodać? Policja w Chinach to temat rzeka. To, że udało nam się odzyskać jeden z rowerów i że złapani złodzieje pewnie zgniją w więzieniu, to tylko i wyłącznie efekt tego, że poszliśmy w swoich działaniach na maksa. Znaleźliśmy pomocnych Couchsurferów, którzy załatwili kontakty do telewizji i prasy, aby nagłośnić temat. Tego wszystkiego przestraszył się “urząd miejski” w Urumqi i skierowano sprawę do kryminalnej jednostki dochodzeniowej. Wyżej trafić nie mogliśmy, a że stała za naszymi plecami Ambasada RP z Pekinu, która dopytywała się o los swoich obywateli i słała noty do Urumqi, to sprawa zaczęła toczyć się coraz szybciej i w końcu ciufcia wjechała na właściwe tory.

Zanim jednak owa ciufcia się rozpędziła, minął tydzień i jeden z rowerów zniknął bezpowrotnie. Udało się odzyskać tylko mój rower, zapuszkować trzech złodziei i jednego pasera. Zniknęły też wszystkie używane rowery, które dzień po kradzieży oglądaliśmy na jednym z bazarów z używanymi rowerami. Podejrzewamy, że dla niektórych zrobiło się dość gorąco i swoje “biznesy rowerowe” musieli co najmniej zawiesić aż krzykliwe białasy z Polski z miasta wyjadą. Co mnie najbardziej wkurwia, to fakt, że te używane rowery wyglądały na zagraniczne, raczej takie, których w Chinach się kupić nie da. Tym większą więc mamy frajdę, że przeczyściliśmy trochę ten mętny ekosystem z kradzionymi rowerami.

Bariera językowa, zmęczenie fizyczne i psychiczne, oraz cholerna różnica kulturowa sprawiły, że po trzech tygodniach poddaliśmy się i kupiliśmy używany chiński rower, marki bliżej nieznanej i dziś wyjeżdżamy w stronę granicy z Kazachstanem. Zrobiliśmy zdecydowanie więcej, niż spodziewali się sami Chińczycy, którzy nam pomagali – niektórzy otwarcie przyznali po fakcie: “Nie wierzyłem, że uda się odzyskać choćby jeden rower”. Po raz kolejny jednak twierdzimy, że chcieć to móc i basta!

Z perspektywy czasu wiemy teraz jak się w podobnej sytuacji zachować – rozdmuchać temat w każdą możliwą stronę i postawić Chiny przed widmem problemu międzynarodowego. Tak, nie przesadzam. Tylko dlatego, że byliśmy obcokrajowcami, zaangażowaliśmy Ambasadę Polski i mieliśmy za sobą media, kilka osób z urzędu skierowało sprawę do natychmiastowego załatwienia i… uciszenia.

Nasza sprawa zaczęła się toczyć szybciej tylko dlatego, że to dobre imię Chin mogło ucierpieć. Pal sześć jakieś rowery, mafię rowerową, dwóch Polaków. Chiny nie mogą zostać wmieszane w żaden skandal, a do tego świadomie dążyliśmy. Wiem… śmiejecie się teraz pod nosem myśląc: “Kradzież rowerów to sprawa międzynarodowa?”. No właśnie tak, to się tutaj postrzega.

Fasada musi być nieskazitelnie czysta.

Śmiać nam się jednak chciało najbardziej, gdy prowadzący śledztwo policjant powiedział: “Niezależnie kim są złodzieje, czy to Chińczycy, Ujgurzy (uwaga, półoficjalnie nie są oni uznawani za Chińczyków) czy obcokrajowcy, musimy ich traktować zgodnie z prawem i nie możemy łamać praw człowieka.”  Uwierzcie mi, z trudem powstrzymaliśmy się przed głośnym parsknięciem.

Policję w Chinach mogę zaś określić leniuchami grzebiącymi sobie w nosie, dopóki ktoś na nich z góry nie ryknie i się nie spręża. Mają nowoczesny sprzęt, samochody, kamery uliczne na każdym skrzyżowaniu i mnóstwo ludzi, ale żeby wskrzesić w nich wolę pomocy, trzeba na nich ryknąć z góry albo użyć znajomości, co pewnie zadziałałoby jeszcze lepiej.

Dobra, koniec tych wywodów.  Wyjeżdżamy z Urumqi. Przyznać jednak trzeba, że przez te trzy tygodnie dowiedziałem się o Chinach więcej niż przez wszystkie poprzednie wizyty w tym kraju, mimo, że mało ich nie było.

W tym miejscu przede wszystkim podziękować musimy Couchsurferom z Urumqi, którzy pomagali nam tłumaczyć, chodzili z nami na policję, jeździli na bazar szukając naszych rowerów i wiele, wiele innych. Sporo osób twierdzi, że w CS chodzi tylko o darmowe spanie! Gówno prawda, CS to przede wszystkim zlepek wspaniałych ludzi, którzy pomagają sobie na całym świecie w imię jednej zasady: “Jesteś gościem w moim kraju, więc pomogę Ci jak tylko będę potrafił.” I niech tak zostanie na zawsze, a my już nie możemy się doczekać, aż wrócimy do Polski i otworzymy drzwi dla innych członków tej społeczności.

Wam, nasi przyjaciele, znajomi i nieznajomi, fani i niefajni też bardzo serdecznie dziękujemy. Bardzo dziękujemy za pakiety pozytywnie wibrującej energii. Dużo lepiej się czuliśmy, kiedy mimo tego, że byliśmy w kłopocie, wiedzieliśmy, że myśli o nas masa ludzi! Dzięki!

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. I

Gdy planowałam tę wycieczkę rowerową wiedziałam, że będzie ciekawie przyrodniczo, przyjemnie, bo jest tu kilka dobrych winnic, …

16 komentarzy

  1. Szkoda drugiego roweru, ale ciesze sie ze jest chociaz jeden, no i ze ruszacie w droge:) juz nie moge sie doczekac nastepnego postu i opisu kolejnego miejsca ktore odwiedzicie. Pozdrawiam

    • Oj szkoda… zwłaszcza, że to mój rower. Ech, co zrobić… Niby kawałek metalu, a jednak sentyment do niego łzy wycisnął mi z oczu gdy wyjeżdżaliśmy z Urumqi. Bywa i tak, ale jedziemy dalej i to najważniejsze :)

  2. Paweł Stefanowicz

    Miałem jednak nadzieję że drugi rower tez się znajdzie ale trudno, szkoda.

    Powiem szczerze że jak czytałem post o tym jak wsiadacie na rowery i zobaczyłem zdjęcie tych rowerów to sobie pomyślałem, że odważni jesteście jadąc tak ładnymi i wyróżniającymi się sprzętami. Niestety ale się okazało, że komuś też się spodobały. Wstawcie zdjęcie jak wygląda nowy nabytek, bardzo jestem ciekaw:D
    Pozdrawiam i gładkiej drogi.

    • Szczerze powiedziawszy mieliśmy podobne myśli gdy te rowery kupiliśmy. Cały czas obiecywaliśmy sobie, że je jakoś brzydko pomalujemy, ale odkładaliśmy to na później. Choć powiem szczerze, że w Chinach te rowery wyróżniały się tylko tym, że były bardziej ubłocone i miały bagazniki. Pełno tu rowerów, które wyglądają o wiele atrakcyjniej niż nasze.
      Zdjęcia nowego nabytku będą jak się trochę ogarniemy w tym Kazachstanie.

  3.  Cieszę się że znów jesteście w podróży:) a tym samym Mazury coraz bliżej :) …choć trochę ” na okrętkę”  ale co tam … czekam na Was cierpliwie :)

  4. Szerokiej drogi życze, niech chinski rower się dobrze sprawuje!

  5. Teraz to niezwykła historia, ale pewnie na miejscu nikomu do śmiechu nie było?! 
    Najważniejsze, że jedziecie dalej!
    Trzymam kciuki! Szerokości…

  6. Wy już w drodze na tym chińskim rowerze. Jak się spisuje?  Dajecie mnóstwo pozytywnej energii i czekam na c.d. z niecierpliwością. Swoją drogą dziś na szczęście świat jest otwarty dla wszystkich, ja kiedyś miałam problem nawet z wyjazdem do N.R.D…Trzymam jak za Was zawsze kciuki mocno, mocno!

  7. Fajnie, że wsparła Was ambasada. W Taszkencie doświadczyłem ostatnio co może zdziałać chętny do pomocy polski konsul. NB – jeśli będziecie w Uzbekistanie, to polecam spotkanie z panem Waldemarem. Jest zacnym Polakiem i na pewno chętnie pogada z Wami przy wieczornym piwie! Tymczasem powodzenia w Azji Centralnej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *