Start » Podróże po Niemczech: Co zobaczyć? Gdzie spać? Jak to zaplanować? » Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. III

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. III

Ta część wycieczki miała słodki aromat czekolady, kusiła zapachem świeżo upieczonego chleba i piwa ważonego w lokalnym browarze. Bo trasa rowerowa wzdłuż Łaby to nie tylko piękne widoki i ludzie z ciekawymi pasjami, ale też smakołyki!

Dzień 4

Konigstein – Twierdza – Thurmsdorf – Bad Schandau = około 28 km

Z miasteczka Konigstein do Twierdzy są niecałe 4 km, ale za to 200 m podjazdu. Jak na poranną rozgrzewkę trochę dużo. Nie było to najmilsze przeżycie, bo akurat nie ma tu specjalnej ścieżki dla rowerów i trzeba jechać główną drogą. Ruch jest tu dość intensywny, więc nie czułam się do końca komfortowo. Na szczęście kierowcy w Niemczech szanują rowerzystów i zachowują odpowiedni dystans, gdy wyprzedzają. Więcej o kulturze jazdy pisał Andrzej w swoim tekście o trasie rowerowej po Szwajcarii Saksońskiej.

Widok z Kleiner Barenstein na Twierdzę Konigstein – o wschodzie słońca

Pod samą Twierdzą jest parking, na którym zostawiłam rower. Trochę zmęczona podjazdem, ale podekscytowana, bo zwiedzanie zapowiadało się akurat ciekawie, podeszłam do kasy. Miałam już wcześniej zarezerwowany bilet i audioprzewodnik. Pani w kasie na tyle miała opracowaną obsługę turystów, że robiła to bez słowa, oprócz tego, że poprosiła mnie o dokument, który mogłam odebrać po oddaniu audioprzewodnika… ;)

Muszę przyznać, że choć sceptycznie podchodzę do tego typu rzeczy, to audioprzewodnik do zwiedzania Twierdzy Konigstein jest dobrym pomysłem. Jest tu tyle budynków i bram, że łatwo się w tym wszystkim pogubić. Gdy idzie się trasą zgodnie z audioprzewodnikiem, faktycznie to wszystko ma sens. Można poznać historię Twierdzy i posłuchać kilku ciekawych legend. Byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby teksty typowo historyczne były nieco odświeżone, ale i tak taka forma zwiedzania tutaj jest lepsza niż błąkanie się bez planu.

Twierdzę Konigstein najlepiej zwiedzać rano
To miejsce jest związane z pierwszą nielegalną i udaną wspinaczką na Twierdzę

Atrakcją Twierdzy Konigstein jest zdecydowanie widok na wszystkie strony świata okolicę. Pięknie widać stąd jak wije się Łaba, widać wyraźnie szczyt Lilienstein i formacje skał piaskowcowych.

Na zwiedzanie Twierdzy Konigstein trzeba przeznaczyć co najmniej 2 godziny, ale lepiej zarezerwować sobie więcej czasu. Nie warto się spieszyć, bo widoki z góry naprawdę niesamowite. Lepiej przejść sobie wszystko spacerkiem na spokojnie.

Manufaktura Adoratio – miłość w czekoladzie

U podnóża Twierdzy Konigstein leży mała, senna miejscowość Thurmsdorf. Niewiele się tu dzieje. Jest tu w prawdzie mały zamek, ale widać, że popada w ruinę. A jednak warto zboczyć z rowerowego szlaku wzdłuż Łaby i zajrzeć do tajemniczego Thurmsdorf.

Na małym wzgórzu, tuż obok zamku znalazłam czekoladowy raj. Tworzy go dziewięć kobiet. Ręcznie przygotowują czekoladowe cuda, od zmielenia ziaren po zapakowanie już ozdobionych czekoladek.

Gdy wchodzi się do środka zapach od razu nie pozostawia złudzeń, że tu jest duuuużo czekolady!
W Adoratio Schokoladenkunst napijesz się gorącej czekolady lub pysznej kawy

Pomysłodawczynią i właścicielką Adoratio jest Susanne Engler, kobieta pełna energii, zakochana w czekoladzie. To właśnie z jej pasji narodził się pomysł, żeby sprowadzać dobrej jakości ziarna kakaowca i kreować swoje smaki i wzory czekoladek. W ciągu kilku lat stworzyła markę, która kojarzy się z dobrą jakością, a samo miejsce ma uroczy klimat, w sam raz na przerwę w rowerowej wycieczce.

Zainteresowała mnie geneza nazwy. Tuż obok zamku w Thurmsdorf jest malutki park, a w nim rzeźba przedstawiająca parę. Mężczyzna pokazuje uwielbienie dla swojej wybranki. Tytuł rzeźby to „Adoracja”. Susanne uznała, że to świetna inspiracja, bo widać u mężczyzny oddanie i pasję, tak samo jak ona oddaje się swojej miłości do czekolady.

Ogrodowa rzeźba “Adoratio” z ukrycia ;)
Susanne (z lewej) to charyzmatyczna kobieta z ciepłą energią i uśmiechem

Kocham takie historie!

Miłość do czekolady to jedno, ale Susanne kocha też przyrodę i chce dbać o środowisko. Tworząc manufakturę pomyślała więc o rozwiązaniach przyjaznych dla środowiska. Cała bateria paneli słonecznych umocowanych na dachu budynku pokrywa 70% zapotrzebowania na energię elektryczną, ziarna sprowadzane są z kontrolowanych plantacji, które uczestniczą w programie Fair Trade, a produkty pakowane są w papier ekologiczny, który łatwo ulega biodegradacji. Same czekoladki są produkowane bez użycia konserwantów, wzmacniaczy smaku i innych dodatków chemicznych.

Miłość do czekolady widać tu na każdym kroku. W wystroju i słodkiej atmosferze tego miejsca, w zapachu świeżej czekolady i w niezwykłym uśmiechu Susanne, która o tym miejscu opowiada jak o najdroższym skarbie.

Spędziłam tu bardzo miłe popołudnie, siedząc sobie na tarasie, popijając kawę i pyszną gorącą czekoladę. Warto zjechać te kilka kilometrów z trasy rowerowej wzdłuż Łaby, żeby tutaj wpaść i spróbować pysznej czekolady.

Firmowy sklep jest też na starym mieście w Pirnie, ale tu w Thurmsdorf jest ta ciepła atmosfera i samo miasteczko też ma swój urok.

Skoro rosną tu cytryny i pomarańcze, to musi być dobrze!
Chwila dla mnie z filiżanką gorącej czekolady

Bad Schandau – z miłości do ciszy

Po takiej słodkiej degustacji trzeba trochę tych kalorii spalić. Wróciłam więc na trasę rowerową i spokojnie wzdłuż Łaby jechałam sobie w stronę miejscowości uzdrowiskowej Bad Schandau.

Jeśli powiem, że Bad Schandau to miasto bliźniacze naszego Lądka – Zdroju, to już wiecie z jakim klimatem macie do czynienia. Spokój tego miejsca udziela się od razu. Samo miasteczko nie oferuje spektakularnych atrakcji, ale można przejść się po miasteczku i pomarzyć o małym domku tuż nad brzegiem Łaby. Można też przejechać się kultowym żółtym tramwajem Kirnitzschtalbahn, który wozi turystów pod sam wodospad Lichtenhainer.

O tych domkach w Bad Schandau już śnię…
…i wyjazd w stronę Schmilki

Jest kilka opcji noclegowych w samym uzdrowisku, ale lepszym pomysłem jest wyjazd w stronę Parku Narodowego i tam spać na kempingu lub w schronisku.

Dzień 5

Bad Schandau – Wodospad Lichtenhainer – Schmilka = około 20 km

Droga z Bad Schandau do wodospadu Lichtenhainer jest malownicza. Jedzie się pomiędzy wysokimi ścianami formacji z piaskowca charakterystycznych dla krajobrazu Szwajcarii Saksońskiej. To tylko 8 km z centrum, ale dojazd rowerem zajął mi więcej czasu niż się spodziewałam, po drodze co chwilę zatrzymywałam się na robienie zdjęć.

Wycieczkę rowerem można kontynuować dalej za wodospadem, albo zawrócić i jechać tą samą drogą do Bad Schandau.

Wodospad Lichtenhainer – mały, ale uroczy

Wodospad Lichtenhainer ma swój urok. Nie jest duży, ale wciśnięty między skały, prezentuje się pocztówkowo. Aby zwiększyć jego atrakcyjność, co pół godziny, po sygnale dźwiękowym wypuszczana jest woda z górnego basenu. Przez kilka minut wodospad faktycznie nabiera rozmiarów a woda z hukiem spływa po kamieniach.

Na miejscu jest też zabytkowa restauracja z końca XIX wieku, czyli z czasów gdy wodospad zaczął się stawać rozpoznawalną atrakcją dla kuracjuszy odpoczywających w Bad Schandau.

Schmilka – miłość do środowiska

Niepozorna wioseczka wbita w piaskowcowe klify Szwajcarii Saksońskiej, tuż przy granicy z Czechami, długo była pomijana przez turystów. W takich miejscach drzemie olbrzymi potencjał. Shmilka też go ma. Od kilku lat trwają pracę aby cała wieś, która oficjalnie jest dzielnicą Bad Schandau, przekształcić w rezerwat bio.

O co chodzi?

Od początku XIX wieku do Schmilki chętnie przyjeżdżali artyści. Przyciągały ich inspirujące malownicze krajobrazy, spokój i sielska atmosfera. Ważnym miejscem był wtedy młyn wodny i piekarnia, wokół których koncentrowało się życie. Pod koniec stulecia młyn okazał się nierentowny i został zamknięty, a Schmilka zapomniana przez turystów.

Ten stan trwał aż do 2012 roku, kiedy młyn został odnowiony a z piekarni znów zaczął wydobywać się przyjemny zapach świeżo upieczonego chleba. Do tego zaczęto ważyć jeszcze piwo z naturalnych składników. Koncepcja przywrócenia Schmilce dawnej atmosfery, polega na zbudowaniu tu „bio rezerwatu”. Ma to być miejsce oparte o zrównoważony rozwój, gdzie dba się o środowisko naturalne i wykorzystuje produkty lokalne.

Po uliczkach Schmilki jeżdżą tylko auta elektryczne, no i rowerzyści

W Schmilce działa już pierwszy w tym regionie hotel Helvetia, który dostał oficjalnie status „bio”. W starym młynie działa restauracja, która serwuje dania kuchni regionalnej i Hotel zur Muhle z pokojami urządzonymi przy pomocy naturalnych materiałów. W małych kolorowych domkach z muru pruskiego urządzone są pensjonaty a w planach jest też schronisko dla turystów z mniejszym budżetem. Na pasie terenu między szlakiem rowerowym a rzeką uprawiane są organiczne warzywa, które wykorzystuje się potem do przyrządzania potraw w tutejszych restauracjach.

Kolacja w Biohotelu Helvetia – wszystko świeże i smaczne
Widok z jednego z apartamentów w Schmilce
Gdybym miała pisać książkę, to w takim miejscu chętnie bym się zatrzymała

Powiem szczerze, że spacerując po Uliczkach Schmilki bacznie przyglądałam się, czy faktycznie ta bio koncepcja jest wcielana w życie na codzień. Czy to tylko hasło mające przyciągnąć turystów, czy jednak miłość do przyrody i chęć stworzenia takiego harmonijnego miejsca. Wiele wskazuje, że jednak to drugie. Mam nadzieję, że ten pomysł dalej będzie rozwijany. Schmilka już dostaje nagrody za koncepcję zrównoważonego rozwoju turystyki, ale mam nadzieję, że stanie się miłym, przyjaznym miejscem, które będzie chętnie odwiedzane, ale nie zatłoczone.

Szczególnie cieszy mnie pomysł otwarcia schroniska dla niskobudżetowców, bo na razie oferta jest skierowana dla tych z grubszym portfelem.

Warto wpaść jednak do Schmilki żeby chociaż pospacerować i spróbować we młynie ich piwa ważonego na miejscu. Zwłaszcza ciemne przypadło mi do gustu.

Team LosWiaheros w Hotelu zur Mühle – warto uczcić takie spotkanie kuflem niemieckiego piwa!

Ze Schmilki można wskoczyć do pociągu i wrócić do Drezna lub kontynuować rowerową przygodę po czeskiej stronie szlaku wzdłuż Łaby.

Rowerowy szlak wzdłuż Łaby bardzo mnie zaintrygował, bo oprócz malowniczych krajobrazów są tu miejsca z ciekawą historią i można poznać ludzi z prawdziwą pasją. Sama trasa jest dobrze utrzymana, odpowiednio oznaczona i łatwa. Spokojnie można się wybrać z rodziną i dziećmi.

A tutaj przeczytasz teksty z pozostałej części trasy rowerowej wzdłuż Łaby:

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. I
Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. II
Rowerem wzdłuż Łaby – porady praktyczne
Rowerem i pieszo przez Szwajcarię Saksońską

Do odwiedzenia wszystkich tych pięknych miejsc zachęciła mnie Niemiecka Organizacja Turystyczna i jestem im za to wdzięczna. Szwajcaria Saksońska nigdy nie była w moich rowerowych planach, bo nie wiedziałam, że jest tu tak ciekawie…

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła. Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem. Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć. Nie wierzy w zdanie "nie da się", zdecydowanie jest zwolennikiem myśli "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało."

Podobny tekst

Rowerem i pieszo przez Zielone Płuca Polski

Pojechałam na wschodni skraj województwa kujawsko-pomorskiego. Miejsce szaleńczo piękne i zapomniane. Nostalgia i klimat małego miasteczka połączone z bujną …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *