Start » Podróże po Niemczech: Co zobaczyć? Gdzie spać? Jak to zaplanować? » Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. II

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. II

Na drugi dzień mojej rowerowej wycieczki czekałam najbardziej. Próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie wyglądało na żywo. Na myśl o tym spotkaniu czułam podekscytowanie, ale też stres. No bo jakie pytanie mogłabym zadać światowej sławy rzeźbiarce?
Moich historii o miłości ciąg dalszy…

Dzień 2

Radebeul – Drezno – Pillnitz – Weingut Zimmerling – Pirna = około 40 kilometrów

Weingut Zimmerling – miłość w sztuce

Dobrych winnic w regionie Szwajcarii Saksońskiej jest wiele, ale ta jest czymś więcej. To osobna kraina. Inny wymiar. To tak, jak by się usłyszało idealnie czysty akord. Bez fałszu. Panująca tu harmonia sprawia, że zapomina się o całym świecie, a czas przestaje istnieć. To nawet nie magia. To jest jak marzenie senne, które można poczuć wszystkimi zmysłami.

Weingut Zimmerling, czyli mały raj na Ziemi

Weingut Zimmerling to winnica stworzona przez niezwykłą parę – polską rzeźbiarkę Małgorzatę Chodakowską i jej męża Klausa Zimmerlinga. Już sama ich historia pierwszego spotkania budzi uśmiech i ociepla serce. Wszystko zaczęło się w Tatrach, jeszcze w czasach gdy Pani Małgorzata była studentką. Poznała wtedy Pana Klausa, a dziś wspólnie tworzą to niezwykłe miejsce. Powstają tu dobre wina i piękne rzeźby.

Do winnicy dotarłam rano. Mimo pełnego słońca, przedwiosenny dzień był zimny i to tak przenikliwie. Jechałam rowerem pod górę i każdy mój ciepły oddech natychmiast zamieniał się w chmurkę pary. Zastanawiałam się jakie pytania mogę zadać tak cenionej artystce. Czytałam wiele o twórczości Pani Małgorzaty, widziałam filmy i zdjęcia rzeźb, ale mimo wszystko myśl o tym spotkaniu lekko mnie spinała. W dodatku tak bardzo starałam się nie spóźnić, że na miejsce dotarłam 20 minut przed umówionym spotkaniem. Głupio z kolei pojawić się wcześniej, więc ten czas wykorzystałam na rozejrzenie się po okolicy.

Wreszcie czas był odpowiedni, więc trochę zziębnięta, podekscytowana i lekko zestresowana stanęłam pod drewnianymi drzwiami domu. Otworzyła Pani Małgorzata. Weszłam do środka i od razu poczułam ciepło. Nie tylko dlatego, że dom był dobrze ogrzany. Sama Pani Małgorzata okazała się bardzo przyjazną i otwartą osobą, a jej uśmiechające się oczy od razu skasowały mój stres. Pomyślałam wtedy, po co ja mam zadawać pytania? Informacje i fakty mam, albo sobie je znajdę, a tu trzeba po prostu pobyć i chłonąć tę miłą i ciepłą energię.

Pani Małgorzata Chodakowska i jej dobra energia

Poszłyśmy do pracowni. W długim pomieszczeniu stały rzeźby wykonane z drewna i odlane z brązu. Kobiety w dynamicznych pozach, jakby zatrzymane w ruchu, w zamyśleniu albo w tańcu. Z jednej strony delikatne, ale emanowała z nich siła. Tajemnicze, milczące a jednak rozgadane. Wywoływały wiele skojarzeń i wspomnień z moich podróży. Przypominały mi najciekawsze kobiety, które spotykałam na swojej drodze, oczywiście nie wyglądem, ale energią. Były piękne i miałam ochotę się tam po prostu położyć na podłodze i wpatrywać w nie. Wywoływały we mnie jakąś ukrytą tęsknotę, ale też dodawały pewności siebie.

Rzeźby Pani Małgorzaty Chodakowskiej

Inspiracje Pani Małgorzata czerpie ze swoich obserwacji codziennych, ale układ ciała całej figury może zobaczyć najpierw dzięki artystom z Opery w Dreźnie. Jej modelkami są tancerki. Dlatego rzeźby prezentują też piękno kobiecego ciała. Pozy są dopracowywane do momentu, w którym rzeźbiarka uzna, że „to jest to”.

…energia zaklęta w drewnie…

Jednak czasem bywa tak, że to drewno podpowiada jak ma wyglądać rzeźba. Relatywnie gruby pień drzewa sugerował Pani Małgorzacie, że to materiał, który pomieści dwie postacie. Powstała więc para kochanków tulących się do siebie. Zwykle, gdy w drewnie pojawiają się mniejsze pęknięcia, artystka uzupełnia je tak, by nie były widoczne. Tym razem dość duże i głębokie pęknięcie przecięło lewą pierś figury mężczyzny. Już tak zostało. Rzeźba dostała tytuł „Pierwsza Miłość”.
– Ludzie uśmiechają się, gdy to słyszą… – subtelnie uśmiechnęła się rzeźbiarka i ja też.

Pierwsza Miłość

Jest jeszcze coś. Niektóre z rzeźb wykonanych z brązu są też fontannami. Woda jednak nie tryska z nich w sposób przypadkowy. Jest dopełnieniem sensu całej kompozycji. Trudno to opisać, więc polecam obejrzeć krótkie wideo, które prezentuje pomysł rzeźb – fontann.

Przy wjeździe do winnicy Zimmerling stoi Primavera. Rzeźba – fontanna. Kobieta z włosami rozwianymi do góry, z których na wszystkie strony tryskają długie strumienie wody. Jak niesforne myśli. Tak jak moje…

Primavera – od tej fontanny oczu oderwać nie można

Fontanny autorstwa Pani Małgorzaty Chodakowskiej można zobaczyć też w Oranżerii Pałacu w Pillnitz, w Dreźnie (skrzyżowanie ulic Tiergartenstrasse i Franz Liszt), w Radebeul przy urzędzie stanu cywilnego i… na południu Chin w Suzhou. Obecnie wystawę rzeźb „Przebudzenie” można też obejrzeć do końca sierpnia we Wrocławiu w Pałacu Królewskim. Polecam bardzo!

Rzeźby i winnica tworzą całość. Wizerunki dzieł Pani Małgorzaty zdobią etykiety produkowanych tu win, a przestrzeń piwnicy, w której leżakują beczki z winem, wypełniają figury z brązu.

Nowo wybudowana piwnica w Weingut Zimmerling, w środku dzieją się cuda
Rzeźby Pani Małgorzaty i wino to zamknięta całość

Na zboczach wzgórz, na których rosną winorośle, wszelkie prace pielęgnacyjne i zbiór owoców wykonuje się ręcznie. Żadna maszyna tutaj nie wjedzie. Jest za stromo i za wąsko.

Po kamiennych schodkach wśród nierozwiniętych jeszcze krzaczków winogron prowadziła mnie Theresa – młoda enolożka, która wraz z Panem Klausem dba o jakość i wyjątkowy smak win.

Na samym szczycie wzgórza usiadłyśmy przy stoliku. To ulubione miejsce odpoczynku gospodarzy. Widać stąd całą winnicę. W tym czasie winorośle były jeszcze gołe, ale gdy za kilka tygodni okryje je szata zielonych liści, będzie to wyglądało obłędnie. A co dopiero jesienią?

Szeroki widok na dolinę Łaby sprzyja refleksji

Rozmawiałyśmy tu o pracy na winnicy i o życiu. Theresa swoje doświadczenie i wiedzę o winie zdobywała podczas dalekich podróży. Dzięki nim przekonała się też, że to właśnie tu, w Szwajcarii Saksońskiej jest jej mała ojczyzna. Robi to, co kocha, mieszka w spokojnym, malowniczo położonym miejscu, a jeśli ma ochotę zakosztować miejskich rozrywek, w mniej niż pół godziny może być w Dreźnie. Jej spokój, pogodne usposobienie, ale profesjonalne podejście do sprawy świetnie wpisują się w atmosferę winnicy Zimmerling.

Już to pisałam – tu panuje absolutna harmonia.

Pałac i Park Pillnitz – miłość w stylu barokowym

Szlak rowerowy wzdłuż Łaby przebiega dosłownie przy murach Pałacu. Nie sposób go nie zauważyć. Jeden z bogato zdobionych budynków stoi tuż nad brzegiem rzeki a kamienne, szerokie schody prowadzą wprost do wody. Stąd też nazwa tej części – Pałac Wodny.

Pałac Wodny w Pillnitz

Cały kompleks składa się z wielu budynków, w których mieszczą się muzea, oranżeria i palmiarnia. Całość otacza świetnie utrzymany park. Warto spędzić tu troszkę więcej czasu i poczytać nieco o bogatej historii tego miejsca. Zwłaszcza czasy, gdy Pałac był w rękach Augusta Mocnego, wydają się intrygujące. Było to miejsce znane z zabaw i hucznych wesel, określane krótko jako „miejsce uciech”…

Pałac w Pillnitz
Szlak rowerowy prowadzi przez zakamarki pałacowej fosy

Osobliwą zagadką jest też drzewo kameliowe, którego wiek określa się na więcej niż dwieście lat!

Dziś pałac również cieszy się popularnością, ale raczej turystów i miejscowych, którzy chętnie w wolne dni przyjeżdżają pospacerować po parku i nacieszyć się widokiem na Łabę.

Dla mnie jako osoby przemieszczającej się rowerem, to było idealne miejsce na piknik i dłuższy odpoczynek. Znalazłam sobie miejscówkę pod obsypanym kwiatami drzewem, nad brzegiem rzeki i z widokiem na pałac. Wada jest taka, że trudno się stąd ruszyć w dalszą drogę.

Ogrody Pałacu Pillnitz – idealne miejsce na piknik

Trasa rowerowa prowadzi dalej do miasta Pirna. Tu zatrzymałam się na nocleg w hostelu, ale w sezonie wiosenno-letnim można skorzystać z opcji kempingu w Pillintz lub już w Pirnie.

Dzień 3

Pirna – Rathen – Most Bastei – Konigstein = około 22 kilometrów

Starsza część miasta Pirna położona jest na lewym brzegu Łaby i to tutaj warto wybrać się na wieczorny lub poranny spacer. Nad miastem góruje zamek Sonnenstein, widać stąd rzekę i całą starą część miasta.

Interesująca jest historia tego miejsca. Na początku XIX wieku w zamku urządzono szpital dla osób psychicznie chorych, który słynął z nowatorskich metod leczenia. Jednak w czasie II Wojny Światowej ten sam zamek był wykorzystywany w Akcji T4, która miała na celu całkowitą zagładę osób upośledzonych i niepełnosprawnych. Urządzono tu komorę gazową w której masowo uśmiercano chorych i krematorium. Szacuje się, że zginęło tutaj ponad 13 tysięcy osób.

W czerwcu 2000 roku zostało otwarte Muzeum upamiętniające zgładzonych w ramach Akcji T4. Historia to mroczna i przez wiele lat trudno było zdobyć i ujawnić dowody, że zamek Sonnenstein był częścią tej koszmarnej akcji.

Most w Bastei – miłość w naturze

Trasa rowerowa wzdłuż Łaby z Pirny w stronę Rathen, robi się coraz bardziej ciekawa, bo pojawiają się charakterystyczne wapienne ściany i formacje. Sama miejscowość Rathen to małe uzdrowisko, miłe miejsce na odpoczynek dla rowerzysty, ale przed wszystkim punkt wypadowy na ikonę Szwajcarii Saksońskiej, czyli Most Bastei.

Każdy, kto odwiedza ten region, obowiązkowo odwiedza Bastei. To sztandarowy punkt każdej wycieczki autokarowej. W związku z tym nawet poza sezonem jest tu naprawdę dużo ludzi. Najlepiej więc wybrać się tu o świcie lub przed zachodem słońca. Z resztą te pory są najlepsze dla amatorów fotografii.

Przedwiosenna aura na Moście Bastei

Więcej o Bastei pisał w swoim poście na blogu Andrzej, który wybrał nieco inny charakter swojej wycieczki rowerowej po Szwajcarii Saksońskiej – postawił na naturę i szlaki górskie.

Do miejscowości Konigstein dotarłam już późnym wieczorem. Zatrzymałam się na kempingu tuż przy rzece i zbierałam siły na następny dzień, bo czekało na mnie 200 metrów podjazdu w górę do Twierdzy!

O tym jak wygląda zwiedzanie Twierdzy Konigstein i jaką nową miłość znalazłam w regionie, możesz przeczytać w kolejnym wpisie.

A tutaj przeczytasz teksty z pozostałej części trasy rowerowej wzdłuż Łaby:

Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. I
Rowerem wzdłuż Łaby na chilloucie cz. III
Rowerem wzdłuż Łaby – porady praktyczne
Rowerem i pieszo przez Szwajcarię Saksońską

Do odwiedzenia wszystkich tych pięknych miejsc zachęciła mnie Niemiecka Organizacja Turystyczna i jestem im za to wdzięczna. Szwajcaria Saksońska nigdy nie była w moich rowerowych planach, bo nie wiedziałam, że jest tu tak ciekawie…

O autorze: Alicja Rapsiewicz

Z zamiłowania i wykształcenia aktor-lalkarz. Pracowała przez 8 lat na różnych scenach w kraju i za granicą grając rozmaite role (od Krowy przez Anioła na Świętej skończywszy). Kilka zwrotów akcji w jej życiu i ciężki, ale ciekawy żywot wędrownego artysty, zaowocowały pomysłem aby objechać świat dookoła. Podróżowanie to jej największa pasja. Spędziła 4 lata w drodze przemieszczając się pieszo, autostopem, rowerem i jachtem. Odwiedzając rozmaite zakątki świata lubi przyglądać się codziennemu życiu mieszkańców i ich zwyczajom. Nie lubi się spieszyć. Nie wierzy w zdanie "nie da się", zdecydowanie jest zwolennikiem myśli "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało."

Podobny tekst

Rowerem i pieszo przez Zielone Płuca Polski

Pojechałam na wschodni skraj województwa kujawsko-pomorskiego. Miejsce szaleńczo piękne i zapomniane. Nostalgia i klimat małego miasteczka połączone z bujną …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *