Tanio i długo vs drogo i krótko – czyli jak Wy to robicie, że stać Was na kilkuletnią podróż?

Jedną z koronnych zasad taniego podróżowania jest brak pośpiechu. Wiele osób powie: „Jak już jestem w Azji lub gdzieś na drugim końcu świata to chcę zobaczyć jak najwięcej”.

Ja odpowiem tak: „Proszę bardzo. To Twój wybór, ale Ty też za to płacisz i nie pytaj mnie potem, skąd ja mam pieniądze na kilkuletnią podróż. Nie da się podróżować szybko i tanio.NIE DA SIĘ! Da się za to podróżować powoli i tanio, nawet bardzo tanio…

Podróż bez pośpiechu to nasza żelazna zasada, której staramy się nigdy nie łamać. Sprawdza się ona zarówno w sferze organizowania transportu, szukania noclegów czy też ogólnie tempa podróży, które jest mniej męczące. Zrozumiesz to tylko wtedy, gdy naprawdę spróbujesz podróżować powoli bez pośpiechu i bez konkretnego celu. Już nigdy nie będziesz w tej grupie osób, które zadają nam pytanie: „Skąd Wy do diabła macie na tę kilkuletnią podróż pieniądze?” Te osoby pytają w ten sposób, bo podróż kojarzy im się tylko i wyłącznie z wydawaniem pieniędzy na każdym kroku. My zaś po prostu nie wydajemy ich dużo. Przez kilka dni czasem w ogóle nic nie wydajemy poza kilkoma dolarami na jedzenie.

Planując wakacje, wczasy czy dłuższą podróż wpadasz zwykle w pułapkę, gdyż chcesz zobaczyć jak najwięcej. Ile razy czytałem na różnych blogach, że „podróżować będziemy bez pośpiechu” a potem w relacjach już gdzieś na dalszych podstronach można przeczytać, że „niestety przepłaciliśmy za busa z miejsca x do y, bo nie było innej opcji, a nam się spieszyło i nie mogliśmy czekać lub negocjować lepszej ceny. Potem na domiar złego nie mogliśmy znaleźć taniego spania, bo dotarliśmy gdzieś późno i wszystko było zarezerwowane. Czyż to nie klasyka?

No tak, ale gdzie Wam się tak spieszyło powinienem zapytać? Mieliście podróżować bez pośpiechu, czyż nie? Dlaczego chcecie zobaczyć wszystko w okolicy i naginacie ramy swojego programu podróży do granic możliwości?

Problem tkwi w naszych głowach i pragnieniu poznania nowego. Znudzeni życiem w Polsce, zakreślamy w przewodniku (jadać tramwajem lub autobusem z i do pracy), co chcemy zobaczyć w danym kraju. Nakręcamy się i docierając na miejsce głodni przygody wpadamy w kanał podróżniczy i gnamy przed siebie. A jeszcze to, jeszcze tamto! Ile razy Ci się to przytrafiło?

Kontrargumentem na te wywody może być odpowiedź: „Ja pracuję cały rok na to, aby wyjechać na trzy tygodniową podróż i chcę zobaczyć jak najwięcej”. Tak, ok. Masz do tego prawo, ale w tym wypadku ZAPOMNIJ o naprawdę tanim podróżowaniu. Połączenia z miejsca do miejsca musisz mieć zgrane i brać każdą opcję, nawet jeśli nie jest tania. Nic się na to nie poradzi. Będąc w Azji Południowo-Wschodniej spotykaliśmy osoby, które w 3-4 tygodnie robią trasę od Hanoi w Wietnamie przez Kambodżę, Laos i kończąc w Tajlandii. W każdym z tych krajów można spędzić co najmniej miesiąc i to lekko!

Gdy zaczynałem podróżować też zakreślałem w przewodniku dużo za dużo miejsc w stosunku do czasu jakim dysponowałem. W 2005 rok przejechałem lądem z Polski przez Rosję, Mongolię i Chiny. Zrobiłem ogromną pętlę po Chinach i też lądem wróciłem do Polski – to wszystko w 10 tygodni. Nie wiem, jak mi się to udało? Czas był wyliczony, plan ustalony przed wyjazdem i nie dużo się zmienił.

Dopiero po powrocie do kraju zdałem sobie sprawę z mojego błędu. Dużo więcej przyjemności miałbym z odwiedzonych miejsc, gdybym podzielił tę podróż na dwie: Syberia i Mongolia na dwa miesiące i Chiny na kolejne dwa miesiące w następnym roku. Wtedy jeszcze studiowałem, więc na podróże miałem tyle czasu ile wolnego między studiami. Dziś w życiu bym czegoś takiego już drugi raz nie zrobił.

Rozumiem doskonale, że nie każdy przecież może sobie pozwolić na roczną podróż. W polskich warunkach trzy miesiące to już sporo. Jeśli ktoś wybiera się na rok, to zwykle jest to podróż dookoła świata, zostawienie pracy i podróżowanie z oszczędności. Roczne RTW już sugeruje jednak, że ta podróż będzie szybka, bo jak do cholery można objechać świat dookoła w rok i się nie spieszyć? NIE DA SIĘ i nie czarujmy się tutaj, że jest inaczej.

Czy nie lepiej wyjechać na rok tylko do Australii? Ten kraj jest wielkości Europy i po spędzeniu tam 9 miesięcy jestem pewien, że spokojnie mógłbym spędzić tam kolejny rok i miałbym co robić. Tylko czy ja mogę poszczycić się 20 krajami odwiedzonymi w ciągu jednego roku. Niestety nie mogę i w takich statystykach przegrywam z kretesem. Ktoś kto robi roczne RTW i ledwo zipie, aby zdążyć na kolejny samolot w statystykach jest na pewno lepszy od nas, ale nie w tanim podróżowaniu.

Gdy masz mniej napięty program oszczędzasz na:

  • przejazdach
  • noclegach
  • jedzeniu

…bo wszystko możesz zrobić na luzie, przemyśleć, poszukać korzystniejszej opcji. Zostać tutaj dłużej, tam podjechać autostopem bez pośpiechu. Nie raz kierowcy fundują obiad – standard w krajach Bliskiego Wschodu, gdzie słowo gościnność ma gigantyczny większy wymiar w stosunku do tego, co znamy w Polsce.

Poza tym, a chyba od tego powinienem zacząć, w końcu zauważasz ludzi i zatrzymasz się przy nich, porozmawiasz, wypijesz setną tego dnia herbatę w Nepalu lub pięćdziesiątą słodką jak karmel kawę w Laosie – wszystko za darmo. Do tego widzisz, jak żyją w tych krajach zwykli ludzie. Podróże to nie tylko zabytki, spektakularne miejsca stworzone przez naturę, ale też babcia na targu sprzedająca banany, bawiące się dzieciaki na plaży, rybacy wypływający w środku nocy na połów i wracający kilka dni później.

Ilu z Was słyszało o kimś, kto podczas swojej podróży wypłynął z rybakami na kilkudniowy połów?
– Co??? Przecież szkoda na to czasu…
– Hmm… zdziwiłbyś się!
– Przecież nie zjem rano grzanek z kawą. Nie wypiję w południe zimnego koktajlu owocowego. Kto zrobi mi popołudniu masaż? Kto sprawdzi maila i Facebooka? I nie pójdę się wieczorem napić piwa?? Budnik, nie wiesz co dobre w podróży. Twoje podróże muszą być nudne!
– To prawda, są szalenie nudne i dobrze mi z tym, bo już ponad dwa lata podróżuję i zanudziłem się będąc 9 miesięcy w Australii, większość czasu spędzając gdzieś w buszu.

Ty decydujesz, jak podróżujesz, ale kuźwa nie pytaj mnie potem skąd biorę pieniądze na moje długie podróże – ja ich po prostu nie wydaję tak szybko jak Ty.

Na połów ryb bierzemy wodę, trochę ryżu i jemy przez kilka dni ryby, które są za darmo. Mamy świetną zabawę i wrażenia, których ani Martyna Adventure ani Logos, ani Podroże z Panem Zbyszkiem znanym podróżnikiem mi nie zapewnią, bo żadna z tych firm nie wsadzi Cię na przeciekającą łódkę!

Zaś jak wracamy do wioski to przez kolejne 3 dni wszyscy rybacy zapraszają do swoich domów – wspominamy, śmiejemy się, jemy i śpimy za darmo, a Ty nad ranem jedziesz na lekkim kacu na lotnisko w Bangkoku, skąd łapiesz samolot do Polski i znów sobie myślisz: „Następne wakacje dopiero za rok, ale te mi się należały, bo ciężko pracowałem”.

 

W Azji często lokalni na dworcach mawiają do nas:

– Ty masz pieniądze, a my mamy czas. Płacisz za bilet tyle, ile ja chcę albo zostajesz tutaj.

– A jedź w cholerę. Ktoś na pewno podwiezie mnie za darmo.

– Ale nie będziesz na czas. 

– Ja mam dużo czasu i nigdzie mi się nie spieszy. Właśnie dlatego nie będziesz ze mnie zdzierał 2 razy więcej niż powinieneś. Do zobaczenia na miejscu!

– OK, ok! Dawaj plecak, wsiadaj! 

– Dziękuję. Chcesz kawałek placka z orzechami?

– A chętnie, a macie ochotę na kawę z mlekiem przed wyjazdem?

– A chętnie. A tak przy okazji. Jestem Andrzej, a to Alicja.

– Jestem Rahim. Przepraszam, że tak Was potraktowałem.

– Spoko. Takie życie. To co z tą kawą? Placek jeszcze ciepły.

 

Wszystkim Wam życzę, abyście choć raz wyruszyli w podróż bez zegarka na dłoni. To genialne uczucie i już nigdy nie zapytacie, skąd brać na to pieniądze…

Przeczytaj pozostałe teksty z kategorii Prywatnie o pieniądzach w podróży

Podobał Ci się tekst? Jeśli sądzisz, ze Twoi znajomi mogą uznać go za użyteczny – kliknij jeden z poniższych przycisków. Dzięki :)

O autorze: Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Podobny tekst

W poszukiwaniu nowej perspektywy

Często zachwycamy się egzotycznymi miejscami za granicą, nie zauważając, jakie skarby mamy pod nosem. Najbliższa okolica zwykle wydaje …

11 komentarzy

  1. Bardzo fajny artykuł. W zeszłym roku zrobiłem taki błąd…miałem przejechać stopem Europę zaczynając od lazurowego wybrzeża we Francji i przez włochy, Austrie do Polski…ale zacząłem mierzyć czas…już nie wspomnę o tym, że byłem słabo przygotowany i wydawałem za dużo na „jedzenie”, ale to była pierwsza taka zagraniczna wyprawa dla mnie (wcześniej tylko w Polsce) i dużo się dzięki temu nauczyłem ;) Teraz gdziekolwiek jestem poświęcam więcej czasu dla tubylców…sprawia mi to wielką przyjemność nawet w europie ;) a w czerwcu 24 tego roku lece na Filipiny na 2 miesiące! :D udało mi się kupić bilety Londyn – Budapeszt – Dubai – Manila – Davao. Koszt ok 1000zł w jedną stronę jak narazie, tanio, bo na każdy samolot muszę czekać przynajmniej dzień ale teraz mam czas ;) i zobacze Dubaj!! hehe :D mam nadzieję kiedyś Was spotkać w podróży ;) pozdrawiam

    • Rafał,tylko jedna sugestia od człowieka,który spędził 3 miesiące w Manili – dużo przyjemniej jest poza nią,wiec lepiej nie spędzać tam więcej niż 1-2 dni. Ale okolice to juz rarytas :)

      • Andrzej Budnik

        Michał, jest aż tak źle? Krążą legendy o tym mieście, ale nigdy nie udało nam się sprawdzić. Dla nas największym koszmarem była Jakarta.

        • W Dżakarcie nie mialem okazji sie pojawic, wiec porownania nie mam, niemniej – w Manili mieszkalem w Makati, gdzie jest 'prawie’ jak w Singapurze (czyli, relatywnie, milo i przyjemnie), ale za kazdym razem jak wydostawalem sie poza tą 'oazę’ krajobraz miasta zdecydowanie nie napawał optymizmem.

          Dla turysty jedyne atrakcje, wg mnie, to cmentarz chiński, stare miasto (Intramuros, gdzie nic się dzieje) czy chińska dzielnica (Binondo), ale jeżeli macie wybór to wydaje mi sie, ze lepiej spędzić ten dzień poznając góry (Cordiliera! czy chociażby Mt. Pinatubo) czy wybrzeże Filipin.

          Dodam jeszcze, że większość hosteli/hoteli w Manili znajduje się niezbyt przyjemnej (przynajmniej wieczorem) okolicy blisko portu, co moze byc kolejnym minusem dla niektórych podróżników.

  2. Są tysiące rodzajów podróżowania – i wszystkie są dobre. Nie ma lepszych i gorszych.
    Wszystko zależy od etapu życia, na którym jesteś, od priorytetów i od dnia.
    Czasami chce się podróżować wolno i za darmo, czasami na odwrót.
    Czasami dobrze jest być w podróży przez wiele miesięcy i lat, a czasem 3 dni wystarczą – i też jest dobrze.
    Kiedyś backpacking był dla mnie jedyną możliwą formą podróżowania – i stąd bierze się kult tej formy (bronimy swoich własnych wyborów). Z czasem zakosztowałem różnych innych form – i wcale nie powiedziałbym teraz, że coś jest lepsze a coś gorsze. Nie ma różnicowania na podróżników, turystów, backpackersów, wycieczkowiczów, wyprawowców. Są ludzie.

    Pozdrowienia dla Alicji i Andrzeja!
    Jesteście świetni!

    • Andrzej Budnik

      Wojtek, tu nie chodzi o ocenianie czyjegoś sposobu podróżowania lub kategoryzowanie ludzi na turystów, podróżników itd. W tym tekście chodzi tylko o to, co jest zawarte w tytule tego tekstu – mając dużo czasu po prostu wydajesz dużo mniej.

  3. W taki sposób, to mając do wykorzystania za każdym razem maksymalnie 2 tygodnie urlopu naraz to ledwo co bym dotarł do lotniska ;) . Wy podróżujecie wybitnie powoli, inni zupełnie odwrotnie, a trzeba to jakoś wypośrodkować, żeby dostosować się do otaczających nas realiów.

    • Andrzej Budnik

      Po raz kolejny powtarzam, każdy podróżuje tak, jak może podróżować i mnie nic do tego.
      Ten tekst pisany ponad trzy lata temu powstał po to, aby pokazać własnie, że my mamy czas, nie spieszy nam się i pytanie, skąd mamy kasę na tak długie podróże nie jest sednem problemu, bo ich wydajemy dużo mniej niż podczas zwykłych podróży, czy nawet żyjąc w Polsce. Inna kwestia to zarabianie w drodze i życie mobilne, ale to już temat na inną dyskusję :)

  4. Świetny artykuł. Mam nadzieję, że i mi z mężem już w niedalekiej przyszłości (3-5 lat) uda się wyjechać w wymarzoną podróż dookoła świata – podobno na spełnienie marzeń nigdy nie jest za późno :)). Plan na zdobycie pieniędzy opracowany, pracujemy nad jego wdrożeniem i oby wszystko się udało. Trasy nie planujemy, mamy zamiar poddać się tak jak Wy, temu co los przyniesie. Jedno jest pewne, że to będzie podróż rowerami, które pokochaliśmy kilka lat temu i nie wyobrażamy już sobie innego sposobu podróżowania.

    Dziękuję za blog i ogrom informacji praktycznych.

  5. witaj, bardzo cieszę się ,że trafiłem na Twojego bloga , jestem na etapie sprzedazy mieszkanka i wyruszam w świat, chętnie , bardzo chętnie skorzystam z Twojego doświadczenia, o ile nie masz nic przeciwko ?
    sporo podróżowałem w życiu , ale teraz , po 4 letniej opiece nad ojcem, jestem sam , wolny i czuję się gotowy do drogi, dookoła świata , bez pośpiechu.
    liczę na kontakt , pozdrawiam Serdecznie i gratuluję ! – Grzesiek

  6. Super artykuł! Przyznam, że nawet czytałam go w wolniejszym tempie :) Bardzo przydatny, dał mi do myślenia i chyba nieco zmienił plan podróży po Azji za rok. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *