Ostatni punkt na naszej trasie po Iranie. Smutno się trochę robi, że ta „perska bajka” powoli dobiega końca. Ostatnie trzy dni przyszło nam spędzić z Amirem i jego wspaniałą rodziną. Tym samym naszą podróż po Iranie kończymy przykładem o niezwykłej gościnności Irańczyków – podobnie jak ją zaczynaliśmy prawie miesiąc temu w Tabriz i Ardabil.
Kobiety na wyspie Qeshm w Zatoce Perskiej oczywiście też przestrzegają Hidżab, ale jednak dość wyraźnie odróżniają się od kobiet z lądowej części Iranu. Poza tradycyjną chustką noszą na twarzach jeszcze maski, które nazywają się "boregheh". Mówi się, że poza perską krwią płynie w nich też krew arabska. Poniżej kilka fotek kobiet w tych dziwnych maskach:
Z Marvdasht wyjechaliśmy późnym popołudniem. Rodzina Keyvana nie chciała nas wypuścić, ale w końcu dali się przekonać. Wsadzili nas w współdzieloną taksówkę do Shiraz, za którą chcieliśmy zapłacić. „A skąd! Jesteście naszymi gośćmi i przyjaciółmi zarazem! My płacimy” – oburzyli się chłopcy. „Tylko po co na południe jedziecie. Tam jest niesamowity upał. To nie sezon” – podgadywali ciągle. Cóż, po prostu chcieliśmy zobaczyć Zatokę Perską...
Podróżując po Iranie nie planowaliśmy podjęcia pracy ani płatnej ani wolontariackiej, nawet nie przyszło nam to do głowy. Oczywiście życie samo pisze scenariusze, a los co jakiś czas płata figle. I oto z drżącym sercem stanęłam przed grupą młodych Irańczyków żądnych wiedzy teoretycznej i praktycznej z zakresu teatru lalek. Zadanie ambitne, ale czy mu podołam?
Nasze skojarzenie z Persepolis przed przyjazdem do Iranu było jedno – masakra i demolka jaką zafundował Aleksander Macedoński Persom po zdobyciu tego miasta. Czy może inaczej kojarzyć się Persepolis?
W Iranie i krajach islamskich istnieje segregacja płciowa. Na początku będąc jeszcze w Europie i z punktu widzenia Europejki właśnie, uważałam to za coś dyskryminującego kobiety, ale czy tak jest naprawdę?
Jesteśmy w Yazd. Miasto położone praktycznie na pustyni, słynie ze świątyni Zoroastrian i wież wiatrowych. To tu doświadczyliśmy po raz pierwszy co tak naprawdę oznacza tajemniczy Ramadan, a kilkadziesiąt kilometrów od Yazd dowiedzieliśmy się, jak skutecznie zafundować sobie porządne rozwolnienie...
Bazar jest nieodłącznym elementem każdego miasta w Iranie. Nie sposób przejść obok niego obojętnie. Wokół bazaru i w jego rytmie toczy się życie wielu osób. Ale niech nie zwiedzie Was nazwa „bazar”, nie można go mylić z naszymi polskimi targami, na których często królują skromne, smutne, czasem przegniłe budki...
Po powrocie z gór postanowiliśmy zostać jeszcze 2 dni w Esfahanie. Miasto jest tak ciekawe, że z pewnością zasługuje na dłuższy przystanek. Najlepiej wspominam dzień, w którym wypożyczyliśmy sobie darmowe rowery i ruszyliśmy na podbój miasta. Zagubiliśmy się w jego ulicach...
Zainspirowani książką hiszpańskiej pisarki Anny Briongos „W jaskini Alibaby”, postanowiliśmy sprawdzić jak żyją nomadowie w irańskich górach. Prawie cała akcja książki dzieje się w Esfahanie, ale pewnego dnia bohaterka wyjeżdża na prowincję w góry Zagros, aby spotkać się z prawdziwymi irańskimi nomadami - Bahtiarami. Postanowiliśmy podążyć jej śladami.