Andrzej Budnik

Alternatywny podróżnik, zapalony bloger i geek technologiczny. Połączenie tych dziedzin sprawia, że w podróż przez australijski interior czy nowozelandzkie góry zabiera do plecaka drona, który pozwala mu przywieźć niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia i oryginalne ujęcia wideo. Swoją duszę zaprzedał górom w północnym Pakistanie i tadżyckim Pamirze, które odkrywał podczas 4-letniej podróży lądowej przez Azję i Australię. Od wielu lat zaangażowany w aktywizację polskiego środowiska podróżniczego. Założyciel i obecnie współautor najstarszego, aktywnego bloga podróżniczego w Polsce – LosWiaheros.pl. Nominowany do Travelerów 2010 i Kolosów 2013. Zwycięzca konkursu Blog Roku w kategorii Podróże i Szeroki Świat w 2007 roku. Zawodowo licencjonowany pilot drona w firmie CrazyCopter.pl specjalizującej się w fotografii lotniczej i wideo z drona. Łącząc od lat pracę zdalną i podróże stara się promować styl życia określany Cyfrowym Nomadyzmem.

Komunikacja miejska w Limie

Nie bede ukrywac – jestem zachwycona komunikacja miejska w Peru. A szczegolenie w Limie. Tutaj jest najbardziej wyrazne to, jak bardzo rozni sie ona od europejskiej. Ma swoj indywidualny charakter i unika wielu problemow, ktore pojawiaja sie u nas.*

Czytaj dalej »

Lima – Pisco i wypadek na Panamericanie

Nocnym autobusem dojechalismy do Puno. Bylo wczesnie rano, kolo 5 i wsciekle zimno, bo to rano i co wazniejsze ponad 3500 m n.p.m. Tego czego bylismy pewni, po przejechaniu przez miasto do dworca, to to, ze chcemy stad uciekac jeszcze tego samego dnia, bo miasto jest okropne, jednak wczesniej zahaczylismy o Wyspy Uros.

Czytaj dalej »

Lodowiec Pastoruri w Cordiliera Blanca

Drugiego dnia naszych podboi Cordiliera Blanca padlo na Lodowiec Pastoruri. Od dawna marzylo mi sie wdrapanie na jego zbocze i w koncu stalo sie, ale od poczatku…

Czytaj dalej »

Huaraz i wypad w Cordiliera Blanca – Laguna Llanganuco

Dojechaismy do Trujillo, pochodzilismy po miescie w celu nadrobienia zaleglosci w fotografiach spowodowanych kradzieza aparatu. Zajelo nam to sporo mniej czasu niz za pierwszym razem, bo miasto juz znalizmy na wylot i wiedzielismy, co jest warte sfotografowania. Po kolo trzech godzinach zaczelismy kombinowac, jak tu dojechac do Huaraz, czyli naszej bazy wypadowej w Cordiliera Blanca.

Czytaj dalej »

Z Ekwadoru do Piury, czyli Peru po raz drugi.

Dojechalismy do Piury, do miasta gdzie mieszka nasz przyjaciel Victor, u ktorego to spedzilismy trzy dni. Sam pobyt, dom i rozne temu podobne opisala juz Eliza, wiec ja sie powtazac nie bede. Skupie sie na innym temacie, ale zanim to, trzeba wyjasnic, jak znalezlismy sie w Piurze.

Czytaj dalej »

Latynowska fiesta

Bedac goscimi w domu peruwianskiej rodziny, chcielismy naszego Amigo Peruwiano wyciagnac na dyskoteke. Fajnie by bylo, ale okazalo sie, ze na ten dzien mozemy miec ciekawsza impreze. Tego dnia byly chrzciny jednego z chlopcow mieszkajacych w tym domu. I z tej okazji domownicy szykowali fieste.

Czytaj dalej »

Nariz del Diablo z Riobamby i wykolejony pociąg

Trzesienie ziemi, ktore odczulismy w Peru bardziej nam pokrzyzowlo plany niz moglo by sie wydawac. Z Riobamba wiedzie bardzo malownicza trasa, ktora od miejscowosci Alausi nazywa sie „Nariz del Diablo”, czyli „diabli nos”. Wszystko dlatego, ze jadacy torami pociag raz zjezdza gwaltownie na dol, aby potem wspinac sie pod gore. I tka kilka razy. Szczegolnie fascynujaco wyglada to z…. dachu pociagu.

Czytaj dalej »

Nasz Amigo Peruano

Nie raz juz przewijal sie w naszych tekstach Amigo Peruwiano. Pewnie nie jedni sa ciekawi, kim ta tajemniecza postac jest. Dzis, po kilku dniach spedzonych w jego domu, mozemy zdradzic ten sekret :) Wiktora poznalismy na statku z Manaus do Tabatingi. Przez 6 dni spedzonych razem mozna sie zakolegowac – zwlaszcza gdy ma sie doczynienia z tak otwartym na ludzi czlowiekiem. Jest bardzo przyjacielski, ale przy tym strasznie dziwny…

Czytaj dalej »

Magia Dolara w Ekwadorze

Jeszcze kilka slow o naszych problemach w Ekwadorze z dolarami. Przypomne, ze Ekwador nie ma swojej waluty – placi sie w nim dolarami. Wiec cieszylismy sie przyjezdzajac tu, ze skoncza sie nasze problemy z wymiana waluty. Wreszcie nie bedzie niekorzystnych kursow, bo nie trzeba bedzie niczego wymieniac. Jak bardzo sie mylilismy…

Czytaj dalej »

Wulkan Cotopaxi i podróż Panamericana do Riobamba

Z Quito pojechalismy na poludnie w strone miejscowosci Riobamba, ale wczesniej maryl mi sie przystanek pod pieknym Wulkanem Cotopaxi. Elizie tak srednio sie ten pomysl podobal, ale baraniascie sie uparlem no i wysiedlismy z autonusu w polowie drogi…

Czytaj dalej »

Mitad del Mundo, czyli LosWiaheros na Środku Świata

Ekwador znaczy Rownik. Mitad del Mundo znaczy srodek swiata i wszystko o nim to prawda – jajko, woda, zachwiana rownowaga. Poczytajcie…

Czytaj dalej »

Każdy jest potencjalnym zlodziejem

Wiem, moze sie wydawac, ze wpadlismy w jakas paranoje. Ale po dokladniejszym przyjrzeniu sie tutejszym ludziom okazuje sie, ze nie tylko my tak miejscowych postrzegamy. Tutaj sasiad boi sie sasiada i widzi w nim zlodzieja.

Czytaj dalej »

Zwiedzamy Quito – stolice Ekwadoru

Quito, prawie 3 km nad poziomem morza. Zaraz po przyjezdzie czylismy troche braku tlenu, ale po pierwszej nocy juz bylo ok. Na drugi dzien juz biegalismy po miescie… no wlasnie.

Czytaj dalej »

Targ w ekwadorskim Otavalo

W przewodniku wyczytalismy, ze jest to najwiekszy targ w ameryce Poludniowej i odbywa sie w soboty. W piatek wieczorej dojechalismy do Quito, wiec postanowilismy skorzystac z okazji i zobaczyc ten targ. Autobus jechal ponad 2 godziny, wiec niestety najbardziej tradycyjna czesc targu juz sie skonczyla, ale to co widzielismy, rowniez bylo fascynujace.

Czytaj dalej »

Ekwadorskie dziewczyny

Do tej pory w zadnym z panstw Ameryki Poludniowej nie widzialam tyle strojow ludowych co w Ekwadorze. A ciekawostka jest, ze to glownie kobiety chodza tak poubierane. Mezczyzni maja „normalne” ubrania, czyli takie prawie europejskie :)

Czytaj dalej »

Granica Peru-Ekwador, kradzież aparatu w autobusie nocnym i okolice Cuenca

Dojezdzamy do Tumbes. Wysiadamy z autobusu, szybka toaleta i bierzemy taxi na granice a dokladniej do miejscowosci Huaquillas. Po drodze zatrzymujemy sie na postarunku Policji, gdzie dostajemy „wyjazdowke” z Peru i jedziemy dalej. Dojezdzamy do Ekwadoru. Idziemy na dworzec autobusowy, kupujemy dwa bilety do Cuenci i… bierzemy taxi… dokad, no wlasnie…

Czytaj dalej »